Konwencja Republikańska 1988 - Historia

Konwencja Republikańska 1988 - Historia


We are searching data for your request:

Forums and discussions:
Manuals and reference books:
Data from registers:
Wait the end of the search in all databases.
Upon completion, a link will appear to access the found materials.


Jego własnymi słowami — Billy Graham na Narodowej Konwencji Republikanów w 1988 roku

W 1988 r. ks. Billy Graham udzielił błogosławieństwa zarówno na Narodowej Konwencji Republikanów, jak i Narodowej Konwencji Demokratów. Przeczytaj jego wiadomość DNC TUTAJ.

Dzisiaj, gdy w Charlotte w Północnej Karolinie rozpoczyna się Krajowa Konwencja Republikanów, dzielimy się słowami ks. Grahama, 32 lata temu na Narodowej Konwencji Republikanów w 1988 roku w Nowym Orleanie w stanie Luizjana:

Nasz Ojcze i nasz Boże, pod koniec tego ekscytującego i historycznego wieczoru zatrzymujemy się, aby uznać naszą zależność od Ciebie i prosić o Twoją mądrość i kierownictwo we wszystkich decyzjach tej konwencji.

Potwierdzamy starożytne słowa Salomona, że ​​„Bojaźń Pańska jest początkiem mądrości” [Przypowieści Salomona 9:10]

Dziękujemy Ci za dziedzictwo moralne i duchowe, które posiadamy: jako naród. Dziękujemy Ci za wszystkie ideały, które uczyniły Amerykę wielką. Dziękujemy Ci za wielkie wolności, którymi się cieszymy: wolność mówienia, pisania, oddawania czci i uczestniczenia w wyborach naszych przywódców.

Dziękujemy Ci za przywództwo, jakie Prezydent Reagan dał nam przez ostatnie siedem i pół roku. Szczególnie dziękujemy Ci za jego nacisk na sprawy duchowe. Dziękujemy Ci za przykład, jaki Prezydent i Pani Reagan dali w swoim życiu osobistym. Dziękujemy również za przywództwo, jakie pani Reagan dała w walce z narkotykami. Modlimy się, aby po opuszczeniu Białego Domu w styczniu przyszłego roku cieszyli się dobrym zdrowiem i Twoimi błogosławieństwami przez wiele lat i aby nadal wywierali moralny i duchowy wpływ.

Chociaż wiele problemów zostało rozwiązanych w ciągu ostatnich kilku lat, wciąż istnieje duża potrzeba – przestępczość związana z narkotykami jest poważnym problemem, nawet w tym mieście. Widzimy ogniska biedy, niesprawiedliwości i chciwości. Modlimy się za wszystkich tych, którzy dziś wieczorem cierpią w potrzebie, bólu i rozpaczy, niezależnie od tego, czy są w mieszkaniu w kamienicy w Nowym Jorku, czy żyją w dostatku w San Francisco, czy w szpitalnej sali. Wiemy, że bez Twojej siły i Twojej pomocy nie możemy być takimi ludźmi, jakich potrzebujemy w naszym niespokojnym świecie. Pamiętamy, że w podobnych okolicznościach Dawid, wielki król Izraela, napisał, że nie mamy się bać nocnego terroru, ani strzały lecącej za dnia, ani zarazy, która kroczy w ciemności, ani zniszczenia, które niszczy w południe. [Psalm 91:5-6] Ale nie możemy domagać się tej obietnicy, dopóki nie żałujemy, że tak często odwracaliśmy się od Ciebie, aby iść naszymi samolubnymi drogami. Tak często opuszczaliśmy Cię, aby służyć fałszywym bogom pieniędzy, przyjemności i władzy. Przypominamy słowa prezydenta Eisenhowera z jego pierwszego przemówienia inauguracyjnego „Cokolwiek Ameryka ma nadzieję przynieść światu, musi najpierw spełnić się w sercu Ameryki”.

O Boże, jesteśmy Ameryką i wiemy, jak bardzo nasze serca muszą być z Tobą w porządku. Modlimy się o odnowę moralną i duchową, która mogłaby rozpocząć się w każdym z nas dziś wieczorem i rozprzestrzenić się po całym kraju.

Modlimy się za wiceprezydenta Busha i jego rodzinę, ponieważ ma zostać nominowany w tym tygodniu na prezydenta. Dziękujemy Ci za tę zwartą rodzinę, która wszyscy uznają Cię za swojego Ojca Niebieskiego.

Modlimy się za naród Stanów Zjednoczonych podczas kampanii i wyborów, aby Twoja wola spełniła się w wyborze przywódców. Niech ludzie szukają Twojego przewodnictwa, na kogo powinni głosować. Jak powiedział kiedyś Abraham Lincoln: „Zdecydowałem, że wszystkie moje słowa i czyny mogą być zgodne z Jego wolą”.

Pomóż nam rozpoznać, że nie tylko wybieramy prezydenta Stanów Zjednoczonych, ale także prezydenta wolnego świata. Pomóż nam pamiętać, że ten wybór dotyczy kilku miliardów ludzi. Pomóż nam rozpoznać ogromną odpowiedzialność, jaką musimy oddać, i że liczy się nawet jeden głos.

W nadchodzących dniach, w głęboki i cudowny sposób, o Panie, modlimy się, abyś naprawdę pobłogosławił Amerykę.

“Pan błogosławi was i was strzeże. Panie, aby Jego oblicze świeciło nad wami i bądźcie dla was łaskawi, Pan zwrócił swoją twarz do was i obdarzył was pokojem.” [Liczb 6:24-26, NIV]

O to wszystko modlimy się w imię Ojca, Syna i Ducha Świętego. Amen


1988 Republikańska Konwencja Narodowa: Rola Gaddiego Vasqueza: „Amerykański sen” w czasie premiery GOP

Na początku filmu „La Bamba” młody Latynos jedzie na motocyklu do obozu dla migrantów rolnych w Północnej Kalifornii, kiedy mija zardzewiały drogowskaz z napisem Pacheco Pass – szybka scena, prawdopodobnie utracona na większości publiczność filmu.

Ale nadzorca hrabstwa Orange Gaddi H. Vasquez to zauważył. Znał ten znak.

„Wstrzymałem oddech i zakrztusiłem się” – powiedział. „To byłem ja, to było moje życie. Zapamiętałem to tak, jak to było wczoraj”.

Vasquez spędził większość swojego wczesnego dzieciństwa podróżując po polach uprawnych zachodnich Stanów Zjednoczonych, bawiąc się z młodszym bratem na polach, podczas gdy jego rodzice zbierali fasolę, jabłka, bawełnę lub truskawki.

Ale to było dawno temu.

Dziś Vasquez, pierwszy latynoski nadzorca hrabstwa, jest w Nowym Orleanie, przygotowując się do wygłoszenia przemówienia w czasie największej oglądalności na Narodowej Konwencji Republikanów w noc nominacji wiceprezydenta George'a Busha na prezydenta.

Gaddi Holquin Vasquez, obecnie 33-latek, zaimponował wielu ludziom w swoim krótkim życiu.

Bee Molina, krajowa przewodnicząca meksykańsko-amerykańskiej organizacji politycznej Assn., w dużej mierze demokratycznej organizacji, mówi: „Gdyby ktokolwiek ubiegał się o wyższe stanowisko jako mniejszość (w Kalifornii), byłby to Gaddi Vasquez”.

A gubernator George Deukmejian, który zatrudnił Vasqueza jako doradcę w 1985 roku i mianował go w zeszłym roku na stanowisko w radzie nadzorczej hrabstwa Orange, podobno postrzega go jako jednego z głównych pretendentów do wakującego stanowiska skarbnika stanu.

Vasquez, który wygrał swoje pierwsze wybory zaledwie dwa miesiące temu, jest Republikaninem „Amerykańskiego Marzenia”. Głosi kazania o szansach, jakie miał w swoim życiu – szansach, które nie pochodzą, jak mówi, z zależności stworzonej przez rządowe jałmużny Platformy Partii Demokratycznej.

Ludzie powinni mieć swobodę pracy i osiągania własnych możliwości – mówi. Rolą rządu jest zapewnienie dostępności możliwości.

Vasquez jest pewien, że na zjeździe wydarzy się jedna rzecz: setki razy zostanie poproszony o wyjaśnienie, dlaczego jest republikaninem. Niedawno, kiedy został sprofilowany przez krajową sieć informacyjną, spiker przedstawił go jako „Republikanina, który wygląda bardziej jak Demokrata”.

