Noxubee AOG-56 - Historia

Noxubee AOG-56 - Historia


We are searching data for your request:

Forums and discussions:
Manuals and reference books:
Data from registers:
Wait the end of the search in all databases.
Upon completion, a link will appear to access the found materials.

Noxubee
(AOG-56: dp. 2270,1, 310'9", m. 38'6", dr. 15'8"; s. 14 k. kpl. 124; a. 4 3"; kl. Patapseo)

Noxubee (AOG-56) został ustanowiony przez Cargill, Ine., Savage, Minn., 17 listopada 1944, zwodowany 3 kwietnia 1945, sponsorowany przez panią Wilbur F. Bagley i oddany do służby w Nowym Orleanie, LA, 19 października 1945 , porucznik John Lands, USNR, dowódca. Po przeszkoleniu w Zatoce Meksykańskiej z Galveston w Teksasie Noxubee przewoził produkty naftowe do zamorskich baz i statków oraz uzupełniał statki na morzu, od czasu do czasu przewożąc lekki ładunek i prowiant. Przez kilka miesięcy dostarczała zaopatrzenie do holowników floty w drodze na Bermudy, a 25 kwietnia

1946 przybył do Norfolk w stanie Wirginia, swojego pierwszego portu macierzystego. Z tej bazy, a po 16 listopada 1947 z Newport w stanie R.I. przewoził benzynę samochodową i lotniczą do baz w Nowej Fundlandii Labrador, na Azorach i w Irlandii, często podróżując do portów naftowych w państwach Zatoki Perskiej.

W latach 1950 i 1951 Noxubee dokonał krótkich przepraw przez Atlantyk, aby dostarczyć paliwo do Casablanei i Neapolu, a w lipcu 1951 rozpoczął pierwsze z pięciu długich przerzutów do 6. Floty na Morzu Śródziemnym. Na każdym z nich operował z Trypolisu w Libii, skąd brał udział w ważnych misjach pokojowych floty, uzupełniając jej statki na morzu i przewożąc ropę do różnych portów używanych przez flotę.

Noxubee wykorzystywał przerwy na niezbędne remonty, szkolenia i przydziały na zachodnim Atlantyku, dwukrotnie towarzysząc małym konwojom na Azory w celu uzupełnienia zapasów na morzu. Okręt został wycofany ze służby w Green Cove Springs na Florydzie 6 marca 1959 r. i pozostawał w rezerwie do czasu skreślenia go z Listy Marynarki Wojennej 1 lipca 1960 r. i przekazania do Administracji Morskiej. Dołączył do Marynarki Wojennej w 1965, aby sprostać wymaganiom wojny wietnamskiej, wchodząc do Norfolk 10 września 1966 i przybywając do Pearl Harbor, swojego nowego portu macierzystego, 8 listopada. Przez następny rok operował na środkowym i zachodnim Pacyfiku, obsługując statki 7. Floty, które walczyły o odparcie komunistycznej agresji w Wietnamie. Kontynuuje tę ważną służbę do 1970 roku.


USS Noxubee (AOG-56)

USS Noxubee (AOG-56) był Patapscotankowiec benzynowy klasy nabyty przez marynarkę wojenną Stanów Zjednoczonych w celu transportu benzyny na okręty wojenne we flocie oraz do odległych stacji marynarki wojennej. Służyła w komisariacie w latach 1945-1959 i 1965-1975. Została nazwana na cześć rzeki w Mississippi.

Noxubee został zaprojektowany do uzupełniania baz przybrzeżnych i statków. Ponadto przewoził ograniczoną ilość lekkiego ładunku i zaopatrzenia oraz był w stanie zaopatrywać statki na morzu. Chociaż wyznaczono ją na tankowiec, często przewoziła benzynę lotniczą, benzynę silnikową, olej napędowy, paliwo do silników odrzutowych i specjalny olej opałowy Navy Special Fuel Oil.


Historia statku w niedzielę

Ponieważ mój laptop zdecydował się z nieznanych jeszcze powodów połączyć się z siecią bezprzewodową, ale nie z Internetem, niedzielna historia statku na ten tydzień jest ponownie uruchamiana. Cieszyć się!

Od sierpnia 2006: „AOGs – gazociąg na morzu”
Napoleon powiedział: „Armia podróżuje na brzuchu”, odnosząc się do potrzeby utrzymywania armii na polu karm, aby mogła iść dalej. Do II wojny światowej powiedzenie to rozszerzyło się na „fasolę, kule i czarny olej” potrzebne do utrzymania floty na morzu. Logistyka związana z utrzymaniem tysięcy statków, setek tysięcy ludzi i dziesiątek tysięcy samolotów zatankowanych i zaopatrywanych nie jest może tak ekscytującą opowieścią jak lądowania na Iwo Jimie, ale jest to ważna historia. Mała część tej opowieści powinna zostać wyrzeźbiona dla ludzi, którzy żeglowali i pracowali na statkach znanych jako „AOG” – lub tankowce.

W przeciwieństwie do tankowców dużej floty, zaprojektowanych do uzupełniania sił zadaniowych lotniskowca na morzu, AOG został zaprojektowany do przesyłania paliwa do stacji brzegowych, chociaż niektóre mogły uzupełniać paliwo na morzu.

Rola AOG w czasie wojny, która nie jest powszechnie uważana za służbę „frontową”, jest niedoceniana. Na przykład w pobliżu Iwo Jimy niektórzy AOG przewozili wodę pitną do użytku przez marines na ląd, co wymagało od AOG zamknięcia plaży w pobliżu walk. Jednym z takich statków był… USS Tombigbee (AOG-11):

Jego zbiorniki wypełnione świeżą wodą zamiast oleju, dla którego został zaprojektowany, Tombigbee zaczął uzupełniać zbiorniki statków Floty i pracował na Guam i Ulithi, kontynuując tę ​​służbę przez pozostałą część roku. Pierwszy smak walki okrętu nadszedł, gdy 20 listopada 1944 r. zakotwiczył w Ulithi. Japoński karłowaty okręt podwodny wślizgnął się w rejon kotwiczenia i storpedował olejowiec Mississinewa (AO-69), który był zakotwiczony niecałe 1600 jardów od Tombigbee.

Tankowiec pozostawał na „ekspresowym” zaopatrzeniu w wodę Guam-Ulithi do stycznia 1945 r. 7 lutego, gdy płynął w kierunku Guam, rozkazy skierowały Tombigbee na Saipan. Następnie przeniesiony na Tinian, z pełnym ładunkiem wody, dostarczał wodę do 19 lutego, kiedy dołączył do Task Group (TG) 60.9 i wyruszył w rejs na Wyspy Wulkanowe. O 09:24 sześć dni później Tombigbee został odłączony od grupy zadaniowej i wpłynął do portu na Iwo Jimie. Tam lotniskowiec trzymał się z dala od linii ognia wspierających pancerników, krążowników i niszczycieli. Wzburzone morze utrudniało jej operacje spuszczania wody, ale zapotrzebowanie na słodką wodę pomijało względy, takie jak chęć uniknięcia drobnych uszkodzeń kadłuba spowodowanych przez zderzenia i drapanie się statków na falach.

Po pozostaniu w rejonie Iwo Jimy do 9 marca, statek udał się na Guam, gdzie ponownie załadował swoje ładownie cennym płynnym ładunkiem. Później w tym samym miesiącu Tombigbee dołączył do sił inwazyjnych zmierzających do Ryukyus. (źródło)

Brała udział w inwazji na Okinawę.

Podczas wojny wietnamskiej AOG odegrały bardzo ważną rolę, jak opisano w artykule „How AOGs Fueled the Vietnam War” autorstwa Pawła Gryniewicza w wydaniu z lutego 2005 r. Morskie klasyki i znalazłem tutaj:

Dla ich załóg tankowce z benzyną były „zawsze w ruchu”, ale dla żołnierzy, lotników i marynarzy walczących z Viet Congiem, AOG były najpopularniejszymi – i najważniejszymi – statkami w całej marynarce.

W swoim Raporcie o wojnie w Wietnamie gen. William Westmoreland zauważył, że „byliśmy całkowicie zależni od morskiej linii logistycznej”.

Krytyczne ogniwo w łańcuchu dostaw Westmorland składało się z sześciu małych, powolnych, 22-letnich tankowców amerykańskiej marynarki wojennej: USS Patapsco (AOG-1), USS Elkhorn (AOG-7), USS Genesee (AOG-8). USS Kishwaukee (AOG-9), USS Tombigbee (AOG-11) i USS Noxubee (AOG-56). Ich misją było dostarczanie paliwa siłom amerykańskim w strefie taktycznej I Korpusu, pięciu najbardziej wysuniętych na północ prowincji Wietnamu Południowego, które biegły od rzeki Ben Hai w centrum strefy zdemilitaryzowanej na południe do Sa Hyuhn. Szeroki na trzydzieści do 70 mil I Korpus graniczył od zachodu z Laosem, a od wschodu z Morzem Południowochińskim. Z wyjątkiem niskiej, wąskiej równiny przybrzeżnej, region pokrywała dżungla i góry. Transport lądowy praktycznie nie istniał. Route One była wąską, krętą drogą biegnącą wzdłuż strefy. Równolegle do niego biegła jedna kolejka wąskotorowa. Oba były często niedostępne z powodu działań wroga i burz monsunowych. Jedynym portem w strefie był Da Nang.

