Arnold Toynbee

Arnold Toynbee


We are searching data for your request:

Forums and discussions:
Manuals and reference books:
Data from registers:
Wait the end of the search in all databases.
Upon completion, a link will appear to access the found materials.

Arnold Toynbee urodził się w Londynie w 1852 roku. Kształcił się w prywatnych szkołach w Blackheath i Woolwich, uczęszczał do Pembroke College (1873-74) i Balliol College (1875-78). Po ukończeniu studiów w 1878 został wykładowcą ekonomii politycznej na Uniwersytecie Oksfordzkim.

Toynbee badał naukę ekonomii, gdzie próbował opracować system, który poprawiłby sytuację klasy robotniczej. Toynbee doszedł do wniosku, że jednostki mają obowiązek poświęcić się służbie ludzkości.

Zwolennik ruchu spółdzielczego i edukacji klasy robotniczej, Arnold Toynbee zmarł w wieku trzydziestu lat w 1883 roku. Słynna książka Toynbee, Rewolucja przemysłowa w Anglii został opublikowany po jego śmierci. W 1884 roku ku jego pamięci powstał Toynbee Hall w Whitechapel we wschodnim Londynie.


5. „Studium historii” Arnolda Toynbee

Arnold J. Toynbee (1889-1975) urodził się w Londynie i odziedziczył fascynację historią po swojej matce, Sarah Edith Marshall (1859-1939), autorce publikowanych historii Anglii i Szkocji[1]. Jako uczeń Toynbee wyróżniał się historią i językami, ale zmagał się z matematyką i naukami przyrodniczymi.[2] Oczywistym kolejnym krokiem było akademickie wykształcenie w zakresie historii. Po ukończeniu elitarnego Winchester College, Toynbee zapisał się do Balliol College na Uniwersytecie Oksfordzkim w 1906 roku. Toynbee, który był bardzo biegły w grece i łacinie, specjalizował się głównie w historii starożytnej. W Oksfordzie Toynbee był uczniem Gilberta Murraya, Regiusa, profesora greki, który należał do intelektualnego zespołu, który pomagał Wellsowi w Zarys historii. Murray i Toynbee nawiązali bliskie relacje, a w 1913 roku córka profesora została pierwszą żoną Toynbee. Na ostatnim roku studiów w Balliol Toynbee zdobył prestiżową nagrodę Jenkinsa, która pozwoliła mu podróżować przez Włochy i Grecję w latach 1911 i 1912, aby odwiedzić starożytne ruiny i słynne miejsca z historii klasycznej. Toynbee zrobił takie wrażenie jako student, że po powrocie do Wielkiej Brytanii został donem w Balliol College. Zaangażował się w nauczanie historii starożytnej. Wydawało się, że szykuje się konwencjonalna kariera akademicka.

Ale Arnold Toynbee nie aspirował do niczego podobnego. W Winchester College zakres nauczania historii ograniczał się w dużej mierze do Aten i Rzymu, a także w Oksfordzie nie było niczego, co zachęcałoby do myślenia makrohistorycznego.[3] Jednak Toynbee myślał wielce. Od najmłodszych lat wykazywał tenor w kierunku historycznego postrzegania, które daleko wykraczało poza konwencjonalne geograficzne ukierunkowanie brytyjskiej historiografii. Starał się zintegrować odległe miejsca w Azji Wschodniej w te same ramy, co ortodoksyjne obszary zainteresowań historycznych, takie jak Cesarstwo Rzymskie. Korzeń tego sposobu myślenia nie można określić z absolutną pewnością. Możliwym oryginalnym źródłem jest atlas historyczny, który młody Toynbee otrzymał w prezencie od swojego wuja, chemika Percy'ego Franklanda (1858-1946), kiedy wracał do zdrowia po zapaleniu płuc w wieku trzynastu lub czternastu lat. Toynbee stwierdził później, że „nauczył się z tego wielu tomów”.[4]

Szerokie spojrzenie Toynbee na historię uświadomiło mu, że jego współczesny świat kierowany przez Zachód był tylko fazą przejściową. Będąc studentem w Balliol zauważył, że „obecnie świat leży między Anglikiem a Niemcem”, do czego dodał: „to znaczy, dopóki Chiny nas nie zjedzą”.[5] W tym czasie rozważał już wielkie dzieło historyczne, wyrażające jego szeroką perspektywę historii świata. Toynbee znalazł inspirację w 5-tomowym tomie Geschichte des Alterums (1884-1902), napisany przez niemieckiego historyka Oxfordu Eduarda Meyera (1855-1930), który połączył historię egipską, mezopotamską, grecką i rzymską w jedną syntezę historii starożytnej. Toynbee chciał zrobić ze starożytnymi oraz współczesne to, co Meyer zrobił tylko z epoką starożytną, ale młody historyk angielski zmagał się z pytaniem, jak zorganizować tak kompleksową pracę.

Rytm życia akademickiego zaczął coraz bardziej nie podobać się Toynbee. Nie lubił nauczania, zwłaszcza że zajęło mu trochę czasu od napisania wielkiej syntezy historycznej, którą uważał za swoją wybitne dzieło być. Został z dala od Wielkiej Wojny w wyniku wątpliwego roszczenia o infekcję czerwonką, rzekomo nabawioną się dwa lata wcześniej po wypiciu z skażonego strumienia w Grecji. Opuścił Balliol College w 1915 roku, aby pracować dla brytyjskiego rządu propagandowego, który zajmował się głównie wpływaniem na opinię publiczną w Stanach Zjednoczonych. W maju 1917 objął kolejną posadę rządową, przenosząc się do Departamentu Wywiadu Politycznego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, gdzie zajmował się głównie pozyskiwaniem informacji wywiadowczych dotyczących Imperium Osmańskiego i reszty świata islamskiego. W czasie wojny stał się zagorzałym orędownikiem internacjonalizmu i końca nacjonalizmu. McNeill sugeruje, że to stanowisko wynikało z poczucia winy Toynbee'a, że ​​nie zaciągnął się, gdy na kontynencie jego rówieśnicy zostali zamordowani w okopach. Pozostawanie poza wojną musiało być usprawiedliwione atakowaniem motywów wojny.[6] Toynbee aspirował do roli budowania pokoju w polityce międzynarodowej po zakończeniu wojny. W 1919 uczestniczył w paryskiej konferencji pokojowej jako delegat Ministerstwa Spraw Zagranicznych, ale to doświadczenie zakończyło się rozczarowaniem.