Ale Vasquez mówi, że zmienia się stereotyp, że wszyscy Latynosi są demokratami i katolikami. Tradycyjne wierzenia społeczności latynoskiej – „w rodzinie, w Bogu i ojczyźnie” – są w rzeczywistości bardziej spójne z Partią Republikańską, twierdzi Vasquez.

Rodzice nadzorcy są oboje długoletnimi Demokratami. I chociaż Vasquez żyje według ich nauk o dyscyplinie i współczuciu, przełożył to przesłanie na kontekst republikański.

„Mój tata żył według Pisma: ‚Jeżeli siejecie, będziecie żąć’” – powiedział Vasquez. „I jest tylko jeden sposób, w jaki siejesz – wychodzisz i pracujesz. Jeśli będziesz pracować, będziesz czerpać korzyści. Jeśli się bochenek, nie dostaniesz niczego w zamian – a na to nie zasługujesz.

Vasquez powiedział, że nawet w trudnych czasach swojego dzieciństwa w jego rodzinie nie było niechęci do właścicieli ziemskich czy rządu. Guadalupe Vasquez, który był szkolony na pastora apostolskiego w Mexico City, nauczył swoje dzieci wdzięczności.

„Wychowano mnie, że to dobry kraj” – powiedział przełożony. „Szanujesz swój kraj, modlisz się za swoich przywódców i jesteś wdzięczny za to, co masz. Oto mój mały domek na ziemi w Watsonville. Ale wiesz co – masz dach nad głową. Więc dziękujesz Bogu za ten dach”.

Te wiadomości są nadal podstawą charakteru Vasqueza. Nie pije. Jest jedynym przełożonym hrabstwa Orange, który nie przyjmuje prezentów ani posiłków — ani nie pozwala swoim pracownikom przyjmować prezentów ani posiłków — od kontaktów biznesowych. Jest znany jako uczciwy i sumienny słuchacz oraz bardzo pracowity.

W szkole średniej większość czasu pozalekcyjnego spędzał na nauce i szkoleniach do konkursów mowy, z których ostatecznie wygrał ponad 30 na całym Zachodzie. Kiedy miał 14 lat, został aktywnym skautem odkrywcą w Pomarańczowym Departamencie Policji, gdzie został oficerem w 1975 roku.

Jego kościół na przestrzeni lat pochłonął również znaczną część czasu Vasqueza. Został wybrany na maksymalnie dwie kadencje, z których każda trwała dwa lata, jako międzynarodowy przewodniczący programu młodzieżowego Kościoła Apostolskiego i podróżował po całym świecie, aby przemawiać do młodych słuchaczy na temat umiejętności przywódczych i rozwoju ich ideałów.

„To, co zwykle bym zrobił, to złapanie samolotu w piątek wieczorem, pojechanie do Houston, Nowego Jorku, Miami lub Denver i powrót w niedzielę wieczorem do pracy w poniedziałek” – powiedział Vasquez. Jego obowiązki kościelne zawiodły go także do Europy, Ameryki Południowej i Ameryki Środkowej.

Vasquez, który mieszka w Orange County, odkąd jego ojciec założył kościół w Orange, gdy miał 5 lat, poślubił przyjaciela z dzieciństwa, a teraz mają 9-letniego syna, Jasona.

Niedługo po ślubie Vasquez zaczął pracować dla inspektora hrabstwa Orange, Bruce'a Nestande. Został stamtąd zwerbowany przez Southern California Edison Co., która chciała go na dobrze płatne stanowisko kierownicze. Ale piastował tę pracę zaledwie cztery miesiące przed tym, jak został zwabiony do Sacramento przez Deukmejiana, by posłużyć jako łącznik gubernatora ze społecznością latynoską.

Wkrótce został sekretarzem ds. nominacji i ściśle współpracował z gubernatorem w tej pracy, sprawdzając setki kandydatów na nominacje gubernatorskie do różnych zarządów i komitetów.

W kwietniu 1987 roku, będąc jeszcze doradcą gubernatora, Vasquez został mianowany na stanowisko nadzorcy, które zostało otwarte po rezygnacji Nestande w połowie kadencji. Termin nominacji oznaczał, że musiał stawić czoła wyborcom zaledwie rok później, a był otwarty sceptycyzm – nawet wśród szeregów Republikanów – co do tego, czy przeżyje wybory z czerwca 1988 roku.

Ale zebrał ponad 400 000 dolarów z datków na kampanię, a kiedy nadszedł dzień prawdy, zmierzył się tylko z jednym pomniejszym przeciwnikiem. Wygrał tak łatwo, że osiągnięcie nie przyciągnęło zbyt dużej uwagi.


Republikańska Konwencja Narodowa 1988

ten Republikańska Konwencja Narodowa 1988 Partii Republikańskiej Partii Stanów Zjednoczonych States odbyła się w Luizjanie Superdome w New Orleans, Luizjana od 15 sierpnia do 18 sierpnia 1988. To był drugi raz, kiedy duża partia zorganizowała konwencję w jednym z pięciu stanów znany jako Deep South, wchodzący po piętach 1988 Democratic National Convention, która odbyła się w Atlancie Georgia. Duża część bodźca do zorganizowania konwencji w Superdome pochodziła od Virginii Martinez z Narodowego Komitetu Republiki Luizjany z Nowego Orleanu, która lobbowała w imieniu swojego przybranego miasta rodzinnego jako miejsca zjazdu jako członek Komitetu Wykonawczego RNC. [1]

Zgodnie z oczekiwaniami konwent nominował wiceprzewodniczącego George'a H. W. Bush na prezydenta. Drugie miejsce na bilecie nie było publicznie znane przed konwencją James Danforth "Dan" Quayle, amerykański senator stanu Indiana, został wybrany na wiceprezydenta Busha. Ujawnienie wyboru Quayle'a jako running mate pojawiło się dopiero drugiego dnia konwentu, kiedy NBC News ujawniło tę historię. Od 2020 roku był to ostatni raz, kiedy kandydat na prezydenta dużej partii ogłosił swój wybór wiceprezydenta podczas zjazdu jego partii.

Konwencja zawierała przemówienia Joe Paterno, Pat Robertson, przemówienie programowe New Jersey Governor Thomas Kean oraz muzykę Jimmy Maxwell Orchestra. Aktorka Helen Hayes wzięła udział w konferencji w wieku 88 lat.


Konwencja Republikańska z 1888 r. | Lurker's alternatywne wybory

George Franklin Edmunds: George F. Edmunds jest senatorem z Vermont, znanym jako mistrzowski dyskutant, który potrafi zawstydzić Demokratów. Znany jest również z silnej postawy przeciwko monopolom (co niektórzy mówili, że jest to polityka socjalistyczna). W 1882 r. Edmunds był autorem ustawy, która uczyniła poligamię przestępstwem na terytoriach federalnych. Miał mocną pozycję na Konwencji w 1884 roku i mógłby wygrać, gdyby inni kandydaci nie oddali swoich głosów za Shermanem.

James Gillespie Blaine: James G. Blaine był senatorem i przewodniczącym Izby Reprezentantów, ale najbardziej znany jest z tego, że udało mu się wynegocjować pokój podczas wojny o Pacyfik. Opowiada się za standardem złota, rozszerzeniem marynarki wojennej i powstrzymaniem przekazywania środków publicznych do instytucji religijnych. Blaine opowiada się za wysokimi cłami i jest przeciwny wpływom brytyjskim. Istnieją dowody na to, że Blaine albo okłamał opinię publiczną, albo jest faktycznie skorumpowany. Oskarża się go o nienawiść do katolików, a ostatnio pojawiły się pytania dotyczące jego zdrowia.

Benjamin Harrison: Benjamin Harrison, wnuk byłego prezydenta Williama Henry'ego Harrisona, służył jako generał brygady podczas wojny secesyjnej. Został wybrany do Izby Reprezentantów i był jednym z niewielu republikańskich kongresmenów, którzy zostali, gdy socjaliści zdobyli mandaty w Indianie. Następnie został senatorem z Indiany. Popiera wysokie cła i sprzeciwia się chińskiej ustawie o wykluczeniu. W 1884 Harrison poparł Jamesa G. Blaine'a.