Stan fizyczny I Korpusu sprawiał, że jedynym sposobem na praktycznie i konsekwentne przemieszczanie dużych ilości zapasów była woda. Bez paliwa samoloty i helikoptery nie mogłyby latać, czołgi i ciężarówki nie mogły się poruszać, a PBR i szybkie łodzie nie mogłyby patrolować dróg wodnych. Tylko w grudniu 1968 r. siły lądowe zużywały 1,7 miliona galonów paliwa dziennie. Średnio sześć AOG pompowało ponad 15 milionów galonów paliwa w ciągu dziewięciu miesięcy eksploatacji. Noxubee ustanowił rekord, pompując 20 milionów galonów w 1968 roku, zdobywając w tym procesie wyróżnienie za zasługi.
***
Przez siedem trudnych lat, od marca 1965 do początku 1972, na wodach wietnamskich stale przebywał co najmniej jeden AOG. Tombigbee przybył do Wietnamu w dniu 8 marca 1965 roku, wspierając dziewiąty Marine Expeditionary Force, gdy brodząc w Red Beach w pobliżu Da Nang. Tombigbee stał się pierwszym AOG, który pompował paliwo na ląd podczas wojny w Wietnamie.
***


Używając kotwic dziobowych i rufowych, aby powstrzymać kołysanie się z prądem, AOG zakotwiczyły od 1500 do 2000 jardów od brzegu wzdłuż boi wyznaczającej końcową część rurociągu szturmowego od strony morza. Jedna z łodzi statku lub łódź z brzegu unosiła czterocalowy wąż z pokładu zbiornika do boi. Obrotowe połączenie na gęsiej szyi na górze boi zapewniało AOG bezpieczny punkt do mocowania węży do tankowania. Najpierw członek załogi wskakiwał na boję i podłączał wąż. Gdy połączenie będzie bezpieczne, AOG zacznie pompować paliwo na ląd. Ze względu na ograniczoną wydajność pompowania i rurociągi o małej średnicy rozładowanie wszystkich 680 000 galonów paliwa może zająć nawet 72 godziny.

Tan My znalazł się na celowniku komunistycznej ofensywy TET z 1968 roku. Farma paliwowa została zniszczona wraz z kilkoma łodziami desantowymi i barkami. Przewozy rzeczne zostały przerwane na dziesięć dni, a 18 mężczyzn należących do NSAD Tan My zostało zabitych. Podczas jednego 72-godzinnego okresu nieprzerwanej działalności Kishwaukee wypompowało 1,7 miliona galonów na brzeg w Cua Viet i Hue. Gdy 28 lutego zakotwiczył w lagunie w Tan My, rozładowując pęcherze i barki, znalazł się pod ostrzałem z broni ręcznej, szybko wypłynął bez ofiar, ponownie zakotwiczył się poza zasięgiem i wznowił pompowanie. Potrzeba paliwa była tak krytyczna podczas ofensywy TET, że Kishwaukee spędził na linii 144 ze 168 dni.
***
28 października 1968 Noxubee (por. J.R. McCall) pompował ładunek przez podwodny rurociąg i do łodzi z pęcherzem wzdłuż burty, gdy artyleria północnowietnamska otworzyła ogień do statku. Chorąży Richard Bland znajdował się w przepompowni po lewej stronie pokładu zbiornikowego, kiedy nadleciały pierwsze pociski, wyrzucając pióropusze wody wzdłuż prawej burty. Bland odwołał oddział morski i polecił maszynowni czekać na trwającą awarię. BMC Franklin i dwaj wartownicy fantail szybko podnieśli rufową kotwicę, podczas gdy w tym samym czasie Ens. Andy Bavarik, wciągnięty na dziobową kotwicę.

W międzyczasie Bland i załoga pokładu zbiornikowego wyrzucili łódź z pęcherzem i chwycili siekiery strażackie, aby odciąć węże paliwowe. Przez cały czas artyleria wroga trzymała statek w nawiasie. Zanim węże paliwowe zostały odcięte, a dziobowa kotwica podniesiona z dna, Noxubee był w drodze z prędkością 14 węzłów i bezpiecznie opuścił zasięg. Po kilku godzinach Noxubee wrócił do zakotwiczenia i wznowił pompowanie.
***
(Atak na Genesee) Pierwsza runda była krótka, następna długa, a następnych czterech lub pięciu przeszło wzdłuż statku jako prawie pudło. XO, por. Michael Haines, ze swojej stacji GQ na mostku sygnałowym, polecił załodze Mt 33 przeciąć rufową linę cumowniczą. Kazał również wszystkim odsłoniętym personelowi na pokładzie poniżej i zaciemnionym statku. Przecięcie liny rufowej pozwoliło statkowi zakołysać się o około dziesięć stóp, akurat na tyle, aby nie uderzyć bezpośrednio w pokład zbiornika załadowany paliwem JP-4, które mogłoby spalić statek i wszystkich znajdujących się na pokładzie.

Wszędzie eksplodowały pociski. To tylko kwestia czasu, zanim wrogi strzelcy znajdą swój cel. Pierwsze trafienie nastąpiło w lewą burtę poziomu 01 na rufie. Drugi pocisk uderzył w silnik zaburtowy barki ammi. Oba trafienia wysłały śmiercionośne odłamki w górę i w dół po lewej burcie Genesee i rozpoczęły ostrzał statku i barki. Komunikacja wewnętrzna na całym statku została wyłączona. Kawałki latającej stali przebiły stos Genesee i eksplodowały zbiornik z acetylenem przechowywany wzdłuż przejścia na zewnątrz mesy. Szrapnel przeciął anteny wysokiej częstotliwości, ograniczając zdolność Genesee do komunikacji ze światem zewnętrznym. Jeden kawałek uderzył w beczkę benzynową o pojemności 55 galonów przechowywaną na poziomie 02 na rufie. Ogień spływał po spływnikach i po burcie statku w pobliżu zbiorników ładunkowych JP-4. gorący metal przedzierał się przez szczyty pustych zbiorników ładunkowych B-2 i B-4, nie powodując żadnych dodatkowych pożarów lub wybuchów. Najpoważniejsze uszkodzenie nastąpiło z przodu. Gdy SF3 Art Ball zabezpieczał wodoszczelne drzwi z pokładu zbiornika, szrapnel przebił się przez drzwi, uderzając Balla w lewą klatkę piersiową i brzuch. SA Theodore Perkins, który stał obok Balla, również został ranny.
***
(Noxubee atak na minę limpet) Noxubee (por. Dudley Cass) zakotwiczył na farmie paliwowej Cua Viet o 08:55 w dniu 8 września 1969 roku. O 1640 YOG-76 zacumował za rufą i zaczął napełniać swoje zbiorniki ładunkowe. Około cztery godziny później, pompowanie zabezpieczone i YOG-76 ruszył. Godzinę później, o 2137, wartownicy SN Paul Gryniewicz i SN Sam Profit i por. OOD Clare Brooks zauważyli dwóch pływaków w wodzie zaledwie dziesięć do 15 metrów za rufą Noxubee. Natychmiast brali pływaków pod ostrzał karabinów i rzucali w nich granatami ogłuszającymi. Noxubee podniosła kotwice i wypłynęła.

O 22:15 Noxubee ponownie zakotwiczyło około 1200 jardów od plaży, aby nurkowie mogli obejrzeć kadłub. Do 2350 roku nurkowie poinformowali, że z powodu ciemności, silnego prądu i wzburzonego morza, mogli tylko zbadać obszar rufy i niczego nie znaleźli. Pełniejsza inspekcja musiałaby poczekać do świtu. Nurkowie spekulowali, że gdyby istniała mina, to prawdopodobnie byłby to radziecki BPM-2 z ładunkiem 64-1b TNT, wyposażony w sześciogodzinny timer i magnetycznie przymocowany do kadłuba. Z tym niezbyt zachęcającym raportem porucznik Cass postanowił odsunąć się od plaży i zakotwiczyć na noc.

O 0201 kopalnia eksplodowała. Pływacy umieścili minę nie na rufie przy maszynowni lub na pokładzie zbiornika, gdzie mogłaby spowodować śmiertelne uszkodzenia, ale z przodu na lewej burcie, przy ładowni suchej, w stosunkowo „bezpiecznym” miejscu. Wybuch otworzył dziurę o wymiarach trzy stopy na pięć stóp w kadłubie, zalewając przestrzenie pod ładownią i samą ładownią wodą o wymiarach od dwóch do trzech stóp. Przerwał również magistralę przeciwpożarową, powodując zalanie magazynu nr 2 przez ponad sześć stóp wody. Zanim opadł kurz po wybuchu, do akcji wkroczyły oddziały kontroli uszkodzeń pod doświadczonym kierownictwem SFC Eskela Wolfa, pracując w wodzie po kolana, aby powstrzymać nadchodzącą powódź, zatykając dziurę materacami i kamizelkami ratunkowymi. Zabezpieczyli też magistralę przeciwpożarową i wypompowali magazynek numer 2.