Od 1916 roku Toynbee otrzymywał comiesięczny darowiznę od hrabiny Carlisle, babci swojej żony, aby móc rozpocząć pracę nad swoją wielką syntezą. Nie pozwoliło mu to jednak z wystarczającymi dochodami na utrzymanie upragnionego statusu społecznego i w 1919 podjął kolejną pracę akademicką, aby zostać profesorem Koraes w King's College na Uniwersytecie Londyńskim. Katedra ta zajmowała się badaniem historii Grecji i była finansowana przez grecką społeczność Londynu. Toynbee z pewnością miał dużą wiedzę na temat greckiej historii, ale miał na myśli historię świata. Toynbee zidentyfikował Grecję jako wschodnią placówkę cywilizacji europejskiej, która tym samym znajdowała się na skrzyżowaniu dróg między Wschodem a Zachodem. W całej swojej historii Grecja znajdowała się pod ciągłym wpływem rozwoju zarówno cywilizacji wschodniej, jak i zachodniej. Toynbee twierdził, że studiowanie greckiej historii jest badaniem wszystkich tych wydarzeń. Rozszerzył zasięg geograficzny swojej katedry daleko poza małe Królestwo Grecji, niemal zrównując grecką historię z historią świata. Najwyraźniej fundatorzy katedry Koraes nie byli zadowoleni z takiego podejścia. Skarżyli się, że Toynbee nadużywa swojego stanowiska, by zgłębiać tematy niezwiązane z Grecją. Również szczere poparcie Toynbee dla Turków w wojnie grecko-tureckiej w latach 1919-22 było bardzo niepopularne wśród fundatorów jego katedry. Został zmuszony do rezygnacji ze stanowiska w 1924 roku.

Ale zanim nadszedł ten czas, Toynbee doświadczył przełomu w myśleniu o jego aspirowanej światowej syntezie historycznej.[7] W 1920 roku Toynbee wygłosił wykład w Oksfordzie, który został następnie opublikowany jako „The Tragedy of Greece”.[8] W tym przekazie argumentował, że cywilizacja grecka musiała dobiec kresu w wyniku „porażki federacji międzypaństwowej”, która miała miejsce podczas wojny peloponeskiej (431-404 p.n.e.).[9] Wykład podsumował plan historii Grecji, nad którym Toynbee pracował przez kilka lat, a teraz interweniowała Wielka Wojna. Nagle jego ocena końca cywilizacji greckiej okazała się doskonale zgodna z sytuacją polityczną ówczesnej Europy. Toynbee od kilku lat rozważał cykliczne postrzeganie historii. Jako student dostrzegł paralele między perską inwazją na Grecję w V wieku p.n.e. a atakiem Osmanów na Europę w XV wieku n.e.[10] A kiedy podróżował po Włoszech i Grecji w latach 1911 i 1912, lokalny krajobraz ujawnił mu powtarzające się wzory. Starożytne, średniowieczne i współczesne miejsca – często budowane z podobną funkcją – wszystkie znajdowały się w tym samym polu widzenia. W percepcji Toynbee historia starożytna i współczesna były zintegrowane w ten sam wielki wzór. Ale aż do wczesnych lat dwudziestych struktura tego cyklicznego wzorca jeszcze mu się nie ukazała.

Teraz Toynbee uznał, że cykliczny schemat historii składa się z powtarzających się tragedii. Ludzki umysł był nastawiony na prowadzenie spraw zawsze z powrotem do stanu wojny i zniszczenia. W tym destrukcyjnym stanie wszystkie cywilizacje w końcu przestały istnieć. Pojęcie cywilizacji było centralne w tym tragicznym postrzeganiu wzorca przeszłości. W czasach studenckich Toynbee postrzegał historię jako powtarzające się spotkanie dwóch wielkich bloków kulturowych Wschodu i Zachodu, wspólnego postrzegania historycznego, w którym Toynbee był głównie pod wpływem Herodota. W czasie swojej nominacji Koraes porzucił to rozumienie przeszłości i zastąpił je pojęciem historii świata, która składała się z wielu cywilizacji. Każdy z nich był określony przez swoją kulturę (czynniki geograficzne, polityczne i ekonomiczne nie miały znaczenia przy definiowaniu cywilizacji). Toynbee uważał cywilizacje za kompletne całości, które były zamknięte na zewnętrzne wpływy kulturowe i nie dawały się rozbić w dokładnej analizie historycznej. Toynbee twierdził, że żadne państwo narodowe, konwencjonalny przedmiot badań historycznych, nie miało historii, która byłaby oczywista. Historię narodową można było zrozumieć jedynie poprzez badanie wydarzeń historycznych na poziomie cywilizacji, do której należał naród. Wszystkie cywilizacje szły w całości i we własnym imieniu przez uniwersalnie podobną trajektorię wzrostu i nieuchronnego upadku.

Koncepcja zamkniętej natury cywilizacji Toynbee wywodziła się głównie z koncepcji Oswalda Spenglera Untergang des Abendlandes. Niemiecki autor uważał, że cywilizacje zasadniczo się od siebie różnią, co zapobiegało wpływom międzycywilizacyjnym i kulturowym zapożyczeniom[11]. Ta koncepcja kontrastowała z koncepcją innego autora, FJ Teggarta (1870-1946), którego praca była również inspiracją dla Toynbee. Teggart, urodzony w Irlandii i wykładający na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley, twierdził, że studium porównawcze cywilizacji nie może ograniczać się do Bliskiego Wschodu, ale musi również wziąć pod uwagę Indie i Chiny. Apel o szeroki zasięg geograficzny spodobał się Toynbee. Ale w przeciwieństwie do Spenglera, Teggart twierdził, że postęp ludzkości nastąpił w wyniku kontaktów między różnymi społeczeństwami. W ten sposób Toynbee znał światowe dzieła historyczne, które przeciwstawiały się sobie na temat natury relacji między cywilizacjami. To, że Toynbee zdecydował się podążać za Spenglerem zamiast Teggartem, prawdopodobnie wynikało z jego doświadczeń z wojny grecko-tureckiej na początku lat 20. XX wieku, którą śledził jako korespondent Manchester Guardian[12] Brutalność, jaką obie strony zadały sobie nawzajem w walce, którą Toynbee rozumiał jako starcie między różnymi cywilizacjami, potwierdziły perspektywę Spenglera o niemożliwości korzystnej interakcji międzykulturowej.