Russell Alexander Alger: Rodzice Russela A. Algera zmarli, gdy miał 13 lat, pozostawiając mu sierotę. Od tego czasu przeszedł z farmy na stanowisko generała Związku w wojnie secesyjnej, na stanowisko gubernatora stanu Michigan. Ta historia Rags to Riches uczyniła z 52-letniego byłego gubernatora bardzo atrakcyjnego kandydata. Podczas jego kadencji jako gubernatora utworzono stanową radę ds. ułaskawienia, założono dom żołnierza, utworzono dwa nowe hrabstwa i założono Michigan College of Mines.

Joseph Roswell Hawley: Joseph R. Hawley był wiceprezesem Benjamina Bristowa. Wcześniej pełnił funkcję gubernatora stanu Connecticut i kupił gazetę Hartford Courant, która pod jego kierownictwem stała się jedną z wiodących gazet republikańskich w kraju. Spośród kandydatów na prezydenta najgłośniej wyrażał swój wstręt do korupcji.

William Boyd Allison: Przedstawiciel z Iowa William B. Allison jest znany z tego, że jest autorem ustawy, znanej jako Bland-Allison Act, która przywróciłaby gospodarce pewną liczbę dolarów zabezpieczonych srebrem, jednak ta ustawa nie powiodła się w Kongresie. Jest także wybitnym zwolennikiem wyższych taryf.

W przypadku wiceprezydenta brano pod uwagę wielu kandydatów ze stanu Nowy Jork, ponieważ jest to stan z największą liczbą głosów elektorskich, które w przypadku wygranej mogą zadecydować o przegranej lub zwycięstwie.

Levi Parsons Morton: Levi P. Morton jest byłym ministrem we Francji za Benjamina Bristowa, gdzie był bardzo popularny. Wcześniej Morton był reprezentantem Nowego Jorku.

Chauncey Depew: Chauncey Depew to kolejny kandydat z Nowego Jorku. Tam był sekretarzem stanu, a teraz jest prezesem New York Central Railroad System. Depew jest też drobnym kandydatem na prezydenta, ale bez szans na wygraną.

William Oɼonnell Bradley: William Bradley był reprezentantem stanu Kentucky o imponujących umiejętnościach oratorskich. Bradley, wschodząca gwiazda, został nominowany do Senatu w 1875 roku, mimo że był zbyt młody, by się zakwalifikować. Podczas gdy inni kandydaci pomogliby Republikanom w zdobyciu Nowego Jorku, Bradley pomógłby Republikanom wygrać w niektórych południowych stanach.


1988 REPUBLIKAŃSKA KONWENCJA NARODOWA: Tekst Busha: „Stawka jest wysoka, a wybór jest kluczowy”

Mam dzisiaj podziękować wielu przyjaciołom. Dziękuję wyborcom, którzy mnie poparli. Dziękuję dzielnym panom, którzy w tym roku przystąpili do konkursu na prezydenta i zaszczycili mnie swoim wsparciem. I za ich miłe i poruszające słowa dziękuję gubernatorowi Tomowi Keanowi z New Jersey, senatorowi Philowi ​​Grammowi z Teksasu, prezydentowi Geraldowi Fordowi – i mojemu przyjacielowi, prezydentowi Ronaldowi Reaganowi.

Przyjmuję twoją nominację na prezydenta. Chodzi mi o to, by ciężko biec, ciężko walczyć, stanąć w obliczu problemów – i mam na myśli wygraną.

W polityce jest wiele wspaniałych historii o wygrywaniu słabszych – i to będzie jedna z nich.

I wygramy z pomocą senatora Dana Quayle'a z Indiany – młodego przywódcy, który stał się silnym głosem w przygotowaniu amerykańskich robotników do przyszłej siły roboczej. Urodzony w połowie wieku, w środku Ameryki i niosący obietnicę przyszłości – jestem dumny, że mam u boku Dana Quayle'a.

Wielu z was pytało: „Kiedy ta kampania naprawdę się rozpocznie?” Przyszedłem do tej sali, aby wam powiedzieć i powiedzieć Ameryce: Dzisiejsza noc jest nocą.

Od 7 i pół roku pomagam Prezydentowi w wykonywaniu najtrudniejszej pracy na Ziemi. Ronald Reagan poprosił i przyjął moją szczerość. Nigdy nie prosił o moją lojalność, ale otrzymał. Ci z Was, którzy widzieli przemówienie Prezydenta w tym tygodniu i słuchali prostej prawdy jego słów, zrozumieją moją lojalność przez te wszystkie lata.

Ale teraz musisz zobaczyć, kim jestem: kandydatem Republikanów na prezydenta Stanów Zjednoczonych. A teraz zwracam się do Amerykanów, aby podzielili się moimi nadziejami i intencjami oraz dlaczego – i dokąd – chcę przewodzić.

I tak dzisiaj jest dla wielkich rzeczy. Ale postaram się być uczciwy wobec drugiej strony. Postaram się trzymać w ryzach moją charyzmę. Odrzucam pokusę angażowania się w osobiste odniesienia. Moje podejście tego wieczoru jest takie, jak sierż. Joe Friday zwykł mawiać: „Tylko fakty, proszę pani”.

W końcu fakty są po naszej stronie.

Ubiegam się o prezydenturę w jednym celu, który przez lata i oceaniczne podróże motywował miliony Amerykanów. Szukam prezydentury, aby zbudować lepszą Amerykę. To takie proste – i tak duże.

Jestem człowiekiem, który postrzega życie w kategoriach misji – misji zdefiniowanych i misji wykonanych. Kiedy byłem pilotem bombowca torpedowego, wyznaczyli nam misję. Zanim wystartowaliśmy, wszyscy zrozumieliśmy, że bez względu na wszystko, starasz się osiągnąć cel. Były dla mnie inne misje: Kongres, Chiny, CIA. Ale jestem tu dziś wieczorem – i jestem twoim kandydatem – ponieważ najważniejszą pracą w moim życiu jest ukończenie misji, którą rozpoczęliśmy w 1980 roku. Jak ją zrealizować? Na tym budujemy.

Różnice w rywalizacji są głęboko, szeroko

W tym roku stawka jest wysoka, a wybór jest kluczowy, ponieważ różnice między dwoma kandydatami są tak głębokie i szerokie, jak nigdy w naszej długiej historii.

Nie tylko dwóch bardzo różnych ludzi, ale dwie bardzo różne idee przyszłości będą głosowane w dniu wyborów.

Wszystko sprowadza się do tego:

Postrzeganie świata przez mojego oponenta przewiduje długi, powolny upadek naszego kraju, nieunikniony upadek wymuszony przez bezosobowe siły historyczne.

Ale Ameryka nie chyli się ku upadkowi. Ameryka to wschodzący naród.

Postrzega Amerykę jako kolejny przyjemny kraj na apelu ONZ, gdzieś pomiędzy Albanią a Zimbabwe. Widzę Amerykę jako lidera – wyjątkowy naród, który ma szczególną rolę w świecie.

Zostało to nazwane amerykańskim stuleciem, ponieważ w nim byliśmy dominującą siłą dobra na świecie. Uratowaliśmy Europę, wyleczyliśmy polio, pojechaliśmy na Księżyc i oświetliliśmy świat naszą kulturą. Teraz jesteśmy u progu nowego stulecia, a jaką nazwę kraj będzie nosić? Mówię, że to będzie kolejny amerykański wiek.

Nasza praca nie jest skończona – nasza siła nie jest zużyta.

Są tacy, którzy twierdzą, że w tym roku nie ma dużej różnicy. Ale Ameryko, nie daj się zwieść.

Dwie imprezy w tym roku proszą o wasze wsparcie. Obaj będą mówić o wzroście i pokoju. Ale tylko jeden udowodnił, że może to zapewnić. W tym roku dwie partie proszą o Twoje zaufanie, ale tylko jedna na nie zasłużyła.

Osiem lat temu stałem tu z Ronaldem Reaganem i obiecaliśmy wspólnie zerwać z przeszłością i przywrócić Ameryce jej wielkość. Osiem lat później spójrzmy, co osiągnęli Amerykanie: najwyższy poziom wzrostu gospodarczego w całej naszej historii – i najniższy poziom napięć na świecie od ponad 50 lat.

Niektórzy mówią, że to nie są wybory ideologiczne, to wybory dotyczące kompetencji. Cóż, miło z ich strony, że chcą grać na naszym boisku. Ale w tych wyborach nie chodzi tylko o kompetencje, ponieważ kompetencje to wąski ideał.

Kompetencja sprawia, że ​​pociągi jeżdżą na czas, ale nie wie, dokąd jadą. Kompetencja to credo technokraty, który dba o to, by koła zębate się zazębiały, ale ani przez chwilę nie rozumie magii maszyny.