1 maja 1968 Genesee przybył do Tan My i zakotwiczył przy boi rurociągu. Armia USA LARC-801 pojawiła się, aby pomóc Genesee w podłączeniu do rurociągu. Członkowie załogi Genesee SA Donald Shafer i DC2 Harley Cowans wspięli się na pokład LARC i podłączyli węże statku do złącza na boi. Ci na pokładzie Genesee byli świadkami eksplozji LARC i stania w płomieniach. Zdumieni obserwatorzy zobaczyli, jak jeden z mężczyzn wyleciał w powietrze i wpadł do wody.

LARC został całkowicie pochłonięty przez jezioro ognia, gdy motorówka z Genesee wyruszyła, aby uratować załogę. SF3 Tony Neil na pokładzie łodzi wielorybniczej zanurkował w pokrytą płomieniami wodę, aby spróbować ratunku. Pływając pod wodą i odpychając płomienie rękami, gdy wynurzył się, by zaczerpnąć oddechu, Neil zlokalizował kierowcę LARC, Tommy'ego Millera SP4, który był bez kamizelki ratunkowej i ciężko poparzony. Neilowi ​​udało się sprowadzić spalonego kierowcę z powrotem na statek. Pozostali na łodzi wielorybniczej wyłowili z wody Cowansa i innego członka załogi LARC, ale nie mogli zlokalizować Schafera. W tym czasie LCM-92 i 18 innych LARC było na miejscu, szukając zaginionego marynarza, ale bez powodzenia. Jednostki wojskowe odzyskały ciało Shafera tydzień później. Dochodzenie wykazało, że iskra z wydechu LARC spowodowała zapłon gazu z nieszczelnej linii węża, niszcząc LARC, zabijając Shafera i raniąc trzech innych.

Jak zapewne się zorientowałeś, te okręty podczas wojny w Wietnamie były dowództwem poruczników. I rzeczywiście były to bardzo ciężko pracujące statki.

Współczesne planowanie wojny nadal obejmuje pozyskiwanie produktów naftowych z morza na plażę (patrz na przykład tutaj). Ale AOG nie są już z nami. Wiele z ich dzielnych załóg jest jednak i zasługują na wielki salut!


Noxubee AOG-56 - Historia

Ponad 90 000 marynarzy i marines

4 operacyjne CSG / 1 CVN w konserwacji

4 ARG /3 Morskie Jednostki Ekspedycyjne

C2F Maritime Headquarters został certyfikowany jako kwatera główna zdolna do działania w ramach połączonych sił zadaniowych (JTF).

Admirał CNO Mike Mullen – Michael G. „Mike” Mullen, ADM
Admirał Mullen został zaprzysiężony jako 17. przewodniczący Połączonych Szefów Sztabów 1 października 2007 r. Do czasu przejścia na emeryturę pełnił funkcję głównego doradcy wojskowego prezydenta, sekretarza obrony, Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Rady Bezpieczeństwa Wewnętrznego .

Pochodzący z Los Angeles, w 1968 roku ukończył Akademię Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych.

Dowodził trzema statkami: tankowcem benzynowym USS Noxubee (AOG 56), niszczycielem rakietowym USS Goldsborough (DDG 20) i krążownikiem rakietowym USS Yorktown (CG 48).

Jako oficer flagowy Mullen dowodził 2 Grupą Krążowników i Niszczycieli, Grupą Bojową Jerzego Waszyngtona i 2 Flotą USA / Flotą Uderzeniową NATO Atlantic.

Na lądzie służył na stanowiskach kierowniczych w Akademii Marynarki Wojennej, w Biurze Kadr Marynarki Wojennej, w Biurze Sekretarza Obrony oraz w Sztabie Marynarki Wojennej. Był 32. zastępcą szefa operacji morskich od sierpnia 2003 do października 2004.

Jego ostatnim zadaniem operacyjnym było stanowisko dowódcy Połączonego Dowództwa Sił NATO w Neapolu/Dowódcy Sił Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych w Europie.

Mullen jest absolwentem Advanced Management Program w Harvard Business School i uzyskał tytuł magistra nauk operacyjnych w Naval Postgraduate School.

Zanim został przewodniczącym, Mullen pełnił funkcję 28. szefa operacji morskich.


Noxubee AOG-56 - Historia

Komentarze od Odwiedzających naszą stronę internetową.

Nie wiem, jak bardzo, jeśli w ogóle, dotyka to twoich wspomnień. Moja jednostka (H co. 2/1) opuściła Khe Sanh 5 lipca 1968 roku. Po przejściu stamtąd do Calu (może 12 mil) w nocy, wsiedliśmy do ciężarówek i przez Dong Ha pojechaliśmy w kierunku Morza Południowochińskiego. Spędziliśmy nad tą rzeką dwa miesiące i był to dla nas niebezpieczny teren. NVA nakazał przedostać się na południe wzdłuż wschodnich szlaków zmierzających w kierunku i ostatecznie skierować się do Cua Viet. Zła wiadomość, jak to widziałem, była taka, że ​​zawsze byliście na „kaczym stawie”. Dobrą wiadomością było to, że byłeś wytrwały i korzystałeś z płynnego medium, a zatem naprawdę pojawiły się problemy, gdy już uderzyły. Pamiętam personel PBR jako skupiony i „tylko czekający na rozładunek”. Tacy są ludzie, którzy skosztowali żądła wroga. Czułem się komfortowo jeżdżąc z wami po rzece. Ja i moi ludzie mogliśmy trochę się zrelaksować, ponieważ mogliśmy zobaczyć cię „w gotowości”. Dziękuję za waszą odważną i efektywną pracę tam. Jerry Lilly

Hej spółdzielni,
Nie przejmuj się tym człowieku. Rozumiem. Sam kopnąłem alkohol 16 lat temu. Nie mogłem kopnąć tego z imionami, a ta dwójka razem niszczyła mnie. Hej człowieku, byłem w mojej kajucie przez ostatnie kilka dni. Miło słyszeć od Ciebie i kogoś, kto naprawdę zna wynik. Mam nadzieję że masz się dobrze. Pamiętam, jak opowiadałeś o swojej żonie io tym, jak lubiłeś chodzić do kina – kiedyś, kiedy byliśmy w teatrze klubu sił powietrznych (niezłe wspomnienie jak na starego marynowanego bekasa, huh)? . Z tego powodu nadal lubię poranki. Wiesz, że cały odcinek wywołuje łzy w moich oczach. Przede wszystkim koleżeństwo, które dzieliliśmy na tej rzece f#&kin. Byłem na łodzi Shortly Sheltry, może go pamiętacie. Jechałem też ze starym Stringerem i byłem tam tak długo, że raz parę razy pozwolili mi zostać zastępcą kapitana łodzi. Głównie na patrolach dziennych, kiedy byłem niski. Pewnej nocy wsiedliśmy do doozie na patrol 3 lima (na łodzi Shortys). Tam dostałem wstążkę akcji bojowej. Straciłem coupla marines, ale skończyło się na około 30 zabójstwach. Gdyby nie ci faceci z armii w tych okrętach wojennych, sprawy stałyby się naprawdę paskudne. Że trzy limy były matką pierdoloną, prawda? Nie pamiętam, żebym rozmawiał z tobą tak dużo na północy, ale może kilka razy. Masz srebrną gwiazdę, prawda? Tak, pamiętam „nowe cięcie”, kiedy pewnego ranka wybuchła moja mina. Pamiętam rampę w Dong Ha, pewnego wieczoru zobaczyłem tam mojego starego kumpla z liceum, który był słojem pilnującym paliwa. Pamiętam ten U-Boot, który zatonął około dwóch limy. Facet miał jej zdjęcie w wojskowym serwisie internetowym, dziwne było, że znowu widziałem zdjęcie tej łodzi. Wiele nocy myślałem, że słyszę duchy na tym starym, zardzewiałym wiadrze. Pamiętasz kolonię trędowatych w Danang? A ten stary, na wpół zatopiony statek japonski? Historie toczą się i trwają. Myślę, że to była nasza łódź (44) w Danang, kiedy mieliśmy piknik po hiszpańsku
plaża i para dzieci wysadziły się w powietrze. Czy to nasza załoga? No cóż, przestanę włóczyć się, i tak muszę iść do łóżka, jutro muszę iść do pracy. Miło było usłyszeć od ciebie. Daj mi znać, jeśli potrzebujesz czegoś do swojej książki. Powodzenia, trzymaj głowę spuszczoną, nie przejmuj się drobiazgami i pamiętaj stare powiedzenie: „to nic nie znaczy”.
Porozmawiam z tobą później,
Mike (twój maszynista)

Hiya Bill-- Tylko krótkie? Czy twoja książka jest już dostępna do kupienia, czy nie, jestem bardzo zainteresowany zdobyciem jednej, tak jak kilku facetów w moim klubie vfw. Nie potrafię powiedzieć, jak bardzo twoja mała notatka i zdjęcia przywoływały wspomnienia z tamtych lat...
WITAJCIE BRACIE --- Dennis