W 1925 Toynbee został dyrektorem studiów w Brytyjskim Instytucie Spraw Międzynarodowych (rok później w Królewskim Instytucie Spraw Międzynarodowych). Misją jego funkcji było wspieranie ducha współpracy międzynarodowej i pokoju. Jego głównym zadaniem było pisanie corocznej ankiety na temat spraw międzynarodowych, której podjął się z wielkim zapałem. Praca nad ankietami pozwoliła mu na prowadzenie badań, które mogłyby posłużyć do jego wielkiej syntezy historycznej. Coroczne ankiety pomogły mu też docenić różnorodność „Wschodu”, który wcześniej zawsze postrzegał jako jedną, jednolitą cywilizację. Toynbee zaczął pisać rękopis tego, co miało się stać Studium historii w 1930 roku. Pierwsze trzy tomy monumentalnego dzieła ukazały się w 1934 roku. W 1939 roku ukazały się tomy czwarty, piąty i szósty. W tym czasie Toynbee miał nadzieję, że kierując opinią publiczną przyczyni się do zapobieżenia kolejnej wojnie. Ale wtedy wydarzyła się tragedia. 15 marca 1939 roku jego syn Tony odebrał sobie życie. Tego samego dnia Hitler najechał Czechosłowację. Jego rodzina była zdruzgotana i było jasne, że nie da się uniknąć nowej wojny światowej.

Toynbee Studium historii ma zasięg ogólnoświatowy, ale jego struktura organizacyjna opiera się na europejskich doświadczeniach historycznych. Toynbee wierzył, że cywilizacje mogą następować po sobie w procesie, który nazwał „pojawieniem się i przynależnością”[13]. Ciągłość historyczna przybrała postać nowych pokoleń cywilizacji wyłaniających się z poprzednich, tak jak dziecko wywodzi się od rodziców. Toynbee wyprowadził ten model kolejnych cywilizacji z domniemanego historycznego następstwa współczesnego społeczeństwa zachodniego od cywilizacji helleńskiej.[14] Toynbee zdefiniował cywilizację helleńską jako obejmującą zarówno historię grecką, jak i rzymską. Przez większą część swojej historii cywilizacja helleńska była podzielona na wiele jednostek politycznych. Potem nadeszły niespokojne czasy w latach wojny hannibalskiej. Społeczeństwo greckie nie było już twórcze i stanęło w obliczu upadku. Ale proces ten może zostać zatrzymany na jakiś czas przez zjednoczenie całej cywilizacji w Cesarstwo Rzymskie.[15] Toynbee zdefiniował to jako „państwo uniwersalne”: byt polityczny, który obejmował całą (wcześniej podzieloną politycznie) cywilizację. Nie można było jednak zapobiec upadkowi cywilizacji helleńskiej. Cywilizacja zakończyła się wraz z upadkiem Cesarstwa Rzymskiego. Po upadku cywilizacji helleńskiej nastąpiło „bezkrólewie” – okres między zanikiem cywilizacji helleńskiej a pojawieniem się społeczeństwa zachodniego. Bezkrólewie zostało podyktowane przez dwie potęgi, które Toynbee nazwał „proletariatem zewnętrznym i „wewnętrznym”, ponieważ obie te siły zbuntowały się przeciwko klasie rządzącej społeczeństwa helleńskiego. Zewnętrznym proletariatem byli barbarzyńcy, którzy najechali Imperium Rzymskie z zewnątrz i zadali ostateczny cios umierającej cywilizacji helleńskiej. Wewnętrznym proletariatem był Kościół Chrześcijański, który rozwinął się jako instytucja podziemna w czasach państwa uniwersalnego (Cesarstwa Rzymskiego), ale stał się dominujący w okresie bezkrólewia. Kościół chrześcijański stanowił pomost między cywilizacją helleńską a zachodnią. Kościół rozwinie się w „kościół powszechny”: dokonując duchowego zjednoczenia nowej cywilizacji. W przejściu od społeczeństwa greckiego do zachodniego przesunęło się centrum cywilizacji. To, co było granicą cywilizacji helleńskiej, stało się centrum nowej cywilizacji zachodniej.

Ten wzór był używany jako forma dla całej historii świata. W ostatnim wieku cywilizacji ustanowiono państwo uniwersalne, które następnie zostaje zniszczone przez zewnętrzne najazdy, ale rodzi cywilizację poprzednią poprzez „wewnętrzny proletariat”, który staje się jej uniwersalnym kościołem i jednoczy cywilizację na poziomie duchowym. Wszystkie cywilizacje, które zidentyfikował Toynbee, zostały wyjaśnione w tych samych terminach. Najwyraźniej nie wszystkie cywilizacje w równym stopniu pasowały do ​​tego wzorca, co wymagało jakiegoś szczególnego rozumowania. Nagłe pojawienie się kalifatu Ummayad w VII wieku pozostawiło Toynbee w stanie uniwersalnym bez wyraźnie istniejącej cywilizacji, którą zjednoczyło. Rozwiązał ten problem, wprowadzając koncepcję cywilizacji „syryjskiej”, która, jak twierdził, zeszła do podziemia na tysiąc lat – mniej więcej w czasie podboju Aleksandra – ale wciąż była nieświadoma obecność w umysłach arabskich zdobywców siódmego stulecie.