Prawda jest taka, że ​​te wybory dotyczą wspólnych przekonań, wartości, które szanujemy, zasad, które są nam drogie.

Ale skoro ktoś wychował kompetencje. . . .

Zastanówmy się nad wielkością naszego triumfu: rekordowo wysoki odsetek Amerykanów z pracą, rekordowo wysoki wskaźnik nowych firm, rekordowo wysoki wskaźnik realnych dochodów osobistych.

To są fakty. A jednym ze sposobów, w jaki wiesz, że nasi przeciwnicy znają fakty, jest to, że aby zaatakować płytę, muszą ją przeinaczyć. Nazywają to gospodarką szwajcarskiego sera. Cóż, tak to może wyglądać dla trzech ślepych myszy. Ale kiedy rządzili, były dziury i nie było sera.

Inflacja wynosiła 12%, kiedy weszliśmy. Obniżyliśmy ją do 4. Stopy procentowe wyniosły ponad 21. Obniżyliśmy je o połowę. Bezrobocie wzrosło i rośnie, teraz jest najniższe od 14 lat.

Moi przyjaciele, osiem lat temu ta gospodarka była słaba – intensywna opieka. Weszliśmy i poddaliśmy się leczeniu w nagłych wypadkach: obniżyliśmy temperaturę przez obniżenie przepisów, obniżyliśmy ciśnienie krwi, gdy obniżyliśmy podatki. Wkrótce pacjent wstał, wrócił na nogi i był silniejszy niż kiedykolwiek.

A teraz, kto słyszy pukanie do drzwi, ale lekarze, którzy go rozchorowali. I każą nam ponownie powierzyć im prowadzenie sprawy. Moi przyjaciele, mają szczęście, że nie uderzyliśmy ich pozwem o błąd w sztuce lekarskiej.

W ciągu ostatnich pięciu lat stworzyliśmy 17 milionów nowych miejsc pracy – ponad dwa razy więcej niż w Europie i Japonii razem wziętych. I to są dobre prace. Większość z nich stworzona w ciągu ostatnich sześciu lat płaciła średnio ponad 22 000 dolarów rocznie. Niech ktoś lepiej przekaże wiadomość Michaelowi: Powiedz mu, że tworzymy dobre miejsca pracy za dobre zarobki. Faktem jest, że mówią – my dostarczamy. Obiecują, że wystąpimy.

Są miliony młodych Amerykanów w wieku 20 lat, którzy ledwo pamiętają czasy linii gazowych i linii bezrobocia. Teraz biorą ślub i rozpoczynają karierę. Tym młodym ludziom mówię: „Macie szansę, na którą zasługujecie, i nie pozwolę, by ci ją odebrali”.

Liderkami ekspansji były kobiety z Ameryki, które pomogły w stworzeniu nowych miejsc pracy i obsadziły dwie na trzy z nich. Do kobiet w Ameryce mówię: „Wiesz lepiej niż ktokolwiek inny, że równość zaczyna się od wzmocnienia pozycji ekonomicznej. Zyskujesz siłę ekonomiczną – i nie pozwolę, żeby ci ją odebrali.

Są miliony starszych Amerykanów, którzy zostali brutalnie zranieni przez inflację. Aresztowaliśmy go – i nie zamierzamy go wypuszczać na urlopie. Zamierzamy utrzymać fundusz powierniczy Ubezpieczeń Społecznych w dobrej kondycji i poza zasięgiem dużych wydawców. Starszym Amerykanom mówię: „Po raz kolejny masz bezpieczeństwo, do którego masz prawo – i nie pozwolę, by ci je odebrali”.

Wiem, że liberalni Demokraci martwią się o gospodarkę. Martwią się, że to pozostanie silne. I mają rację, to jest – z odpowiednim przywództwem.

Ale bądźmy szczerzy. W tym kraju nie jest idealnie. Są ludzie, którzy nie spróbowali owoców ekspansji. Rozmawiałem z rolnikami o rachunkach, których nie mogą zapłacić. Byłem w fabrykach, które odczuwają napięcie zmian. Widziałem miejskie dzieci, które bawią się pośród rozbitego szkła i rozbitego życia. I są bezdomni. I wiesz, nie ma sensu dyskutować w nieskończoność, który błąd polityczny lat 70. jest odpowiedzialny. Są tam. Musimy im pomóc.

Ale jeśli mamy być odpowiedzialni – i współczujący – musimy pamiętać, że wzrost gospodarczy jest kluczem do naszych wysiłków.

Chcę wzrostu, który pozostanie, który się rozszerzy i który w końcu dotknie wszystkich Amerykanów, od zagłębień Kentucky po oświetlone słońcem ulice Denver, od przedmieść Chicago po szerokie aleje Nowego Jorku, od pól naftowych Oklahomy po farmy Wielkich Równin.

Możemy to zrobić? Oczywiście możemy. Wiemy jak. Zrobiliśmy to. Jeśli nadal będziemy się rozwijać w naszym obecnym tempie, w ciągu najbliższych ośmiu lat będziemy w stanie stworzyć 30 milionów miejsc pracy.

Zrobimy to – utrzymując nasze zaangażowanie w wolny i sprawiedliwy handel, ograniczając wydatki rządowe i obniżając podatki.

Nasze życie gospodarcze nie jest jedynym sprawdzianem naszego sukcesu. Jedna sprawa przytłacza wszystkie inne, a jest to kwestia pokoju.

Spójrz na świat w tę jasną sierpniową noc. Duch demokracji ogarnia brzegi Pacyfiku. Chiny czują powiew zmian. W Ameryce Południowej umacniają się nowe demokracje. Niewolne miejsca jedno po drugim padają, nie pod wpływem siły ramion, ale pod wpływem siły idei: Wolność działa.

Sowieckie zmiany w Afganistanie, Angola

Mamy nowe stosunki ze Związkiem Radzieckim. Traktat INF, początek wycofania się ZSRR z Afganistanu, początek końca sowieckiej wojny zastępczej w Angoli, a wraz z nią niepodległości Namibii. Iran i Irak zmierzają w kierunku pokoju.

To przełom. To nie przypadek.

Stało się tak, gdy działaliśmy na podstawie starożytnej wiedzy, że siła i jasność prowadzą do pokoju, a słabość i ambiwalencja prowadzą do wojny. Słabość kusi agresorów. Siła ich powstrzymuje. Nie pozwolę, aby ten kraj znów stał się słaby.

Roztropny sceptycyzm w porządku, tak jak nadzieja

Wstrząsy w sowieckim świecie trwają nadal. Twarda ziemia jeszcze się tam nie uspokoiła. Być może to, co się dzieje, na zawsze zmieni nasz świat. Może nie. Rozważny sceptycyzm jest tu potrzebny. Podobnie jak nadzieja.

Tak czy inaczej, jesteśmy w bezprecedensowej sytuacji, aby zmienić charakter naszego związku. Nie przez wyprzedzające ustępstwo, ale przez zachowanie naszej siły. Nie przez rezygnację z systemów obronnych bez niczego w zamian, ale przez twarde, chłodne zaangażowanie w przeciąganie i przyciąganie dyplomacji.

Moje życie toczyło się w cieniu wojny – prawie straciłem życie w jednym.

I nie pozwolę nikomu go nam odebrać.

Nasza gospodarka jest silna, ale nie niezniszczalna, a pokój jest szeroki, ale można go złamać. A teraz musimy zdecydować. Na pewno będziemy mieli zmiany w tym roku, ale czy to zmiana posunie nas do przodu? Lub zmienić ryzyko wycofania się?

W 1940 roku, kiedy byłem zaledwie chłopcem, Franklin Roosevelt powiedział, że nie powinniśmy zmieniać koni w środkowym biegu.

Moi przyjaciele, w dzisiejszych czasach świat porusza się jeszcze szybciej, a teraz, po dwóch świetnych warunkach, nastąpi zmiana. Ale kiedy musisz zmienić konie w połowie biegu, czy nie ma sensu przesiadać się na tego, który jedzie tą samą drogą?

Wybory, które dotyczą idei i wartości, dotyczą także filozofii. I mam jeden.

W jasnym centrum jest jednostka. Z niego promieniuje rodzina, podstawowa jednostka bliskości i miłości. Bo to rodzina przekazuje naszym dzieciom — do XXI wieku — naszą kulturę, naszą wiarę religijną, nasze tradycje i historię.