Cześć Bill.
Opisałeś rzekę Cua Viet w koszulce. Spędziłem dużo czasu, chodząc w górę iw dół błotnistym brzegiem, w płytkim, pełnym piasku strumieniem. Byłem na LCU 1499 od 68 do 69 sierpnia i pamiętam to wszystko lepiej niż większość. Naprawdę podobał mi się twój fragment. Napisałem również krótką historię mojego rocznego doświadczenia w kraju. Trochę długo jest do ciebie e-mail, ale jeśli jesteś zainteresowany, mogę coś wymyślić. Co zrobiłeś, kiedy miałeś wspaniałe doświadczenie służenia wujkowi Samowi? Czy byłeś przywiązany do PBR lub małych łodzi? Jak natrafiłeś na mój e-mail? Mam wiele zdjęć na wielu różnych stronach i podpisałem wiele questów. Podam kilka stron. mrfa.org przewiń w dół do zdjęć członków i poszukaj mojego imienia. hawley.hispeed.com/vietnam/lcorp Mam też wideo z mojego korpusu rzek i łodzi, które przeniosłem z filmu 8 mm, który zrobiłem podczas pobytu w kraju. robię kopie i wysyłam
wszystkim zainteresowanym żeglarzom z brunatnej wody. Daj mi znać, porozmawiaj ze mną bracie. Kontaktuję się z wieloma marynarzami z I corp
Józef Criscione

Witam panie Cooper. Nazywam się Larry Bissonnette. Obecnie jestem koordynatorem strony internetowej Gamewardens of Vietnam Association, Inc. http://www.tf116.org/ Dowiedziałem się, że piszesz/napisałeś książkę przedmiotową. Na stronie Gamewardens mamy stronę "Ship's Store", gdzie sprzedajemy członkom różne przedmioty. Chciałabym porozmawiać z Tobą na temat udostępnienia tam również Twojej książki. Jeśli mógłbyś skontaktować mnie z kimś lub sam ze mną porozmawiać, byłbym wdzięczny. Byłem w River Division 593 w 1969 roku i miałem zapalniczkę ZIPPO z River SECTION 543, kiedy byli w Nha Be. Jest podpisany w GM2 L. Vorhees Bronx, NY. Czekam na wiadomość od ciebie. Larry Bissonnette

Chyba cię nie znam, ale dzięki za przesłanie mi tego artykułu przywrócił wiele wspomnień. Jeśli jest coś więcej w tej historii, chciałbym ją przeczytać.
Wszystkiego najlepszego,
Bill Walton

Witaj Bill-- Właśnie przeczytałem nasz post na stronie PBR, jestem tuż pod tobą, byłem w cau viet późno 68 i 69, byłem tam, kiedy uderzyli w nasz klub rundą RPG, dostałem moją wstążkę akcji bojowej 5 maja 69, kiedy natknęliśmy się na gniazdo nva spróbuj przeprawić się przez rzekę, zrób kilka zdjęć bazy, rampy. Gdzie w AZ mieszkasz, mam brata, który mieszka w północnej części Phoenix, jeżdżę tam każdej zimy, żeby wydostać się z Minn. Cóż, muszę uciekać, mam telefon, żeby iść na Stay Cool River, przyjacielu WELLCOME HOME
Dennis

cześć stingray 12. To jest Mike (Trojanowski) Wiley, obecnie mieszkający w północnej Kalifornii niedaleko Redding. Zgłosiłem się do Cua Viet w marcu 69. Byłem tam z 543, dopóki nie pojechaliśmy do Da Nang i Hoi Anh. Był ten ogromny tajfun, mam zdjęcia zatopionego MSB i barki skalnej na LST
rampa, jak również pbr jest na piasku. Mam książkę o rejsach z NSA Da Nang i słyszę, że gdzieś tam jest książka o rejsach Clearwater. Chętnie podzielę się moimi zdjęciami i wszystkim, w czym mogę pomóc. Jestem zainteresowany odnalezieniem dzienników jednostek dla 543. Po prostu nie znalazłem źródła.
Jestem bardzo zainteresowany pomocą, myślę, że służyliśmy w wyjątkowej okolicy, na pewno ze świetnymi facetami. Jestem rozczarowany, że nie ma więcej uznania dla TF115. Mam oba moje berety z naszywką TF115 i wiem, że to on był nad nami w Łańcuchu Dowodzenia. Gene Roemhildt, który mieszka w słonecznej południowej Minnesocie, ma ustawiony skaner i obecnie ma wszystkie moje slajdy. Jeśli wyślesz mu e-maila, możesz zapytać, ile moich zdjęć może ci wysłać. Nie mam jeszcze skanera. Proszę, skontaktuj się,
Mike (próbowałem skontaktować się z Mikem przez e-mail, ale nigdy więcej nie odpowiedział na moje posty – Bill)

Byłem oficerem dywizji pokładowej w hrabstwie USS TIOGA (LST-1158) w 1967 roku. Zabraliśmy ładunek czołgów, jeepów i marines do DaNang, zanim udaliśmy się nad rzekę Long Tau w pobliżu Nha Be. Staliśmy się statkiem-matką dla PBR-ów i dostarczaliśmy im żywność, kwatery sypialne,
amunicja i benzyna. Mieliśmy 3 przystanki w Subic Bay na naprawę.

Po powrocie do Stanów zgłosiłem się na ochotnika jako oficer patrolowy na PBR i byłem w RIV DIV 571 od 2/69 do 2/70. Patrolowaliśmy w Tuyen Nhon, specjalnej strefie Nha Be-Rung Sat, górnym Sajgonie i kanale Vinh Te. Zrobiłem ponad 220 patroli bojowych i z Bożą pomocą przywróciłem każdego człowieka z zaledwie 3 drobnymi obrażeniami. Moje patrole walczyły z wrogiem 22 razy. i
nie jestem bohaterem i nie próbowałem nim być. Nie rozpocząłem strzelaniny, chyba że pomyślałem, że możemy zabić lub schwytać wszystkich wrogów.

Ci z nas, którzy byli w Wietnamie, wykonywali swoją pracę tak, jak nauczyciele i stolarze byli z powrotem w USA. Trajedie śmierci, obrażeń, zniszczenia, niebezpieczeństwa, samotności i złamanych serc są prawdziwe. Jako żołnierze, marynarze i lotnicy wykonywaliśmy swoją pracę, ale jesteśmy inni, ponieważ zabijaliśmy innych i strzelaliśmy do innych z zamiarem zabicia. Tysiące z nas potrzebowało pomocy, aby stać się prawdziwymi obywatelami i wyzdrowieć ze zmęczenia walką. Wierzę, że wyzdrowiałem z tego i chcę pomóc wyzdrowieć również innym.

Moja książka „Nie bohater” opisuje moje doświadczenia w wojsku. Na koniec mówię o wyzdrowieniu z udziału w wojnie. Może tego nie potrzebujesz, ale masz przyjaciela lub krewnego, którego wciąż dręczy stres związany z wojną. Kup kopię i daj im.

Sprawdź moją stronę internetową http://www.notahero.com.
Dzięki za pracę, którą wykonałeś w Wietnamie.
Ron Fitts, LT.

Cześć, mój mąż był w sekcji 543 i wierzę, że Cua viet '67 do '68. Ma zdjęcia. Nadal jest kapitanem łodzi i jest teraz w Zatoce Meksykańskiej. Kiedy wróci do domu, poproszę go, żeby się z tobą skontaktował. Nazywam się Gene Geiger. Zadzwonić w jakieś dzwonki?
Sue Geiger
San Leon, Teksas
(W pobliżu obszaru Galveston/Houston)

Rachunek
Ja też szukam obrazów i opowieści. większość zdjęć, które zniszczyła powódź, którą tu mieliśmy. Zostały mi trzy. Zeskanuję je i wyślę ci kopię, kiedy podłączę skaner. Będę musiał wymyślić jakieś historie i spróbować przelać je na papier. Moja żona już od jakiegoś czasu mnie ściga. Przeczytałem fragment Twojej książki i przywołałem wiele wspomnień i uczuć. Wrócę z tobą, jeśli coś wymyślę.
Bruce Meier

Dzień dobry,
Nie służyłem na północy. Czy załogi LCPL były przydzielone do NSA Danang Dets. Jeśli tak, jaka była nazwa twojej jednostki i czy miałeś jakieś ofiary? Jeśli miałeś jakieś KIA, prześlij je do mnie, abym mógł je poprawnie zidentyfikować do właściwej jednostki. Wejdź na moją stronę internetową i zajrzyj pod NSA Danang i przespaceruj się po liście ofiar jednostek, które zostały zaatakowane przez Danang. http://www.vietnamunitmemorialmon.org
Ralph J. Fries
Koordynator USN/USCG Pomnik Pomnik Jednostki Wietnamu/Projekt Wystawy Łodzi

Nazywam się Eldridge Fowler i stacjonowałem w DaNang przez 3 miesiące w 1972 roku. W tym czasie zostałem wysłany na misję do Cua Viet, która trwała około 12 dni. Byłem doradcą w Wietnamie i posiadałem klasyfikację nurków. Nasza misja znajdowała się niedaleko ujścia rzeki w bazie Sea-Bee. Niewielki cywilny statek badawczy (mały holownik) został wysadzony pewnej nocy w powietrze około dwustu jardów od bazy Sea-Bee. Mieliśmy odzyskać pięć ciał znajdujących się na pokładzie i, jeśli to możliwe, usunąć wrak z rzeki. Gdybyś był w Cua Viet całą swoją trasę, na pewno ci nie zazdroszczę. To było cholernie złe miejsce. Saperzy byli okropni, węże morskie w tym miejscu zatonięcia były obfite i niezwykle zabójcze. Jedno dobre wspomnienie i jestem pewien, że czasami widziałeś to, że w niektóre noce te małe spławiki wielkości twojej dłoni płynęły w dół rzeki. Na każdym pływaku mieliby świeczkę z kolorowym papierem, aby nadać różne odcienie światła. Wydawałoby się, że setki z nich rozciągają się na jakieś pół mili. W ciemne noce wydzielały piękny blask. Powiedziano mi, że to zwyczaj pogrzebowy i przedstawia duszę zmarłego wychodzącego na morze. W tej historii jest trochę więcej, ale przede wszystkim chciałem tylko powiedzieć, że cieszę się, że wróciłeś. Nawiasem mówiąc, jedyni dwaj Amerykanie, którzy byli na tej łodzi, kiedy saper wysadził ją w powietrze, wydostali się z łodzi i do bazy Sea-Bea. Po 3 miesiącach spędzonych w DaNang zostałem wysłany, aby spędzić resztę mojej trasy w Delcie. Wyluzuj bracie!