Inne anomalie zostały rozwiązane poprzez wprowadzenie pojęć „nieudanych” i „potwierdzonych cywilizacji”. Poronne cywilizacje przestały istnieć w przedwczesnej fazie w wyniku nietypowych poważnych wyzwań i dlatego nigdy nie osiągnęły fazy stanu uniwersalnego. Aresztowane cywilizacje stanęły przed bardzo specyficznym wyzwaniem – społecznym lub środowiskowym – które wymagało ich całkowitego skupienia i całej ich energii. Kierując wszystkie swoje wysiłki na jeden problem, społeczeństwa te były w stanie przezwyciężyć szczególną surowość, z jaką się zmierzyły, ale nie rozwinęły wszechstronności charakteryzującej w pełni dojrzałą cywilizację ludzką. Dlatego Toynbee twierdził, że te aresztowane cywilizacje podjęły wsteczną drogę od ludzkości do „zwierzęcia”. Kreatywność Toynbee w radzeniu sobie z anomaliami osłabiła przekonywanie jego modelu, ale pozwoliła mu na włączenie społeczeństw z szerokiego zakresu geograficznego. Jego prace obejmowały między innymi cywilizacje Egiptu, Chin, Indii, Andów i Meksyku, ale także porzucone lub potwierdzone cywilizacje z celtyckiego obrzeża Europy, Eskimosów i Polinezyjczyków. Tak duża różnorodność geograficzna i kulturowa w ramach jednej syntezy była bezprecedensowa.

Toynbee opracował model genealogicznej sukcesji cywilizacji, w której wiele cywilizacji mogło powstać z tego samego poprzednika i w którym dwie wcześniej oddzielone społeczeństwa mogły się połączyć, tworząc jedną nową cywilizację (cywilizacja irańska i arabska połączyły się, tworząc islamską). W tym momencie Toynbee rozstał się z historyczną filozofią Spenglera, który wierzył, że wszystkie cywilizacje wyłoniły się i ostatecznie powróciły do ​​ahistorycznych prymitywnych warunków naturalnych. Toynbee uważał swoją pracę za ulepszenie pracy Spenglera, ponieważ wyzwolił badanie rozwoju cywilizacji z mistycznego dogmatyzmu niemieckiego autora. Uważał, że głównym wkładem Toynbee było jego empiryczne wyjaśnienie wzlotów i upadków cywilizacji, które Spengler pominął. Ale w swej istocie argumentacja Toynbee pozostała zbliżona do argumentacji Spenglera. Modelu sukcesji cywilizacyjnej, czyli całkowitego połączenia dwóch cywilizacji, nie należy mylić z wymianą międzycywilizacyjną. Cywilizacje miały ustalone granice kulturowe, a moment, w którym zaczęły je naruszać barbarzyńskie najazdy, był momentem, w którym cywilizacja dobiegała końca.

[1] Arnold J. Toynbee, Doświadczenie (Londyn, Nowy Jork i Toronto: Oxford University Press, 1969) 90.

[2] Informacje biograficzne o Arnold J. Toynbee są w dużej mierze oparte na: William H. McNeill, Arnold J. Toynbee: Życie (Nowy Jork i Oxford: Oxford University Press, 1989).

[3] McNeilla, Arnold J. Toynbee, 16, 30.

[5] Cyt. za: McNeill, Arnold J. Toynbee, 32.

[6] McNeill, Arnold J. Toynbee, 78.

[8] Arnold J. Toynbee, Tragedia Grecji. Wykład wygłoszony dla profesora greki dla kandydatów na wyróżnienie w Literae Humaniores w Oksfordzie w maju 1920 r. (Oksford, 1921).


Arnold Toynbee, Studium historii, tomy 1-13. (2 widzów)

Czterdzieści lat temu, w 1964 roku, kupiłem dziesięć z trzynastu tomów Studium historii Toynbee. Od czasu do czasu mam trochę czasu, żeby zagłębić się w te tomy, albo jakiś komentarz do nich. Chociaż czytanie Toynbee jest solidnym ćwiczeniem intelektualnym, podobnie jak Edward Gibbon, który służył mu za wzór, jest on najbliżej przedstawienia pewnej perspektywy historii, która wydaje się być napisana przez bahaitów. Sam fakt, że uważa on wiarę Baha'i za jedną z dwóch religii zachodniej cywilizacji (t. 7B, s. 771) wystarczy, aby zapewnić mu zaszczytne miejsce w moim panteonie ważnych historyków.

Uważam jednak, że Toynbee nie jest łatwe do odczytania. W rzeczywistości zajęło mi co najmniej dwie dekady (1964-1984), aby móc przeczytać więcej niż kilka stron na raz. Jego pisarstwo, podobnie jak Gibbona, jak Shoghi Effendi, wymaga sporej ekspozycji, aby nabrać posmaku uznania. Jestem pewien, że Shoghi Effendi, Strażnik Wiary Baha'i, pokochałby go, tak jak kochał Gibbona i trzymał obok łóżka tom swojego „Spadku i upadku”. Niestety, po 1921 roku Shoghi Effendi był tak pochłonięty pracą, że miał mało czasu na śledzenie rozwoju literatury w naukach społecznych i humanistycznych.

Toynbee rozpoczął studium historii w tym samym roku, w którym Guardian objął urząd, a swoje ostatnie „Reconsiderations” ukończył w 1961 roku. Trzynaście tomów było jego tour de force, pracą jego życia, źródłem przyszłej sławy. W tym dziele erudycji jest coś majestatycznego. Myślę, że to więcej niż zbieg okoliczności, że został napisany dokładnie w momencie projektowania i pierwszego kształtowania Zakonu Baha'i. Amator nie jest w stanie ocenić pracy Toynbee, tak jak nie można naprawdę docenić tego embrionalnego Zakonu społeczności Baha'i.