Od jednostki do rodziny, społeczności i dalej do miasta, do kościoła i szkoły, i wciąż rozbrzmiewa do hrabstwa, państwa, narodu – każdy robi tylko to, co robi dobrze, i nie jeszcze. I wierzę, że władza musi być zawsze blisko jednostki, blisko rąk, które wychowują rodzinę i prowadzą dom.

Kieruję się pewnymi tradycjami. Jednym z nich jest to, że istnieje Bóg, który jest dobry, a jego miłość, chociaż wolna, ma własny koszt: musimy być dla siebie dobrzy.

Wierzę w inną tradycję, która jest już osadzona w narodowej duszy. Chodzi o to, że uczenie się jest dobre samo w sobie. Matki z żydowskich gett na wschodzie wylewały miód na książkę, żeby dzieci wiedziały, że nauka jest słodka. A rodzice, którzy osiedlili się w głodnym Kansas, zabierali swoje dzieci z pól, kiedy przychodził nauczyciel. To jest nasza historia.

Mówi, że społeczność ma duże znaczenie

I jest inna tradycja. I to jest idea wspólnoty – piękne słowo o dużym znaczeniu. Chociaż liberalni Demokraci mają na to dziwny pogląd. Postrzegają „wspólnotę” jako ograniczoną grupę grup interesu, zamkniętą w dziwnym konformizmie. Z tego punktu widzenia kraj czeka biernie, podczas gdy Waszyngton ustala zasady.

Ale nie to oznacza społeczność – nie dla mnie.

Jesteśmy bowiem narodem społeczności, tysięcy i dziesiątek tysięcy organizacji etnicznych, religijnych, społecznych, biznesowych, związkowych, sąsiedzkich, regionalnych i innych – wszystkie są zróżnicowane, dobrowolne i niepowtarzalne.

To jest Ameryka: Rycerze Kolumba, Grange, Hadassah, Niepełnosprawni Amerykańscy Weterani, Zakon AHEPA, Biznesowe i Profesjonalne Kobiety Ameryki, sala związkowa, grupa studium Biblii, LULAC, „Święte Imię” – olśniewająca różnorodność rozpościerała się jak gwiazdy, jak tysiąc punktów świetlnych na szerokim i spokojnym niebie.

Czy rząd ma miejsce? Tak. Rząd jest częścią narodu społeczności – nie całością, tylko częścią.

Nie nienawidzę rządu. Rząd, który pamięta, że ​​jego panami są ludzie, to dobra i potrzebna rzecz.

Szanuję staromodny zdrowy rozsądek i nie przepadam za wyobrażeniami planistów społecznych. Podoba mi się to, co zostało przetestowane i okazało się prawdą.

Czy nauczyciele szkół publicznych powinni być zobowiązani do składania przysięgi wierności naszym dzieciom? Mój przeciwnik mówi nie, ale ja mówię tak.

Czy należy pozwolić społeczeństwu na nakładanie kary śmierci na tych, którzy popełniają zbrodnie nadzwyczajnego okrucieństwa i przemocy? Mój przeciwnik mówi nie, ale ja mówię tak.

Czy nasze dzieci powinny mieć prawo odmawiać dobrowolną modlitwę, a nawet zachować chwilę ciszy w szkołach? Mój przeciwnik mówi nie, ale ja mówię tak.

Czy wolni mężczyźni i kobiety powinni mieć prawo do posiadania broni, aby chronić swój dom? Mój przeciwnik mówi nie, ale ja mówię tak.

Czy słuszna jest wiara w świętość życia i ochrona życia niewinnych dzieci? Mój przeciwnik mówi nie, ale ja mówię tak. Musimy przejść od aborcji do adopcji. Mam adoptowaną wnuczkę. W dniu jej chrztu płakali z radości. Dziękuję Bogu, że jej rodzice wybrali życie.

To ja uważam, że to skandal, by dać weekendową przerwę zahartowanemu mordercy pierwszego stopnia, który nie odsiedział nawet wystarczająco dużo czasu, aby kwalifikować się do zwolnienia warunkowego.

To ja mówię, że handlarz narkotyków odpowiedzialny za śmierć policjanta powinien podlegać karze śmierci.

To ja nie podniosę podatków. Mój przeciwnik mówi teraz, że podbije je jako ostateczność lub trzecią deskę ratunku. Kiedy polityk mówi w ten sposób, wiesz, że jest to jeden ośrodek, do którego się zamelduje. Mój przeciwnik nie wyklucza podniesienia podatków. Ale będę.

Kongres będzie naciskał na mnie, żebym podniósł podatki, a ja powiem nie, a oni będą naciskać, a ja powiem nie, i znowu będą naciskać. I wszystko, co mogę im powiedzieć, to żadnych nowych podatków, kropka.

Pozwól, że opowiem ci więcej o misji.

Na stanowiskach moja misja to: 30 na 8. Trzydzieści milionów miejsc pracy w ciągu następnych ośmiu lat.

Obietnica zwiększenia władzy rodziców

Każde z naszych dzieci zasługuje na pierwszorzędną szkołę. Liberalni Demokraci chcą władzy w rękach rządu federalnego. I want power in the hands of the parents. I will increase the power of parents. I will encourage merit schools. I will give more kids a Head Start. And I’ll make it easier to save for college.

I want a drug-free America--and this will not be easy to achieve. But I want to enlist the help of some people who are rarely included. Tonight I challenge the young people of our country to shut down the drug dealers around the world. Unite with us work with us. “Zero tolerance” isn’t just a policy, it’s an attitude. Tell them what you think of people who underwrite the dealers who put poison in our society. And while you’re doing that, my Administration will be telling the dealers: Whatever we have to do, we’ll do, but your day is over, you’re history.

I am going to do whatever it takes to make sure the disabled are included in the mainstream. For too long they’ve been left out. But they’re not going to be left out anymore.

I am going to stop ocean dumping. Our beaches should not be garbage dumps and our harbors should not be cesspools. I am going to have the FBI trace the medical wastes and we are going to punish the people who dump those infected needles into our oceans, lakes and rivers. And we must clean the air. We must reduce the harm done by acid rain.

I will put incentives back into the domestic energy industry, for I know from personal experience there is no security for the United States in further dependence on foreign oil.

In foreign affairs I will continue our policy of peace through strength. I will move toward further cuts in the strategic and conventional arsenals of both the United States and the Soviet Union. I will modernize and preserve our technological edge. I will ban chemical and biological weapons from the face of the Earth. And I intend to speak for freedom, stand for freedom, and be a patient friend to anyone, east or west, who will fight for freedom.

It seems to me the presidency provides an incomparable opportunity for “gentle persuasion.”

I hope to stand for a new harmony, a greater tolerance. We’ve come far, but I think we need a new harmony among the races in our country. We’re on a journey to a new century, and we’ve got to leave the tired old baggage of bigotry behind.

Some people who are enjoying our prosperity have forgotten what it’s for. But they diminish our triumph when they act as if wealth is an end in itself.

There are those who have dropped their standards along the way, as if ethics were too heavy and slowed their rise to the top. There’s graft in City Hall, the greed on Wall Street there’s influence-peddling in Washington and the small corruptions of everyday ambition.

But you see, I believe public service is honorable. And every time I hear that someone has breached the public trust it breaks my heart.

I wonder sometimes if we have forgotten who we are. But we’re the people who sundered a nation rather than allow a sin called slavery--we’re the people who rose from the ghettoes and the deserts.

We weren’t saints, but we lived by standards. We celebrated the individual, but we weren’t self-centered. We were practical, but we didn’t live only for material things. We believed in getting ahead, but blind ambition wasn’t our way.

Making Idealism Concrete With Good Acts

The fact is, prosperity has a purpose. It is to allow us to pursue “the better angels,” to give us time to think and grow. Prosperity with a purpose means taking your idealism and making it concrete by certain acts of goodness.

It means helping a child from an unhappy home learn how to read--and I thank my wife, Barbara, for all her work in literacy. It means teaching troubled children through your presence that there’s such a thing as reliable love. Some would say it’s soft and insufficiently tough to care about these things. But where is it written that we must act as if we do not care, as if we are not moved?

Well, I am moved. I want a kinder, gentler nation.

Two men this year ask for your support. And you must know us.

As for me, I have held high office and done the work of democracy day by day. My parents were prosperous their children were lucky. But there were lessons we had to learn about life. John Kennedy discovered poverty when he campaigned in West Virginia there were children there who had no milk. Young Teddy Roosevelt met the new America when he roamed the immigrant streets of New York. And I learned a few things about life in a place called Texas.