Cześć --- Właśnie dostałem twoją odpowiedź, mieszkam w Lake City Minn, tuż nad rzeką Mississippi, tam oddział policji, mały, tylko 11 z nas. Byłem w Task Force Clearwater, kiedy po raz pierwszy przybyłem do kraju I był na jednej ze starych łodzi rzecznych, starych ciężkich, stalowych kadłubach, pracowałem głównie z 3. Dywizją Piechoty Morskiej, miałem 2 snajperów, którzy wyruszyli z nami na nocne patrole, głównie całonocne, potem przenieśli mnie do PBR potem byłem w górę iw dół rzeki od Cau Viet do Dong Ha an Quang Tri. Jestem bardzo szczęśliwy widząc, że robisz widok sieciowy na Cau Viet, nie mogę się doczekać, tak jak wspomniałem wcześniej, mam kilka zdjęć, ale moja pierwsza żona trochę pozbyła się
moich rzeczy, jeśli wiesz, co mam na myśli.

Bill --- To było świetne Po prostu świetnie, wciąż tu siedzę, próbuję się odnaleźć, zgubiłem się na jakiś czas, Niektóre rzeczy zaczynają do mnie wracać, tak jak Jones Creek zapomniał, jak to nazywaliśmy miejsce, inne rzeczy, także odcinki rzeki Lima, Lcpl, i inne rzeczy, aby
powiedz prawdę, siedzę tu ze łzami spływającymi mi po twarzy, więc muszę już iść, zanim przyjdą tu inni, dzięki jeszcze raz, to będzie dzień, którego wkrótce nie zapomnę – jeszcze raz dzięki – Dennis

Tak, byłem tam w '69 z Seabees. Kiedy się wycofaliśmy, musieliśmy spalić lub zburzyć wszystkie nasze budynki. Prowadziłem stację uzdatniania wody na naszym terenie. Zbudowaliśmy też małą zamrażarkę, aby zrobić lód, którego nadmiar wykorzystaliśmy do wymiany na paczki SP (te pudełka z gadżetami, które zawierały papierosy, krem ​​do golenia, cukierki i wiele innych rzeczy) . Izolacją, której użyliśmy w naszej zamrażarce, były materace i poduszki, które „uwolniliśmy” z twojej okolicy. Mam nadzieję, że twój nie był jednym z nich :)
Rachunek

Dziękuję Ci za to. Gene będzie zachwycony. Czy jesteś autorem? Jeśli nie, jak możemy skontaktować się z Williamem Cooperem? As a freelance writer/editor, I just want to say to him, "well done." As I read the words, they all sounded so familiar. Gene talks about the very same things, with little fan fare. He told me that every morning he'd wonder, "will this be the day I die?" But, he was not fearful of death. Like Cooper says toward the end, "I forever lost the fear of death."

If you've not read "Flags of Our Fathers," you would be moved. Although a different war (WWII), certainly the same emotions. The author is the son of one of the men who erected the flag at Iwo Jima. The son tells how his father rarely talked about the war, but when he did, his statement was always the same. "I am not a hero. The real heroes are the ones who didn't come back."

For all of you who did come back, welcome home. I am honored to be Gene's wife and look forward to meeting some of his long-lost PBR buddies at the next reunion. I understand there will be one in July 2002.

I HAVE A COPY OF ' ALL HANDS' JULY 69 ABOUT RIVER OPERATIONS ON THE CAU VIET AND PERFUME RIVERS. LET ME KNOW IF YOU NEED THIS INFO.

Hi Whomever You Are, I surfed in to the Cua Viet website and found it interesting. no contact
name, no other info. So what's up with the Cua Viet Org? I was there and closed it out.
Personal email: [email protected]
CAN DO!
David W. Schill
Newsletter Editor
Vietnam Era Seabees
PO Box 36781
Richmond, VA 23235
http://vnes.50megs.com

I-Corp, 3rd Boat Group, Lighterage Div, Tien Shah, NSA Danang. we ran boat ops throughout I-Corps, rivers & coasts. on http://www.mrfa.org/mempic15.htm you can find some unit photos from my time over in 'Nam.
Tom

First things first, WELCOME HOME!! I just happened across a MARS website while searching for something totally different and decided to take a look and found the link to the web ring, which brought me to your web page. Unfortunately I kept getting an error message when I tried to pull it up, so I thought I would try the E-mail route. Your site listing was the the first one that I saw that mentioned Cua Viet, and your message stating intentions of starting a CuaViet web page definitely interested me. A little about me, I was an RT forklift operator and also spent time in X-Division at NSAD Cua Viet from May thru December of '69, before moving down to Deep Water Piers at Danang for the remainder of my year. I was there during the Typhoon, the
one week the gooks actually let us keep the EM club open, I rebuilt the Officers row s#!tter that we awarded the Purple Heart, and was one of the three of us that discovered the Black Widow invasion. All fond memories that I had put into history for the past 30 years. I also have a few
pictures some where in the dusty boxes that I will be glad to share If the site is or gets up and running. I unfortunately have to get back to work right now but did want to make contact and request further info on the site when available. My name by the way is James Higgins, I was a GMGSN back in the days, and additional E-mail other than "reply" to my work address is
lobor[email protected] I really do look forward to hearing from you, since I didn't keep in touch with any of our brothers from the "Nam", but have often wondered about a few, and hardly ever (more never) find anyone who has even heard of Cua Viet. Thanks for starting the site and piqueing my curiosity.

Would please post this on your site?
The United States Marine Corps Vietnam Veterans Association would be honored to have you as a member. The USMC Vietnam Veterans Association has a restricted membership for Vietnam "in-country" Marine Corps and attached Navy personnel veterans, only. For more information drop me an email at: ([email protected]) Be sure to enclose your complete name and address and I will add you to our roster and the newsletter, "Aye Corps" mailing list.
Also, check out the information at the following web page to learn more: http://hometown.aol.com/usmcvva/USMCNews.html You can print a blank membership application from your screen, by clicking here: http://members.aol.com/usmcvva/app.html Be sure to visit our the official web site:
USMC Vietnam Veterans Association
Semper Fidelis,
Richard Carey
Founder/National Coordinator
([email protected])
Executive Board Members
Lt. Col. Ray A. Stewart, USMC (Ret.), Executive Director ([email protected])
Federal Way, WA
Richard Carey, National Coordinator ([email protected])
Cape Cod, MA
John Wear, Secretary ([email protected]
New Hope, PA)
William Wright, Treasurer ([email protected])
Deerfield Beach, FL
We are not affiliated with the Vietnam Veterans of America

Hi Bill.
These are most of the photos I have of Cua Viet and area. I checked out your web site for Cua Viet. Excellent photos. I remember aiming for that narrow mouth of the river during a storm and surfing through like a giant surfboard.
Photo 1 YFU 62 about a month after it happened. Photo 2 PBR( of course) protecting one of our many slow voyages up the Cua Viet to Dong Ha LST ramp in background.
Photo 3 62 again.
Photo 4 Dredge near mouth of river
Photo 5 Marines of the shore of river at Cua Viet
Photo 6 Company of Soldiers we took from Dong Ha to Cua Viet for a weekend of R&R on board the LCU 1499
I mentioned a video I made from 8 mm movies that I took while in country. If you are interested let me know. It has a lot of footage of Dong Ha and Cua Viet and the river.
Joe Criscione LCU 1499

Chief,
THANK YOU SIR. That is one of the most beautiful gifts I ever received in my entire life. Thank you for taking the time and caring enough to bother to send it to me. I am crying (NOT A LIE). Chief, you and the rest of the 'Nam vets paid well beyond your fair share of dues. You were ignored and spat upon. I DIDN'T do that, and don't now. Nov. 11 is coming up, I will say an early THANK YOU, to you and all the rest that gave so much of themselves (NOT in vain), and STILL do, that I and others might be free. THANK YOU Chief, from the bottom of my heart, and may God (since you are a Christian, I don't know how else to phrase it) eternally bless you and your family with greatest good for all you have done.
Jan

I was stationed on the YR-71 in DaNang and made it to the Cua Viet area a couple of times before we moved south (Tan Chau) Enclosed are a few patches that I either wore or collected while in the area.

Also are two pages from "Changes 1970" the year book for NSA Danang and the different detachments. If you are interested I can Xerox them and send them to you. I can also copy the main history pages in the book and send them to you Cua Viet is mentioned several times and it has some information that you may find interesting.

I also have a plaque that was given to me from RivDiv 543 and can scan the emblem part if I can find it.