Kiedy Królestwo Boże na Ziemi rozpoczęło się w 1953 roku, zgodnie z bahaijską interpretacją historii, Arnold Toynbee właśnie kończył tom 10. To było tak, jakby temu Królestwu nadano odpowiednią historię, w której można je przyodziać i nadać Mu kontekst. W centrum tezy Tonybee znajduje się globalny imperatyw federacji. Od tego zależy nasze przetrwanie. Historia jako relacja między Bogiem a człowiekiem znalazła rację bytu w wyższych religiach. Odegrali kluczową rolę w historii ludzkości.

Zaobserwowałem trzy reakcje na Toynbee. Zdecydowanie najczęstszym z nich jest: „kim on jest?” Przez większość powojennych pokoleń Toynbee gubił się w morzu druku. Jest ciężkim kolesiem, nie takim facetem, jakiego bierze się do łóżka na lekką szlafmycę. Inni słyszeli o nim, ale podobnie jak Strażnik, po prostu złapali się na życiu i jego ruchliwych autostradach i obwodnicach. Trzecia grupa uważa go za cudownie stymulującego. Dla mnie jest on kwintesencją historyka bahaickiego – jeśli Bahai są mu potrzebni – a przynajmniej dla mnie tak.

Historia ludzkiego doświadczenia w historii jest niezwykle złożona, a Toynbee daje nam przedsmak tej złożoności. Ta trzecia grupa zawiera również podgrupę, która znalazła czas na przeczytanie Toynbee, ale nie zgadza się z prawie wszystkimi jego głównymi założeniami. W 1955 r., odpowiadając na szereg krytyki swojej pracy w Historii idei, jednym z wielu czasopism z dziedziny nauk społecznych, Toynbee powiedział, że „studiuje historię”. Jednym z wielu zarzutów, na które odpowiedział Toynbee, było to, że był niekonwencjonalny i próbował pisać o zbyt wielu. Kończąc swoją krótką odpowiedź, liczącą mniej niż jedną stronę, Toynbee powiedział, że czuł się jak pomniejszy poeta, pomniejszy historyk. Dał nam całe życie czytania. Biorąc pod uwagę jego globalną perspektywę, podobieństwo założeń i bogatą różnorodność jego pracy, może w przyszłości zająć ważną pozycję. Być może po tych niespokojnych czasach stajemy się spokojniejsi i rozwijamy bardziej wykształconą i kulturalną wrażliwość.

W międzyczasie będę nadal od czasu do czasu zagłębiać się w jego umysł. Drugie trzydzieści lat dobrze by mi zrobiło. Wciąż czekamy na federację, na którą Toynbee liczył, ale nie był przekonany, że on lub my kiedykolwiek zobaczymy. Zabranie Toynbee na przejażdżkę wymaga pewnej uporu, wytrwałości i determinacji. Elan vital, energia jest niezbędna do przezwyciężenia początkowego zmęczenia, utraty koncentracji i własnej czystej ignorancji. Jeśli ktoś zostaje z nim, tak jak Strażnik, staje się częścią własnego kręgosłupa. Zajmuje kilka istotnych wątków w moim intelektualnym makijażu. Jego tomy w miękkiej oprawie są ostrzegane. Na początku lat 60. tom kosztował trzy lub cztery dolary. Stali się starymi przyjaciółmi.


Arnold Toynbee - Historia

Arnold Toynbee i historia — Recenzja

Źródło: Western Socialist, Boston, USA, wrzesień-październik 1956
Przepisywane: Adam Buick.

Toynbee i historia. Eseje i recenzje krytyczne . Pod redakcją MF Ashley Montagu. Porter Sargent Publishers, Boston, 1956, s. 285 5,00 $

Trzydziestu ekspertów w dziedzinach związanych ze Studium historii przedstawia tutaj swoją krytyczną ocenę monumentalnego dzieła Toynbee’. Wszyscy podziwiają wielką erudycję i przemysł Toynbee'ego, mimo że jest on pełen błędnych interpretacji, błędów rzeczowych i „dokładnie niczego nie dowodzi”. , ale zbudowany na piasku. „Chociaż Toynbee przemawia w imię nauki i empiryzmu, opiera swoją pracę „na wartościach, które są subiektywne i nieweryfikowalne”. Mówi się, że orientacja pozbawia go jakiegokolwiek zestawu obiektywnych kryteriów oceny postępu i upadku cywilizacji. Tajemnica jego wielkiego popularnego sukcesu może leżeć w tym, że był “prorokiem” nowego kultu, rodzaju "Billy Graham z jajogłowych".

Wśród tych ekspertów nie ma marksisty. Ich argumenty przeciwko Toynbee, jak również ich szacunek dla Toynbee, odnoszą się do różnic filozoficznych i metodologicznych w obozie historii burżuazyjnej. Nie zgadzają się co do definicji, zastanawiają się nad rozróżnieniem Toynbee'a między cywilizacją a społeczeństwem i spekulują, czy cywilizacje są właściwym polem historyka. Krytyka jest skierowana nie tyle na bezsensowny schemat rozwoju Toynbee — “wyzwania i odpowiedź”, które są prowadzone przez “kreatywne mniejszości”, których duchowy upadek prowadzi do zniszczenia cywilizacji —, jak na Toynbee’ nie lubi współczesnego państwa narodowego i pragnienia światowej cywilizacji opartej na głównych religiach.

Chociaż filozofia historii Toynbee'a jest śmieszna, suwerenność narodowa jest tak przestarzała, jak on ją uważa, pomimo pozornego renesansu nacjonalizmu. Jest to jedynie oznaka upadku starego i powstawania nowych imperiów, towarzyszących dalszemu rozwojowi i transformacji kapitalizmu. Jednak niektórzy z tych krytyków atakują Toynbee wyłącznie na podstawie jego antynacjonalizmu. W przeciwieństwie do nalegań Toynbee'ego, że „ludzkość musi stać się jedną rodziną albo sama siebie zniszczyć”, uważają państwo narodowe, a zwłaszcza Izrael, za „największy triumf tej epoki i miejsce pochówku szerszych stowarzyszeń”. i zgrupowania.”