We moved to West Texas 40 years ago. The war was over, and we wanted to get out and make it on our own. Those were exciting days. Lived in a little shotgun house, one room for the three of us. Worked in the oil business, started my own.

In time we had six children. Moved from the shotgun to a duplex apartment to a house. Lived the dream--high school football on Friday night, Little League, neighborhood barbecue.

People don’t see their experience as symbolic of an era--but of course we were. So was everyone else who was taking a chance and pushing into unknown territory with kids and a dog and a car. But the big thing I learned is the satisfaction of creating jobs, which meant creating opportunity, which meant happy families, who in turn could do more to help others and enhance their own lives. I learned that the good done by a single good job can be felt in ways you can’t imagine.

I may not be the most eloquent, but I learned early that eloquence won’t draw oil from the ground. I may sometimes be a little awkward, but there’s nothing self-conscious in my love of country. I am a quiet man--but I hear the quiet people others don’t. The ones who raise the family, pay the taxes, meet the mortgage. I hear them and I am moved, and their concerns are mine.

A President must be many things.

He must be a shrewd protector of America’s interests, and he must be an idealist who leads those who move for a freer and more democratic planet.

He must see to it that government intrudes as little as possible in the lives of the people, and yet remember that it is right and proper that a nation’s leader take an interest in the nation’s character.

And he must be able to define--and lead--a mission.

Modest Decisions and Crucial Decisions

For 7 1/2 years I have worked with a President--and I have seen what crosses that big desk. I have seen the unexpected crises that arrive in a cable in a young aide’s hand. And I have seen problems that simmer on for decades and suddenly demand resolution. I have seen modest decisions made with anguish and crucial decisions made with dispatch.

And so I know that what it all comes down to, this election--what it all comes down to, after all the shouting and the cheers--is the man at the desk. And who should sit at that desk.

I say it without boast or bravado I’ve fought for my country, I’ve served, I’ve built--and I will go from the hills to the hollows, from the cities to the suburbs to the loneliest town on the quietest street to take our message of hope and growth for every American to every American.

I will keep America moving forward, always forward, for a better America, for an endless enduring dream and a thousand points of light.


[1988 Republican National Convention]

7:52 Copy video clip URL This segment reports on Dan Quayle winning the vice presidential nomination. His Indiana boosters had said that his “good looks and appeal to women are part of the reason he would help the ticket”. Indiana delegates were extremely enthusiastic after his nomination was announced.

11:32 Copy video clip URL The excited Indiana delegation answers questions from the media following Dan Quayle’s nomination. However, some delegates in other states were not as sure about the choice, and would have preferred a more “tried, true, and tested” choice. Some Indiana delegates were stunned by the tough press coverage, especially the stories about Quayle’s alleged involvement with Paula Parkinson, a former lobbyist and current Playboy model.

18:04 Copy video clip URL This news report covers the tough media attention following Dan Quayle’s nomination, focusing on whether or not Quayle had used influence to get into the National Guard 19 years before. The controversy grew, and the media began speculating that former governor Edgar Whitcomb may have used his influence to Quayle’s benefit. According to Governor Orr, Whitcomb did not know Quayle at the time that he joined the National Guard. The Indiana delegation was confused and alarmed by the media’s attacks on Quayle.

23:57 Copy video clip URL Dan Quayle gave a speech at the convention, even as media continued focus on the National Guard allegations, but his supporters think that Quayle will recover from the negative press. Bush gave his speech, which some Indiana delegates believed to be the greatest speech of his life. Brackett speaks to Indiana delegate Ilze Koch, a Latvian refugee and first-time delegate, about why she has been so emotional throughout the convention.


Onus on Trump

The burden is now on Trump to change the trajectory of the race, probably by demonizing Biden, who is well known after decades in politics and widely regarded as a decent and empathetic man. The president must pray he can once again squeeze out an Electoral College victory while losing the popular vote by a larger margin than in 2016.

It’s difficult to imagine Trump improving his own image after alienating so many voters with his overall style and agenda during his first four years in office.

He has shown little interest in redefining himself or in talking with swing voters. Where does he go to talk to the American people? To a rally in Tulsa. To a Students for Trump event in Phoenix. And to a Fox News interview with Sean Hannity, with only enthusiastic supporters in attendance.

Moreover, Trump repeats the same arguments ad nauseam, numbing viewers who have heard the language and reasoning before. That’s one problem with him tweeting and appearing so often in the news. He relies on slogans, rarely introducing a new idea. If he hasn’t convinced a voter of his correctness on an issue after 1,000 tweets, tweet No. 1,001 isn’t likely to be more effective.

In addition, while Trump supporters call Biden a “gaffe machine,” the president has the same problem. He isn’t very agile with language and doesn’t show knowledge or intelligence. Disinfecting lungs? “Good people on both sides?” So it’s hard to believe he will suddenly become articulate in the campaign’s final four months.

Imagine the amount of video footage and the number of tweets the Biden campaign has available to keep Trump on the defensive and paint his presidency as a failure. His incumbency makes him a much weaker candidate now than he was in 2016. He was on the offense then but will be on the defense this year.


What Trump Said at The 1988 GOP Convention May SURPRISE You [WATCH]

GOP presidential candidate Donald Trump’s opponents like to disparage him by pointing to his past as a liberal, but if they were to dig just a little deeper, they would discover that he in fact was a Republican before he even became a Democrat.

For instance, did you know that Trump attended the 1988 Republican National Convention? Moreover, when Trump appeared for an interview with CNN while at the convention, he got introduced to the audience as “young, conservative, and rich.”

Advertisement - story continues below

Stop the censors, sign up to get today's top stories delivered right to your inbox

It appears that Trump started as a Republican, later converted to liberalism and then pivoted back to conservatism.

Advertisement - story continues below

While it seems somewhat odd that he switched his political views twice, many Americans switch their views at least once during the course of their lives.

Your humble correspondent, for example, spent the bulk of his 20s as a die-hard liberal, until at least around 2013 he began experiencing a change of heart.

Perhaps Trump experienced such a change of heart … but twice?

I get why Trump became a Republican again — because President Barack Obama’s presidency has nearly destroyed America. What I fail to understand is why Trump chose to become a Democrat back in the 1990s.

Advertisement - story continues below

What do you supposed inspired him to do that? Better yet, are we safe to assume that he won’t be switching back to liberalism anytime soon?


August 15, 1988: Farewell Address at the Republican National Convention

Transkrypcja

Madam Chairman, delegates to the convention, and fellow citizens:

Thank you for that warm and generous welcome. Nancy and I have been enjoying the finest of Southern hospitality since we arrived here yesterday. And believe me, after that reception I don't think the "Big Easy" has ever been bigger than it has tonight. And with all due respect to Cajun cuisine cooking and New Orleans jazz, nothing could be hotter than the spirit of the delegates in this hall, except maybe a victory celebration on November 8th. In that spirit, I think we can be forgiven if we give ourselves a little pat on the back for having made "Republican" a proud word once again and America a proud nation again. Nancy and I are so honored to be your guests tonight, to share a little of your special time, and we thank you.

Now I want to invoke executive privilege to talk for a moment about a very special lady who has been selfless not just for our party but for the entire Nation. She is a strong, courageous, compassionate woman and wherever she's gone, here in the United States as well as abroad, whether with young or old, whether comforting the grieving or supporting the youngsters who are fighting the scourge of drugs, she makes us proud. I've been proud of her for a long time, but never more so than in these last 8 years. With your tribute to Nancy today, you warmed my heart as well as hers, and believe me, she deserves your tribute. And I am deeply grateful to you for what you have done.

When people tell me that I became President on January 20th, 1981, I feel I have to correct them. You don't become President of the United States. You are given temporary custody of an institution called the Presidency, which belongs to our people. Having temporary custody of this office has been for me a sacred trust and an honor beyond words or measure. That trust began with many of you in this room many conventions ago. Many's the time that I've said a prayer of thanks to all Americans who placed this trust in my hands. And tonight, please accept again our heartfelt gratitude, Nancy's and mine, for this special time that you've given in our lives.

Just a moment ago, you multiplied the honor with a moving tribute, and being only human, there's a part of me that would like to take credit for what we've achieved. But tonight, before we do anything else, let us remember that tribute really belongs to the 245 million citizens who make up the greatest—and the first—three words in our Constitution: "We the People." It is the American people who endured the great challenge of lifting us from the depths of national calamity, renewing our mighty economic strength, and leading the way to restoring our respect in the world. They are an extraordinary breed we call Americans. So, if there's any salute deserved tonight, it's to the heroes everywhere in this land who make up the doers, the dreamers, and the lifebuilders without which our glorious experiment in democracy would have failed.