Steve Dall
MM3 YR-71
RVN 68,69, 70-71

Nice site.
Vets Roll Call
FOR VETERANS AND BUILT BY VETERANS (V2V)

Just a quick note to let you know I got your reply and the link and am impressed with a very good start to the site. It may take a while but I now have the address and will have to dust off some of the old albums, but will forward what I can. Thanks again for taking the initiative.
James

nice job on site bill.i was attached to riv. div.521-mb1,from,feb 1968-aug 1969. i remember the days you guys stayed with us for a while.never made it to mouth of river .we patrolled a small river north of our location. tui two it was suppose to emerge into quang-tri city eventually.the river was so narrow we couldn't turn our boat around,now thats small.we also patrolled the perfume and tui tien that ended at cow hai bay.ther is a pic of me on our web site under photo's by jenkins.i think i'm on the middle photo,sitting foward gun trays,dave williams GMGsn.

I dont know how you found me, but that is ok, I checked out your site and I hope you find a all the guys from your unit that you can. My new site is up and on my personal page I have put a link to your site http://www.precision-processing.com/pam&lou's/index.htm this site is (for right now) best seen in IE 5 and up. When I was over there my radio relay unit set up a radio site near your base, in the Quang Tri Province, in the late part of '68.

Louie Davis
Panama City, Fl.
Semper Fi

Riverrat here. As a two time vietnam Vet. I was on the YRBM 16 2/67 to 12/67 when I got off after it was hit by an enemy mine. after two days of fighting the fire we finally got it put out. We lost two out of ships company and 5 out of river commands. The memories of that night I can still remember. I can often still see there faces. And I have tried to forget but I don't think that will happen. The allotment slap in the face is when we had to bring those people to this country. Yes I'm still a little bit bitter. Did we ever get even a thank you from those people NO. And where in GODS green earth are the rest of the P.O.W's that are still over there. I have a buddy who was over there who lost part of his right foot because of rocket sharp metal. And to this day he still a basket case. But he is doing better as long as he stays away from the booze. I went back for a second tour from 9/69 to 9/70 I was also on the YRBM 21 as a boat coxi'n. While was over there the second time I had a boat run to the YRBM 16 but when I got there I could not go on board because of the bad memories. I was asked years ago if I would ever go back and I said NO. Well I'm signing out
Riverrat Out

My stay there was around 10 hours. We delivered 1,800,000 cans of beer. I know, I counted the pallets. I'm working as a webmaster, and yes, I know how to scan. You can see my Cua Viet pics at this address: http://www.intertrader.net/parkcounty2.htm There are 10 shots I made there and you are welcome to use any of them for non-commercial uses. Tak trzymaj.
Alan

Keep me posted on how it is going, and please keep in touch, I am glad I found you
Linda

I am a retired army officer. two tours. lst. Cav. 4th. Inf. Dyw. Good site, keep it up.
Kendall

I new a couple of your guys from Mare Isl. Best Wishes Bob Jenkins GMG3 Riv Div 521 Tan My TF Clearwater

It appears that you are off to a good start on your web page and we at PBR Forces Veterans Association, Inc. (PBR FVA) wish you good luck in your endeavor. Thank you for signing our guestbook.
Cecil H. Martin. Vice President/Membership Chairman, PBR FVA

Cześć,
I have a friend who produces documentaries for PBS. I have forwarded your web site to him. His name is Richard Coberly if he contacts you. May take months, but is something to think about. River boats got such little play during the war. It's time.

Cześć,
Gene is out to sea right now, but will respond when returns. Am not sure how many more photos he has, but will check and send stories to match. Do you still have the previous ones? Will get details on those. Good job! Sue M. Geiger

Was just wondering. he was the same age as me. it would be nice to find someone who knew the guy. I also "adopted" a Naval Reserve pilot who disappeared in '68. William Rickert. I am hesitant to try to contact the families..I would like to know what these men looked like but there are boundaries I don't want to cross. Not sure where to go to find out more. Are you familiar with the River Rats/Brown Water Navy organization? I joined it for Tom (I am always doing these things to him. ha). good organization.
DiAnne

I added a link to your my Da Nang page. I like your site. Monty Moore, USAF Sentry Dog Handler
Da Nang Air Base & Phu Cat Air Base, Republic of Viet Nam, 1968-1970 VSPA K-9 Webmaster at http://dposs.com/k9/index.htm

Bill,
Good Job! I'm still searching for pics, will keep you posted. Keep up the good work, your web page made my skin crawl. I don't mean that in a bad way. respectfully, engineman

Thanks for telling me about your web site. It is very informative. Although I only saw Cua Viet from the deck of the USS Noxubee AOG-56 I was very familiar with the area. Your description is superb. Congratulations on a job well done.
Paul Gryniewicz
Webmaster USS Noxubee

Hello, I just looked at your page, it is very well done. I created the page titled --Do You Know This Man? for my brother in law to try and help him locate the man in the photo posted there. After I heard his story and saw the photo, I decided to try and help him. I figured eventually someone would see the photo and recognize the man. We have recieved some nice emails from Veterans but so far none that know the man in the picture. I really enjoyed looking at your page and I wish you success with it. You have some very nice photos posted there. I have bookmarked the page. Would you mind if I added a link from Hung's page to yours? I think the Veterans who come in to look at the picture on Hung's page would enjoy visiting yours. Let me know. Have A Great Day . Shelia

Thank you for sending your site address to us. We will be sure to watch as you grow. My husband was on the PBR's in '67. Mekong Delta River Rats. Section 512. I have spent considerable time searching for some of his friends from that time. He is not into the web-building like I am. I have just never forgotten that time, nor his leaving for Vietnam. or his return. I have major respect for all that served on the boats and I have tried to create my own (from a woman's viewpoint) little altar to all that were there. You guys were brave beyond belief and I am glad that I didn't have access to the sight of a blown-apart PBR in those days. It was hard enough just being separated.
http://www.geocities.com/jacquedee63/alittlehistory.html
Thanks again.
DiAnne (and Tom. who is out fooling around with his model railroad as I write this)

Great site have sent to our web master to put on the MRFA site as a link.
Albert [email protected]

Beautiful piece! Hot beer and cold beans. That pretty well sums up that war. Awful experience. Awesome report. The graphics are just fantastic.
Richard Palmquist:
[email protected]
246 La Camarilla Place
Nipomo, CA 93444
805-929-2474

Chief,
I looked at the photos once again you and your crew had to have some REAL guts to go up river at night on a little dinky patrol boat, alone against the VC/NVA who knew pretty much when and where you would cruise by, and you don't have just a bunch of room on a river to manouver in. You can't get out at Mach 1 like the fly boys do if you get zapped either. Cholera. Chief,
that is REAL elegant.
Jan

Bill - Cua Viet website looks great. Takes a bit of time to load, but well worth it!
Felt like I was there with you when you described the ambush. Do you have a larger size picture of the photo entitled: "The moment before sunrise Cua Viet River"?
It is a beautiful sunrise and would make a really nice 'wallpaper' for a PC. Well, I'm off to continue preparing the vehicles for winter. It's coming. I can smell it in the air. Monty
________________________________________

THIS IS WHERE THE COMMENTS PAGE BREAKS. WHERE AFTER 2002, THE DOMAIN GOT LOCKED BECAUSE WILLIAM WAS NO LONGER AROUND TO MAINTAIN IT. AND IT SUBSEQUENTLY BECAME A PORN SITE FOR AWHILE. NOW BACK IN THE HANDS OF SUPPORTERS OF WILL COOPER'S WORK.


Famous Noxubee Residents

Noxubee has been the home of many prominent people, among them

  • sports greats (Nate Hughes, Bubba Phillips, Nate Wayne),
  • military personnel (Walter Barker, Admiral D.E. Dismukes, Gen. James Longstreet, Gen. George C. Ogden),
  • poets (T.R. Hummer, William Ward),
  • writers (T.A.S. Adams, Ben Ames Williams),
  • artists (James Conner, Dora Taff McDaniel, Martha Stennis),
  • business leaders (Earnest W. Deavenport Jr.),
  • musicians (Creighton Allen, Carey Bell, Eddie “Chief” Clearwater, Faser Hardin, Willie Earl King,),
  • Native Americans (Pushmataha),
  • African Americans (Mrs. Booker T. Washington),
  • and even a couple of friendly ghosts (Si Conner and the Thompson family) or so the stories go.

Noxubee AOG-56 - History

Welcome to Noxubee County MS
History and Genealogy
Presented by

Mississippi Genealogy Trails a part of Genealogy Trails Volunteers Dedicated to Free Genealogy

Your state host is Gene Phillips
Please send any data submissions to me. I will upload them as soon as possible.

This Site is Available for Adoption

Our goal is to help you track your ancestors through time by transcribing genealogical and historical data for the free use of all researchers.

We're looking for folks who share our dedication to putting data online and are interested in helping this project be as successful as it can be. If you are interested in joining Genealogy Trails, view our Volunteer Page for further information. .
(Enough knowledge to make a basic webpage and a desire to transcribe data is required)


We regret that we are unable to perform personal research for folks.
All data we come across will be added to this site.
We thank you for visiting and hope you'll come back again to view the updates we make to this site.

If you would like to be kept informed of our state and county website updates, subscribe to any or all of our mailing lists
Mississippi is covered under our "Southern" States mailing list.