W porównaniu z tego rodzaju krytyką, nawet mistyczne spekulacje Toynbee'a dotyczące uniwersalnej cywilizacji religijnej, mimo że są bezsensowne, wydają się być bardziej ludzkie i bardziej związane z trendami i potrzebami państwa. Ale tak jak znaczną część danych zgromadzonych w pracy Toynbee'a można odczytać bez względu na jego subiektywną ramę, tak wiele z tej krytyki może służyć poprawie fałszywych wrażeń wynikających z bezkrytycznego odczytania tych danych. Konstrukcje teoretyczne zarówno Toynbee, jak i jego krytyków nie mają jednak żadnego znaczenia dla marksistowskiego badacza historii.


Arnold J. Toynbee - Cywilizacje

Można powiedzieć, że idee i podejście Toynbee do historii mieszczą się w dyscyplinie historii porównawczej. Chociaż można je porównać do tych używanych przez Oswalda Spenglera w Upadek Zachoduodrzucił deterministyczny pogląd Spenglera, że ​​cywilizacje powstają i upadają zgodnie z naturalnym i nieuniknionym cyklem. Dla Toynbee cywilizacja może lub nie może dalej się rozwijać, w zależności od wyzwań, z jakimi się zmagała i odpowiedzi na nie.

Toynbee przedstawił historię jako wzlot i upadek cywilizacji, a nie historię państw narodowych czy grup etnicznych. Swoje cywilizacje identyfikował według kryteriów kulturowych lub religijnych, a nie narodowych. Tak więc „cywilizacja zachodnia”, obejmująca wszystkie narody, które istniały w Europie Zachodniej od upadku Cesarstwa Zachodniorzymskiego, była traktowana jako całość i odróżniana zarówno od cywilizacji „prawosławnej” Rosji i Bałkanów, jak i cywilizacja grecko-rzymska, która ją poprzedziła.

Z zidentyfikowanymi cywilizacjami jako jednostkami, przedstawił historię każdej z nich w kategoriach wyzwania i odpowiedzi. Cywilizacje powstały w odpowiedzi na pewien zestaw niezwykle trudnych wyzwań, gdy „kreatywne mniejszości” wymyśliły rozwiązania, które przeorientowały całe ich społeczeństwo. Wyzwania i reakcje były fizyczne, jak wtedy, gdy Sumerowie eksploatowali trudne do pokonania bagna południowego Iraku, organizując mieszkańców neolitu w społeczeństwo zdolne do realizacji projektów irygacyjnych na dużą skalę lub społeczne, jak wtedy, gdy Kościół katolicki rozwiązał chaos w post-rzymskiej Europie wpisując nowe królestwa germańskie do jednej wspólnoty religijnej. Kiedy cywilizacja reaguje na wyzwania, rośnie. Cywilizacje podupadły, gdy ich przywódcy przestali twórczo reagować, a następnie zatonęły z powodu nacjonalizmu, militaryzmu i tyranii despotycznej mniejszości. Toynbee twierdził, że „cywilizacje umierają z samobójstwa, a nie z morderstwa”. Dla Toynbee cywilizacje nie były niematerialnymi lub niezmiennymi maszynami, ale siecią relacji społecznych w obrębie granicy, a zatem podlegały zarówno mądrym, jak i niemądrym decyzjom, które podejmowali.

Wyraził wielki podziw dla Ibn Chaldun, a w szczególności dla Mukaddima (1377), przedmowa do własnej historii uniwersalnej Ibn Khalduna, w której odnotowuje się wiele systemowych uprzedzeń, które wdzierają się do analizy historycznej poprzez dowody i przedstawia wczesną teorię cyklu cywilizacji (Asabiyyah).

Pogląd Toynbee na cywilizację indyjską można podsumować następującym cytatem.

Obszerna literatura, wspaniałe bogactwo, majestatyczne nauki, wzruszająca muzyka, budzący podziw bogowie. Już teraz staje się coraz jaśniejsze, że rozdział, który ma zachodni początek, będzie musiał mieć indyjskie zakończenie, jeśli nie ma skończyć się samozniszczeniem rasy ludzkiej. W tym niezwykle niebezpiecznym momencie historii jedyną drogą zbawienia ludzkości jest droga indyjska.


Studium historii

Cóż, kiedyś miałem wielkie skrócenie tego w twardej oprawie. Pamiętam, jak prawie kaleczył mnie za każdym razem, gdy przenosiłem książki lub przenosiłem się do domu. Prawie potrzebowałeś dwóch facetów, żeby podnieść ten jeden tom. Albo oczywiście dwie silne kobiety. Albo dziewięcioro dziwnie silnych dzieci. Czytałam to w łóżku i dlatego do dziś chodzę kulejąc. W każdym razie, ten facet Toynbee, człowiek, który żyje, nigdy nie przestał pisać, widziałeś, ile książek napisał? Ta szczególna, słoniowata praca jest jedną z tych, w których kiedyś miałam olbrzymie skróty w twardej oprawie. Pamiętam, jak prawie kaleczyło mnie to za każdym razem, gdy przenosiłem książki lub przenosiłem się do domu. Prawie potrzebowałeś dwóch facetów, żeby podnieść ten jeden tom. Albo oczywiście dwie silne kobiety. Albo dziewięcioro dziwnie silnych dzieci. Czytałam to w łóżku i dlatego do dziś chodzę kulejąc. W każdym razie, ten facet Toynbee, człowiek żyjący, którego nigdy nie przestał pisać, widziałeś, ile książek napisał? Ta szczególna słoniowa praca jest jednym z tych wspaniałych spenglerowskich przeglądów absolutnie wszystkiego, a on ma swoją teorię. Wikipedia, w rzadkim wybuchu zabawy, opisuje Studium historii w ten sposób:

Spośród 26 cywilizacji zidentyfikowanych przez Toynbee, szesnaście zginęło do 1940 roku, a dziewięć z pozostałych dziesięciu okazało się już załamanych. Pozostała tylko cywilizacja zachodnia. He explained breakdowns as a failure of creative power in the creative minority, which henceforth becomes a merely 'dominant' minority that is followed by an answering withdrawal of allegiance and mimesis on the part of the majority finally there is a consequent loss of social unity in the society as a whole. Toynbee explained decline as due to their moral failure. Many readers, especially in America, rejoiced in his implication (in vols. 1-6) that only a return to some form of Catholicism could halt the breakdown of western civilization which began with the Reformation.