This convention brings back so many memories to a fellow like me. I can still remember my first Republican convention: Abraham Lincoln giving a speech that- [laughter] —sent tingles down my spine. No, I have to confess, I wasn't actually there. The truth is, way back then, I belonged to the other party. [Laughter] But surely we can remember another convention. Eight years ago, we gathered in Detroit in a troubled time for our beloved country. And we gathered solemnly to share our dreams. When I look back, I wonder if we dared be ' so bold to take on those burdens. But in that same city of Detroit, when the 20th century was only in its second year, another great Republican, Teddy Roosevelt, told Americans not to hold back from dangers ahead but to rejoice: "Our hearts lifted with the faith that to us and to our children it shall be given to make this Republic the mightiest among the peoples of mankind." Teddy said those, years ago. In 1980 we needed every bit of that kind of faith.

That year, it was our dream that together we could rescue America and make a new beginning, to create anew that shining city on a hill. The dream we shared was to reclaim our government, to transform it from one that was consuming our prosperity into one that would get out of the way of those who created prosperity. It was a dream of again making our nation strong enough to preserve world peace and freedom and to recapture our national destiny. We made a determination that our dream would not be built on a foundation of sand—something called "Trust Me Government"—but we would trust, instead, the American spirit. And, yes, we were unashamed in believing that this dream was driven by a community of shared values of family, work, neighborhood, peace, and freedom. And on the night of July 17th, 1980, we left with a mutual pledge to conduct a national crusade to make America great again. We had faith because the heroes in our midst had never failed us before. Tom Paine knew what these Americans with character of steel could do when he wrote: "The harder the conflict, the more glorious the triumph." And my fellow citizens, while our triumph is not yet complete, the road has been glorious indeed.

Eight years ago, we met at a time when America was in economic chaos, and today we meet in a time of economic promise. We met then in international distress and today with global hope. Now, I think we can be forgiven if we engage in a little review of that history tonight—as the saying goes, just a friendly reminder. I've been doing a little remembering of my own because of all that inflated rhetoric by our friends in Atlanta last month. But then, inflation is their specialty.

Before we came to Washington, Americans had just suffered the two worst back-to-back years of inflation in 60 years. Those are the facts, and as John Adams said, "Facts are stubborn things." Interest rates had jumped to over 21 percent, the highest in 120 years, more than doubling the average monthly mortgage payments for working families—our families. When they sat around the kitchen table, it was not to plan summer vacations, it was to plan economic survival. Facts are stubborn things.

Industrial production was down, and productivity was down for 2 consecutive years. The average weekly—you missed me. [The President referred to a background noise.] [Laughter] The average weekly wage plunged 9 percent. The median family income fell 51/2 percent. Facts are stubborn things.

Our friends on the other side had actually passed the single highest tax bill in the 200-year history of the United States. Auto loans, because of their policies, went up to 17 percent, so our great factories began shutting down. Fuel costs jumped through the atmosphere, more than doubling. Then people waited in gas lines as well as unemployment lines. Facts are stupid things-stubborn things, I should say. [Laughter]

And then there was the misery index. That was an election year gimmick they designed for the 1976 campaign. They added the unemployment and inflation rates. And it came to 13.4 percent in 1976, and they declared that our candidate, Jerry Ford, had no right to seek re-election with that kind of misery index. But 4 years later, in the 1980 campaign, they didn't mention the misery index. Do you suppose it was because it was no longer 13.4 percent? In those 4 years it had become almost 21 percent. And last month, in Atlanta at their convention, there was again no mention of the misery index. Czemu? Because right now it's less than 9.2 percent. Facts are stubborn things.

When we met in Detroit in that summer of 1980, it was a summer of discontent for America around the world. Our national defense had been so weakened, the Soviet Union had begun to engage in reckless aggression, including the invasion and occupation of Afghanistan. The U.S. response to that was to forbid our athletes to participate in the 1980 Olympics and to try to pull the rug out from under our farmers with a grain and soybean embargo. And in those years, on any given day, we had military aircraft that couldn't fly for lack of spare parts and ships that couldn't leave port for the same reason or for lack of a crew. Our Embassy in Pakistan was burned to the ground, and the one in Iran was stormed and occupied with all Americans taken as hostages. The world began to question the constancy and resolve of the United States. Our leaders answered not that there was something wrong with our government but that our people were at fault because of some malaise. Well, facts are stubborn things.

When our friends last month talked of unemployment, despair, hopelessness, economic weakness, I wondered why on Earth they were talking about 1978 instead of 1988.

And now we hear talk that it's time for a change. Well, ladies and gentlemen, another friendly reminder: We are the change. We rolled up our sleeves and went to work in January of 1981. We focused on hope, not despair. We challenged the failed policies of the past because we believed that a society is great not because of promises made by its government but only because of progress made by its people. And that was our change.

We said something shocking: Taxes ought to be reduced, not raised. We cut the tax rates for the working folks of America. We indexed taxes, and that stopped a bracket creep which kicked average wage earners into higher tax brackets when they had only received a cost-of-living pay raise. And we initiated reform of the unfairness in our tax system. And what do you know, the top 5 percent of earners are paying a higher percentage of the total tax revenue at the lower rates than they ever had before, and millions of earners at the bottom of the scale have been freed from paying any income tax at all. That was our change.

So, together we pulled out of a tailspin and created 171/2 million good jobs. That's more than a quarter of a million new jobs a month—every month—for 68 consecutive months. America is working again. And just since our 1984 convention, we have created over 11 million of those new jobs. Now, just why would our friends on the other side want to change that? Why do they think putting you out of work is better than putting you to work?

New homes are being built. New car sales reached record levels. Exports are starting to climb again. Factory capacity is approaching maximum use. You know, I've noticed they don't call it Reaganomics anymore. [Laughter]

As for inflation, well, that too has changed. We changed it from the time it hit 18 percent in 1980 down to between 3.5 and 4 percent. Interest rates are less than half of what they were. In fact, nearly half of all mortgages taken out on family homes in 1986 and more than a third of those in 1987 were actually old loans being refinanced at the new lower rates. Young families have finally been able to get some relief. These, too, were our changes.

We rebuilt our Armed Forces. We liberated Grenada from the Communists and helped return that island to democracy. We struck a firm blow against Libyan terrorism. We've seen the growth of democracy in 90 percent of Latin America. The Soviets have begun to pull out of Afghanistan. The bloody Iran-Iraq war is coming to an end. And for the first time in 8 years we have the prospects of peace in Southwest Africa and the removal of Cuban and other foreign forces from the region. And in the 2,765 days of our administration, not i inch of ground has fallen to the Communists.

The President. Today we have the first treaty in world history to eliminate an entire class of U.S. and Soviet nuclear missiles. We're working on the Strategic Defense Initiative to defend ourselves and our allies against nuclear terror. And American and Soviet relations are the best they've ever been since World War II.

And virtually all this change occurred-and continues to occur—in spite of the resistance of those liberal elites who loudly proclaim that it's time for a change. They resisted our defense buildup. They resisted our tax cuts. They resisted cutting the fat out of government. And they resisted our appointments of judges committed to the law and the Constitution.

And it's time for some more straight talk. This time it's about the budget deficit. Yes, it's much too high. But the President doesn't vote for a budget, and the President can't spend a dime. Only the Congress can do that. They blame the defense increases for the deficit, yet defense spending today, in real dollars, is almost exactly what it was 6 years ago. In a 6-year period, Congress cut defense spending authority by over $125 billion. And for every $1 reduction in defense outlays, they added $2 to domestic spending.

Now, if they had passed my first budget, my first spending plan in 1982, the cumulative outlays and deficits would have been $207 billion lower by 1986. Every single year I've been in office, I have supported and called for a balanced budget amendment to the Constitution, and the liberals have said no every year. I called for the line-item veto, which 43 Governors have, to cut fat in the budget, and the liberals have said no. Every year I've attempted to limit their wild spending sprees, and they've said no. They would have us believe that runaway budget deficits began in 1981 when we took office. Well, let me tell you something: The fact is, when they began their war on poverty in the middle sixties, from 1965 through 1980—'m just those 15 years, the budgets increased to five times what they had been, and the deficits went up to 52 times what they had been before their war on poverty. Now, don't we know that if they're elected their answer will be the one they've relied on in the past, and that is higher taxes.