Founded in 1833, the county seat is Macon.
Noxubee, derived from the Choctaw word "nakshobi", is a Native American word meaning "to stink".

Cities
Macon
Towns
Brooksville -- Shuqualak
Unincorporated Places
Bigbee Valley -- Gholson -- Mashulaville -- Paulette -- Prairie Point


Economic and Community Development Alliance

The fast pace of industry and high-tech agriculture is complemented by the serenity and graceful timberlands that are a paradise for the naturalist. Citizens are treated to unique shopping, fine dining, and cultural activities. It's a rare treat to find opportunities for excellence in both business and leisure pursuits in one community, but in Noxubee County you will be captivated by both.

Financial Incentives

The state of Mississippi, TVA, and local government offer financial incentives, loans, and tax rebates for infrastructure development, workforce training, and more.

Transportation Access

Quick access to major markets is available via the Tenn-Tom waterway, two major highways, and the Mid-South Railroad.

Skilled Labor Force

With a labor pool of over 4,300 people, Noxubee County has a readily available skilled work force.

The Noxubee Economic and Community Development Alliance | 503 S Washington St. | Macon, MS 39341 | 800-487-0165


Noxubee AOG-56 - History


ARTICLE
Noxubee County Historical Society Newsletter
Dancing Through History: The GAVIN Family of Noxubee County
By Sharon Leslie Morgan

A good genealogist is also a good historian. We recognize that there is much we need to know, not just about our ancestral genes, but about the times in which our ancestors lived. I consider myself both a good genealogist and a good historian. Knowing I can't impose the standards of our modern world on the conditions of the past, I yet continue to try to come to terms with the gravity of history that juxtaposes against my personal family story. As I go about my work, I do my best to walk consciously in the footsteps my ancestors left behind. My devotion has frequently been rewarded with ancestral "whispers" that lead me right to what I am looking for, even when I have not known exactly what that is. This dance through history is a provocative exercise in discovering my self.

I have been researching the GAVIN family for more than 30 years. Much of my work has been painstaking and arduous. In recent years, the internet has enabled quantum leaps in data collection and collaboration. Since photographs are scarce, the one thing that eludes me is the ability to go back in time to see what people looked like. I long to see their faces and touch their hands.



PHOTO: GAVIN road sign in Noxubee County
In the early years of my research, I did not have much to go on. All I started with was what my mother told me: "Our people came from Mississippi and their name was GAVIN." Her maiden name was NICHOLSON. Both of these names are deeply rooted in Noxubee County. I have only succeeded thus far in uncovering extensive details about one -- GAVIN.

My mother's recollections led me to courthouses, cemeteries and farms all over the state of Mississippi. I spent days poring over books and microfilms in the research hall of the Mississippi Department of Archives and History in Jackson. I visited every county where I found references to the GAVIN name. I went to what remains of the GAVIN family farm in Noxubee near the road that still bears their name. I crossed a cow pasture to explore the GAVIN graveyard, carrying a machete to cut back weeds and wearing boots to deter snakes. I drove through the GAVIN owned Sandy Land plantation and found a place known as "The Quarters." I have been as far as Mo ambique, where DNA testing said the maternal genes of my African American ancestress were born. Need I tell you, it has been quite an adventure!

The first GAVIN to arrive in America was Charles I (1670-1721). I give him that name, not as an honorific, but because Charles was such a common name in this family that it is hard to keep them all straight.

The descendants of Charles I always thought he was Irish, but research indicates he was not. He was a Scotsman, which may account for the carrot red hair that pops up in almost every generation of his descendants. His most likely birthplace was Ross Cromarty County, Scotland.
This progenitor of the American line of GAVINs arrived in Virginia in 1695, in a group of twelve people led by Dennis MacCLENDON. Charles I married MacCLENDON's daughter Mary, and had two children. Mary received a gift of 100 acres of land from her father, which put the GAVIN family on a path toward prosperity. Their son, Charles II (1700-1770) married Mary MATCHETT and had three children. What did they name their oldest son? Why Charles III, of course!
When the Carolinas divided into two separate states, Charles III (1730-1814) ended up in North Carolina his oldest son, Charles IV (1750-1824) in South Carolina. Each fought the Revolutionary War in their respective states.
The GAVIN migration from South Carolina to Mississippi began in 1812. Charles V (1775-1824) followed his in-laws, John and Rachel HORGER, to Greene County. He moved with his wife Margaret and their eight children sometime around 1816. Many siblings, other relatives, in-laws and friends relocated during this period as well. As new territory opened and county boundaries changed, GAVINs ended up living in several different locations, including Greene, Perry, Clarke, Jasper and Noxubee counties in Mississippi and Choctaw County, Alabama.
In total, Charles V fathered twelve children: Charles VI (another one!), John Edward, Absolom, Hattie, Abraham, Allen, Bartlett, Gabriel, Alfred, Sally, Angeline and Augustus (twins). When Charles V died in 1824, the twins were less than one year old.
In the wave of settlement made possible by the signing of the Treaty of Dancing Rabbit Creek, four GAVIN brothers pressed onward to Noxubee County: Charles VI, John Edward, Allen and Alfred. Boundary changes landed Bartlett in Choctaw, AL. Four of the nine GAVIN brothers never married. One, Augustus, died as a teenager.
John Edward GAVIN (1804-1881) married Mary Gordon DUNN, the daughter of a planter in Amite County. They moved to Noxubee to start their family. John, Allen and their mother Margaret obtained contiguous land patents totaling approximately 480 acres in an area renowned as "the jewel of Noxubee County." They continued to increase their land holdings over time and relied on slaves to work their fields. In 1850, mother Margaret held 49 slaves. John owned 20 people. His wife Mary had four, gifts from her father, Sylvester DUNN. Allen held 17 and Gabriel 25.
By 1860, the GAVINs were doing quite well. Collectively, the family controlled more than 125 people in five counties. They concentrated on growing corn and cotton. And that was just in Mississippi. Family members also had plantations in Alabama, South Carolina and Florida. After the Civil War, two even went to Brazil as "Confederados" and owned coffee plantations and slaves there as well. (Confederados were men disappointed with the results of the Civil War who determined to continue their slavery fueled lifestyle outside of America.)
In Noxubee, GAVIN family members lived in close proximity along the road leading to the main farmstead. The 1880 Federal census shows John and Mary living together, along with their son Absolom and an African American cook named Abby. Ab was a physician. Nigdy się nie ożenił. At some point, he was treated with the toxic "Keeley Cure" for alcohol/opium addiction. He committed suicide in 1896 by shooting himself in the head with a pistol.
John's brothers, Gabriel and Allen, shared a house on the same road. Gabriel spent his time overseeing his beloved Sandy Land Plantation. Allen was paralyzed from an unknown cause. Nephew Robert and his brother Charles lived with them.


PHOTO: New Hope (now New Bethel) Church
John served several terms on the Noxubee County Police Board. Sometime between 1835-1840, he built the New Hope Methodist Church on the road where he lived. When the Civil War erupted, ten Mississippi GAVIN men, including four of John's sons and five of his brothers served in the Confederate army. Not one of them died in warfare. After Emancipation, John established a school for his former slaves, at which his son Robert and Robert's daughter Mary Elizabeth taught. In 1880, son George was the census enumerator for the area.


PHOTO: Robert Lewis GAVIN
Robert is the man who propagated my ancestral line. Born in Cliftonville in 1838, he was the fifth born of the nine children of John and Mary. Robert carried on a 37 year relationship with my great great grandmother, Bettie WARFE/GAVIN. He fathered 17 children with her. I have done my best to trace all of them in order to locate their descendants, with mixed (pun intended) results.


PHOTO: Bettie WARFE/GAVIN
Bettie came to Mississippi from Virginia as a nine year old child. Her owner, John WARF, arrived around 1849 with a wife, seven children and five slaves. He lived near the GAVINs and cultivated cotton, much like them. In the wake of the Civil War, WARF cashed in and sold his land and slaves. Our family story says he traded Bettie to the GAVINs for a horse. He then ventured further onward into Mississippi, first to Carthage and then to Canton, where he bought a farm he christened "Starvation Hill."
Bettie had her first two children before slavery ended. Daughter Catherine was born in 1858 when Bettie was an 18 year old farmhand. Son Owen was born in 1861. In the 1870 census, Bettie and her children carry the surname WARFE. In 1880, her surname is GAVIN and her occupation has elevated from "farmhand" to "housekeeper."
The stories of Bettie's children are varied. Of the 17 children she stated on census forms, there are only 12 listed here. The other five are presumed to have died in infancy.
Catherine married Bud JAMISON. I lost track of her and found no offspring.
Owen married Julia CONNOR and had 11 children. He migrated to Oklahoma, was driven off his land by Night Riders and ended up destitute in Iowa, where he committed suicide by blowing his head off with a shotgun in 1912.
Mary Elizabeth was a teacher, with her father, in the post-slavery school established by John GAVIN. She never married and likely died before 1910.
William Henry married a white woman, Mary WHITE, in Lowndes County and worked as a cotton broker. He migrated to Memphis, Tennessee and then onward to Chicago, Illinois, where he raised six children. He died in 1945.