Since he wrote this corpulent classic between 1934 and 1956 but he survived another 20 years, I wonder if he would have been wagging his old head over the evident connections that so many people miss. You may begin with what you feel is a justifiable and harmless Reformation but you do not realise that you are now on a slippery slope which leads straight to boys wearing long hair, girls riding motorcycles, and LSD being put into the water supply.

Toynbee describes the rise and fall of civilisations not as some kind of mystical-natural organisms like Spengler, but like organisations that adapt or die. Those are the important things, nations and ethnicities are just the wallpaper in the rooms. He judges on results - "the Sumerians exploited the intractable swamps of southern Iraq by organizing the Neolithic inhabitants into a society capable of carrying out large-scale irrigation projects" - I wonder if he lived just long enough to call Pol Pot a neo-Sumerian.

Historians mostly sneered at all this overarching giantism but allegedly the public lapped it up – they must have been made of sterner stuff, but it was in the days before junk food had made people’s limbs go all floppy, so they had the physical strength to stagger home with it from the bookshop. Historians these days don’t do this Toynbee Spengler My Great Big Theory of God the Universe and Everything, instead they write about the Guild of Oat-Cake Re-Grinders in Lehrenbreinheimgavau, Upper Munster, 1341 to 1374 and suchlike.

As you know, I think that history will teach us nothing and I firmly reject any supposed link between Martin Luther’s 95 Theses and Johnny Rotten’s Anarchy in the UK. The sex Pistols would have happened anyway, even if the Sumerians had still been in charge.

Toynbee&aposs A Study of History is one of those voluminous treatises that I simply can&apost think of any specific points to include in my review, for the book itself already includes virtually everything worth consideration within the field of study. The topics in which this book concerned were on the cultural level of civilizations and on the spatiotemporal level of the globe in millennia. The main parts of discussion were divided into three sections: concerning peace, war, and confrontation between Toynbee's A Study of History is one of those voluminous treatises that I simply can't think of any specific points to include in my review, for the book itself already includes virtually everything worth consideration within the field of study. The topics in which this book concerned were on the cultural level of civilizations and on the spatiotemporal level of the globe in millennia. The main parts of discussion were divided into three sections: concerning peace, war, and confrontation between civilizations, while for each individual civilization four phases of its lifespan are primary targets of concern: genesis, growth, breakdown, and disintegration. In my review, instead of detailing and paraphrasing the words of Toynbee, I would simply focus on a few interesting ideas/assertions from the book and talk a little bit about my personal understandings regarding these ideas.

First is the idea of substituting capacities -- an idea that's no stranger to us, for we apply the same idea to individuals all the time: we tell people with physical disabilities not to lose hope in sports but to explore with their mental capacity, we encourage students who are bad at sitting inside classrooms to pursue careers in outdoor activities. We see this phenomenon in larger entities such as societies and states as well: countries with limited resources often developed alternative sources of profit, with prime examples such as Japan and Singapore. In Toynbee's book, however, he further extended this idea to civilizations with some modifications. As it turned out, civilizations are also capable of developing substituting capacities -- the conquered colonies of the Roman Empire were able to profoundly influence Rome through their prevailing arts and culture (Greek mythology and philosophy, Eastern architecture, and Christianity are all good examples), while the conquered peoples were often able to form more cohesive national identity under oppression (Jews are the best example). As a Chinese, the history of China seems to me another fitting example of substituting capacity: while China was frequently attacked and conquered by nomads, the nomadic culture of the north would always be assimilated into the mainstream Chinese culture. This idea does seem quite convincing, although I do have some doubts because we see many counterexamples in history, too. Not all those conquered nations were able to rise up on a different battlefield and subjugate their master culturally, and not all those conquered peoples were able to repel the suppression and rejuvenate after centuries of diasporas. There are certainly merits in Toynbee's theory, but the interesting thing about history is that there is never a definite rule of thumb that would always work.

Another very thought-provoking statement in the book was that technological advances were results, instead of causes of the development of civilizations. A converse of this statement goes, the lag in technological development is an indication of the decline of civilization. Toynbee used the "All roads lead to Rome" example -- which was not an exaggeration of Roman transportation at its pinnacle, but as the imperial power declined and centralized government faded away, warlords and local kings built passes and outposts all around their territories, essentially destroying the old Roman road system and leading to the Dark Ages. Again, as a Chinese, this inevitably reminded me of the decline of Chinese civilization in the later imperial periods -- the stagnation in technological breakthroughs wasn't a reason for China's decline, it was a precursor to it. The reason I find this way of thinking important is because that we often invert causes and effects, moreover we also mix causal relations with random occurrences a right way of looking at history involves correctly analyzing the relations between various historical events.

Last but not least, I would like to quickly touch on futurism -- a topic Toynbee spent quite some chapters on. Futurism, in a historical sense, can refer to anything that seeks to cut the ties to the past and traditions and focus solely on tomorrow. This stream of thoughts often caused intense social conflicts and resulted in neither a continuation of the status quo nor a world without any traces of the past. Qin Shi Huang's political and cultural unification of China is a prime example of the effects of futurism the radical policies of burning all the classics and massacring scholars possessing unwanted knowledge turned out to be ineffective and harmful, eventually contributing to Qin's quick downfall. Byzantine's Leo III initiated iconoclasm for purer religions, but only infuriated his Christian neighbors and further caused damages to his empire. Beyond the definition of futurism, I'd argue that any civilization under the guidance of idealism is destined to fall, for history is never a construction of human ideals and reasons.

As aforementioned, A Study of History is a voluminous treatise and certainly requires a much longer period of time for digesting the contents than simply reading through the pages. I will almost certainly come back in the future and seek new understandings. . jeszcze

I first read "A Study of History" in the 1970s and found it fascinating and insightful. Rather than looking at one nation or area or time span, Arnold Toynbee compared what he called "civilizations" to see if he could find common denominators in their development or their structure. A 2017 re-read, though, revealed some issues.