The other party has controlled the House of Representatives for 52 out of the last 56 years.

They've controlled the Senate also for 46 of those years.

Where we really need a change is to elect Republican majorities in both Houses. And then George Bush can have a team that will protect your tax cuts keep America strong hold down inflation and interest rates appoint judges to preserve your rights and, yes, reduce the budget deficit.

Early in the first term, we set out to reduce Federal regulations that had been imposed on the people, on businesses, and on local and State governments. Today I'm proud to say that we have eliminated so many unnecessary regulations that government-required paperwork imposed on citizens, businesses, and other levels of government has been reduced by an estimated 600 million man-hours of paperwork a year. And George was there.

No, you haven't heard it all yet. George Bush headed up that task force that eliminated those regulations.

In 1980 and before, it took 7 weeks to get a Social Security card. Now it takes 10 days. It only takes 10 days to get a passport. It used to take 43 days. It took 75 days to get an export license. Now it's only 17 days, and for some countries, only 5. It took over 100 days to process a claim for a Department of Housing and Urban Development Title I loan—100 days. It now takes less than one-fourth of that—22 days. I think these specifics suggest there is a new level of competent management in the Departments of our government. George played a major role in everything that we have accomplished in these 8 years.

Now early on, we had a foreign policy problem. Our NATO allies were under the threat of Soviet intermediate-range missiles, and NATO had no equivalent deterrent. Our effort to provide a deterrent—Pershing and ground-launched cruise missiles on the NATO line—resulted in political problems for our NATO allies. There was objection on the part of many other people to deployment of our missiles. George represented us in Brussels with the heads of the NATO countries and they agreed, when he finished, to take the missiles. This subsequently persuaded the Soviets to sign the INF treaty and begin removing their SS-20's.

None of our achievements happened by accident, but only because we overcame liberal opposition to put our programs in place. And without George Bush to build on those policies, everything we've achieved will be at risk. All the work, sacrifice, and effort of the American people could end in the very same disaster that we inherited in 1981.

Because I feel so strongly about the work that must continue and the need to protect our gains for the American family and for national security, I want to share with you the qualities we should seek in the next President. We need someone who's big enough and experienced enough to handle tough and demanding negotiations with Mr. Gorbachev because this is no time to gamble with on-the-job training. We need someone who's prepared to be President and who has the commitment to stand up for you against massive new taxes and who will keep alive the hope and promise that keeps our economy strong. It'll take somebody who has seen this office from the inside, who senses the danger points, will be cool under fire, and knows the range of answers when the tough questions come. Well, that's the George Bush that I've seen up close, when the staff and Cabinet members have closed the door and when the two of us are alone—someone who is not afraid to speak his mind and who can cut to the core of an issue, someone who never runs away from a fight, never backs away from his beliefs, and never makes excuses.

This office is not mine to give only you, the people, can do that. But I love America too much and care too much about where we will be in the next few years. I care that we give custody of this office to someone who will build on our changes, not retreat to the past, someone who will continue the change all of us fought for. To preserve what we have and not risk losing it all, America needs George Bush—and Barbara Bush as First Lady.

With George Bush, I'll know as we approach the new millennium our children will have a future secure with a nation at peace and protected against aggression. We'll have a prosperity that spreads the blessings of our abundance and opportunity across all America. We'll have safe and active neighborhoods, drug-free schools that send our children soaring in the atmosphere of great ideas and deep values, and a nation confidently willing to take its leadership into the uncharted reaches of a new age.

So, George, I'm in your corner. I'm ready to volunteer a little advice now and then and offer a pointer or two on strategy, if asked. I'll help keep the facts straight or just stand back and cheer. But, George, just one personal request: Go out there and win one for the Gipper.

As you can imagine, I'm sorely tempted to spend the rest of this evening telling the truth about our friends who met in Atlanta, but, then, why should I have all the fun? [Laughter] So, for the next few moments, let's talk about the future.

This is the last Republican convention I will address as President. Maybe you'll see your way to inviting me back sometime. But like so many of us, as I said earlier, I started out in the other party. But 40 years ago, I cast my last vote as a Democrat. It was a party in which Franklin Delano Roosevelt promised the return of power to the States. It was a party where Harry Truman committed a strong and resolute America to preserving freedom. FDR had run on a platform of eliminating useless boards and commissions and returning autonomy and authority to local governments and to the States. That party changed, and it will never be the same. They left me I didn't leave them. So, it was our Republican Party that gave me a political home. When I signed up for duty, I didn't have to check my principles at the door. And I soon found out that the desire for victory did not overcome our devotion to ideals.

And what ideals those have been. Our party speaks for human freedom, for the sweep of liberties that are at the core of our existence. We do not shirk from our duties to preserve freedom so it can unfold across the world for yearning millions. We believe that lasting peace comes only through strength and not through the good will of our adversaries. We have a healthy skepticism of government, checking its excesses at the same time we're willing to harness its energy when it helps improve the lives of our citizens. We have pretty strong notions that higher tax receipts are no inherent right of the Federal Government. We don't think that inflation and high interest rates show compassion for the poor, the young, and the elderly. We respect the values that bind us together as families and as a nation. For our children, we don't think it's wrong to have them committed to pledging each day to the "one nation, under God, indivisible , with liberty and justice for all." And we have so many requirements in their classrooms why can't we at least have one thing that is, voluntary, and that is allow our kids to repair quietly to their faith to say a prayer to start the day, as Congress does. For the unborn, quite simply, shouldn't they be able to live to become children in those classrooms?

Those are some of our principles. You in this room, and millions like you watching and listening tonight, are selfless and dedicated to a better world based on these principles. You aren't quitters. You walk not just precincts but for a cause. You stand for something—the finest warriors for free government that I have known. Nancy and I thank you for letting us be a part of your tireless determination to leave a better world for our children. And that's why we're here, isn't it? A better world?

I know I've said this before, but I believe that God put this land between the two great oceans to be found by special people from every corner of the world who had that extra love for freedom that prompted them to leave their homeland and come to this land to make it a brilliant light beam of freedom to the world. It's our gift to have visions, and I want to share that of a young boy who wrote to me shortly after I took office. In his letter he said, "I love America because you can join Cub Scouts if you want to. You have a right to worship as you please. If you have the ability, you can try to be anything you want to be. And I also like America because we have about 200 flavors of ice cream." Well, truth through the eyes of a child: freedom of association, freedom of worship, freedom of hope and opportunity, and the pursuit of happiness-in this case, choosing among 200 flavors of ice cream—that's America, everyone with his or her vision of the American promise. That's why we're a magnet for the world: for those who dodged bullets and gave their lives coming over the Berlin Wall and others, only a few of whom avoided death, coming in tiny boats on turbulent oceans. This land, its people, the dreams that unfold here and the freedom to bring it all together-well, those are what make America soar, up where you can see hope billowing in those freedom winds.

When our children turn the pages of our lives, I hope they'll see that we had a vision to pass forward a nation as nearly perfect as we could, where there's decency, tolerance, generosity, honesty, courage, common sense, fairness, and piety. This is my vision, and I'm grateful to God for blessing me with a good life and a long one. But when I pack up my bags in Washington, don't expect me to be happy to hear all this talk about the twilight of my life.

Twilight? Twilight? Not in America. Here, it's a sunrise every day fresh new opportunities, dreams to build. Twilight? That's not possible, because I confess there are times when I feel like I'm still little Dutch Reagan racing my brother down the hill to the swimming hole under the railroad bridge over the Rock River. You see, there's no sweeter day than each new one, because here in our country it means something wonderful can happen to you. And something wonderful happened to me.

We lit a prairie fire a few years back. Those flames were fed by passionate ideas and convictions, and we were determined to make them run all—burn, I should say, all across America. And what times we've had! Together we've fought for causes we love. But we can never let the fire go out or quit the fight, because the battle is never over. Our freedom must be defended over and over again—and then again.

There's still a lot of brush to clear out at the ranch, fences that need repair, and horses to ride. But I want you to know that if the fires ever dim, I'll leave my phone number and address behind just in case you need a foot soldier. Just let me know, and I'll be there, as long as words don't leave me and as long as this sweet country strives to be special during its shining moment on Earth.


Obejrzyj wideo: Konferencja prasowa w #Bolesławiec ws skutków niekompetencji rządu i groźby zamknięcia kopalni Turów