PHOTO: Ella GAVIN
Ella, who was my great grandmother, married Wash NICHOLSON and had five children, all of whom migrated to Chicago. We know nothing of Wash other than that he died in West Point in 1907 of yellow jaundice. Ella passed away in 1939.
Bettie Pauline had seven children with a white man named Ben SHAW from Columbus, Mississippi. She joined her brother William in Memphis, but later went to St. Louis, Missouri, where she died in 1950.
Margaret Elizabeth married Joseph WHITE in Macon. She and her five children made a trek from Mississippi to Memphis to St. Louis. She died in 1955 in Los Angeles, California.
Fee, a boy, only appears in one census and is presumed to have died as a child.
Ida, I believe, migrated to Birmingham, Michigan, where she died in 1967. I have few details to substantiate that. There are no records of any marriages or children.
Augustus married Lyda Belle JONES in 1900 and then disappears from the records after their daughter Lula is born in 1901.
Essie married a white man, John C. MOREHEAD and had four children. She died in 1911 of pellagra, an epidemic disease caused by malnutrition.
Patti Pearl, the youngest, married twice. Her first husband was Gus BILLUPS. She moved with her second husband to Chicago, where she cared for Essie's orphaned children and then on to Covert, Michigan, where she died in 1964.


PHOTO: Sebern GAVIN
Robert's uncle, Gabriel, also had an African American family. His consort was a woman named Harriet. She was owned by his father, Charles V. Gabriel fathered four children with Harriet, all born prior to 1862. When Charles V died in 1824, he willed his slaves to his wife Margaret. When she died in 1853, they were distributed to the next generation. Harriet and her children were broken up and dispersed to various family members to continue their servitude. None of Gabriel's blood children were given to him. Instead, he received four people who were not related. His oldest child, Sebern, went to his brother Allen, with whom Gabriel lived. I believe Allen was also the owner of my GGGrandmother Bettie.
I don't know much about the genetic lines of other GAVINs, but I would not be surprised at all if I were to find more African American progeny. In compiling a surname matching schedule for people enslaved by the GAVINs, there are several mulatto children, often in family groups with their mothers. And then, there are all those bachelors amongst the GAVIN men.
Returning to Bettie, there was a long and bitter court battle after Robert died in 1896. She fought his estate for five years in an attempt to collect a $396 debt. She was ultimately "settled" in 1902 with $125 and an admonition to "get out of Mississippi " She did. She went to Memphis, where she worked as a domestic and passed away in 1917. Her son William buried her in the Sons of Zion cemetery before moving on to Chicago.



PHOTO: Gravestone of John Edward GAVIN, buried in family plot at Noxubee County
Most of the white GAVINs of past generations are buried in the family cemetery in Noxubee. John and his wife Mary Allen, Gabriel and many others are there. The African American GAVINs are buried in locations far and wide. The one GAVIN grave I most wish to find is that of Robert. He may be buried in the family cemetery, but there is no marker to confirm that. All I have is a receipt for his burial casket and the clothes in which he was interred. The casket cost $40.00 His brother Ab paid $15.27 for the clothing.

Another goal is to find any information at all on Bettie's mother and grandmother, Alsey HUGHES and Mary OWEN. They were undoubtedly enslaved and Bettie said they were in Alabama. I have no idea who owned them, exactly where they were or how they got there. In a court testimony, Bettie said her grandmother died in 1867 and that she saw her mother in 1874.

With every step I take on my genealogical journey, I am confronted with a paradox. I know only half of my story because I am the descendant of people who were enslaved. In that picture, there are only mothers, whose children inherited their status. Even though I have devoted a huge amount of time and research to discovering the white GAVIN family history, I still don't feel like it is mine.

My effort to resolve that conflict will be told in the book I am writing, Gather at the Table. My co-author, Tom DeWolf, is a descendant of the largest slave trading family in U.S. history. We have been on a journey together to heal from the traumatic legacy of slavery and to help others do the same. As Rev. Dr. Martin Luther King, Jr. said: "Let us all hope that the dark clouds of racial prejudice will soon pass away, and that in some not too distant tomorrow the radiant stars of love and brotherhood will shine over our great nation with all their scintillating beauty."

Now that I have gone as far as I think is possible for the GAVINs, I will devote myself to another search, again in Noxubee. This time, I will be uncovering the saga of the NICHOLSON surname. Maybe I'll be back next year with that story!


ACKNOWLEDGMENT: I want to thank other researchers who provided such a rich trail for me to follow, helped me hunt obscure records and/or continue to collaborate with me. They include: Peggy COSTEN, Lucille REEVES, Broox SLEDGE, Beth KOOSTRA, Mary SHELTON, and Ross COLLINS. I also want to acknowledge all of the GAVIN descendants I have found along the way. I can't name everybody, but special thanks to Arnold GAVIN (deceased), Pat SABIN, Donald JENNINGS, James BAKER and David SCHANKIN.


Noxubee AOG-56 - History

The pages are copyrighted by E. Annette Rose ©1999 for the USGenWeb

The Indian Removal Bill by Senator Hugh L. White of Tennessee was signed by President Andrew Jackson on May 28, 1830. Then, on September 27, 1830, in what is today Noxubee County, Mississippi, the Treaty of Dancing Rabbit Creek was signed. The site of the signing of the Treaty is located roughly fifteen miles south-west of the county seat, Macon. A small free-standing marker marks the spot.

The area "signed away" covered what is now Coahoma, Tallahatchie, LeFlore, Carroll, Grenada, Montgomery, Webster, Attala, Choctaw, Leake, Scott, Smith, Jasper, Clarke, Lauderdale, Kemper, Neshoba, Winston, Noxubee and Oktibbeha counties. Included in the lands were portions of Sunflower, Bolivar, Quitman, Holmes and Lowndes.

Prior to the formation of Noxubee county, on December 23, 1833, which was the first of the counties to be "given a name", the land was considered to be in Lowndes county. Lowndes county was originally drawn out of Monroe county in January of 1830. Then, at the end of 1831, December 6th, it was extended to cover the land which was to become Noxubee county. One might be aware that if they are looking for records between 1830 and 1834 for persons thought to be in Noxubee county, Lowndes county is where they should be searching.

Sixteen counties were formed on that same day, December 23, 1833. The counties listed in order: Noxubee, Kemper, Lauderdale, Clark, Oktibbeha, Winston, Choctaw, Tallahatcie, Yalobusha, Carroll, Jasper, Neshoba, Smith, Scott, Leake and Attala. Therefore, Noxubee county gets the title of "the first county established" from the Treaty.

From an entry in the Police Board Minutes
"The site for the county seat of Noubee County is hereby selected as the Southeast Quarter of Section 33, Township 15 North of Range 17 East, in accordance with an Act of Congress allowing a county to locate its seat on any quarter section of unoccupied government land at a minium price of $1.25 per acre."
"The county seat is hereby named "Macon" in horor of Senator Nathaniel Macon of North Carolina."

Although at one time, there was some 47 different Post Offices in the County, today, there are only five, Macon, Booksville, Shuqualk, Prairie Point, and Bigbee Valley.

Taledgea Formed while considered to be Lowndes County. 1833-1835
Gholson 1834-1974 First called "Meander"
Macon 1835 - Present
Brooklyn 1836-1856
Grantsville 1837 - 1839
Mahulaville 1838 - 1960
Prairie Point 1838 - Present
Cooksville 1839 - 1955
Deerbrook 1842 - 1850 and 1879 - 1942
Parkeville 1844 - 1868
Brooksville 1846 - Present
X-Prairie 1849 - 1851
Jeff Davis 1854 - 1855
Shuqualak 1855 - Present
Roby's Store 1855 - 1860
Barry 1856 - 1861
Bigbee Valley 1858 - Present
Armitage 1858 - 1867
Hashuqua 1872 - 1905
Allgood's Mill 1873 - 1887
Cliftonville 1878 - 1974
Brazelea 1880 - 1906
Hamby 1882 -1887
Harlan 1883 - 1899
Foxtrap 1883 - 1926
Paulette 1886 - 1979
Lynn Creek 1888 - 1906
Fairport 1888 - 1907
Sojusz 1889 - 1903
Wareville 1890 - 1892
Flatwood 1890 - 1895
Joiner 1892 - 1903
Mohegan 1896 - 1898
Macedonia 1890 - 1912
McLeod 1897 - 1955
Ravine 1897 - 1951
kadłub 1897 - 1899
Wetwater (Date unavailable)
Eli 1899 - 1901
Pretoria 1900 - 1905
Calyx 1901 - 1955
Aubrey 1901 -1906
Półksiężyc 1902 - 1906
Sunshine 1904 - 1904
Dinsmore 1904 - 1924
Iść 1905 - 1932
Clearman 1912 - 1919

Each of these Post Offices are discussed in the printed book, giving names and dates of the Post Masters, plus giving a discriptive location. It is recommended reading for those who wish to know more of the county. By accessing this link, you can see what publications are available from the Historical Society.

This page accessed [an error occurred while processing this directive]times since August 14, 1999



Uwagi:

  1. Russ

    Jest znany Bogu!

  2. Carbry

    A co należy zrobić w tym przypadku?

  3. Samurisar

    Masz rację.

  4. Larue

    Popełniasz błąd. Omów to. Wyślij mi e -maila na PM.

  5. Bajas

    Przepraszam, ale moim zdaniem popełniasz błąd. Mogę to udowodnić. Napisz do mnie na PW.



Napisać wiadomość