First, the definition of "civilization" is a little murky, as, for example, he counts the Roman Empire as part of the Hellenic "civilization." At one level, certainly ther I first read "A Study of History" in the 1970s and found it fascinating and insightful. Rather than looking at one nation or area or time span, Arnold Toynbee compared what he called "civilizations" to see if he could find common denominators in their development or their structure. A 2017 re-read, though, revealed some issues.

First, the definition of "civilization" is a little murky, as, for example, he counts the Roman Empire as part of the Hellenic "civilization." At one level, certainly there is continuity and connection, but to say that Sparta and Pergamon, separated by hundreds of years and a vast cultural chasm, are from the same civilization is a stretch. But it only takes a little squinting to make it easy enough to swallow, and the grand idea overrides the pesky little details.

Second, as Toynbee freely admits, there are fewer common patterns than one might expect, and his in-depth examination of one or two aspects of a particular civilization tend to appear more anecdotal than substantial.

Finally, in terms of overall concerns, Toynbee places a major emphasis on the role of what he calls "higher religions." The fact that these religions sometimes bleed over into more than one civilization complicates his original argument that comparing civilizations is an effort that makes sense, and it also leads to perhaps the most fundamental criticism of this extremely impressive work of scholarship and grand analysis.

Though Toynbee identifies 30-some civilizations and can trace the historical record back more than 5,000 years, it's not at all clear that we have any kind of perspective on these large-scale trends Toynbee seeks to identify and trace. Are, for example, the higher religions an artifact of a stage of development, or an enduring aspect of human history that will always be in play? If so, then his emphasis on their importance makes sense if not, they are as evanescent as the importance of stirrups in warfare -- crucial for a brief time but not fundamental in any sense.

Toynbee also discusses his idea of "creative" and "dominant" minorities that are the driving force in civilizations. When the civilization is on the rise, the creative minority leads the way, and the mass of people follow happily, adopting the ideology and goals of that minority (he calls the process "mimesis.") When the civilization begins to stagnate, the creative minority shifts to a dominant minority, and imposes its values (and desire to retain power) on the majority. This was very likely true when only a minority of people had access to education, to the ability to manipulate the levers of power, to economic clout, but with a broader segment of society much more capable of being involved in the processes of civilization, it's unclear if that kind of minority retains the power to create consensus it once had.

And of course the entire idea of the Internet was non-existent when Toynbee finished his work on this edition in 1972, and the global village of Marshall McLuhan was just some academic pipedream. Toynbee's belief that a world government was not only necessary but also inevitable seems more than a little outdated in these fragmented days, though of course the wheels of history grind very slowly and who knows how the planet will be governed after climate change shifts the paradigm.

(There is one very contemporary note that Toynbee anticipated that I can't help but mention. He says that civilizations on the decline deal with barbarians in two ways: They build walls and sell them weapons. Donald Trump, of course, wants to "build that wall," and for generations, the United States has been arms seller to the world, and many of the weapons wielded by the terrorists that Toynbee would likely identify as the 21st century version of barbarians are of American origin.)

All in all, "A Study of History" is very much a creature of its time and place. Toynbee's style old-fashioned and ornate, and he is fond of inserting quotes in their original languages (German, French, Latin) as he assumes his readership is of course somewhat fluent in more than English. He also lingers too long on examples and anecdotes, and after a while, the mind numbs from historical detail piled on top of historical detail.

Nonetheless, "A Study of History" will reward the patient reader. Toynbee views the world and its stories from a vast distance, detached (as best he can) from the random walk of historical events. We are all so caught up in today's disasters and misadventures, and how the recent past has scarred the present and future, that we forget that history does repeat itself in many ways, and that we can shed light on today and tomorrow by looking carefully at centuries long past. "A Study of History" does just that, and though it seems to us that the world has passed it by, it's also possible that future generations will look on it as one of the great achievements of 20th century thought. . jeszcze


Toynbee, Arnold

The first intellectual influence of importance in the life of the English economist Arnold Toynbee (1852-1883) was his father, Joseph, a surgeon and fellow of the Royal Society. Guided by his father, Toynbee developed a taste for the finer models of English prose, especially the Bible, Milton, Gibbon, and Burke. Among the poets, Toynbee esteemed the Elizabethans, Shelley, and Keats. Scott and Thackeray were his favorite novelists. He was early handicapped by fragile health and, in the words of his close Oxford friend Alfred Milner, had “a strange, solitary, introspective youth, for he was never long at school, nor had he …the love of games, the careless mind, or the easy sociability which make school life happy” (1901, pp. 11-12).

At 19 he enrolled in Pembroke College, Oxford, largely because it was one of the cheaper colleges. But he speedily aroused the interest of Benjamin Jowett, master of Balliol College, who had him transferred to Balliol. Although Toynbee’s health was too precarious to permit him to read for honors and he earned in consequence only an ordinary pass degree, his essays were so extraordinary and his personal qualities so outstanding that in 1878 he was made lecturer and tutorial fellow at Balliol.

Toynbee’s impact was partly the effect of what Jowett termed “his transparent sincerity,” the absence of “any trace of vanity or ambition.” Milner, who shared few of Toynbee’s opinions, recalled nevertheless that he “fell at once under his spell and …always remained under it” (1901, p. 15).

Toynbee combined intense religious conviction, saintly character, and dedication to the improvement of the working classes. In 1875 he came to political economy out of the same desire to do good that motivated his immediate Balliol successor, Alfred Marshall. As Milner said, “for the sake of religion he had become a social reformer for the sake of social reform he became an economist.” In his brief life Toynbee campaigned relentlessly for worker housing, parks, free libraries, and “all the now familiar objects of municipal socialism.” He became a guardian under the poor law, a supporter of cooperatives, and a church reformer. One of his major activities was lecturing to working-class audiences on social reform, first in industrial cities like Newcastle and Sheffield and then in London. This aspect of his work was memorialized after his death by the founding of Toynbee Hall in White-chapel, the first university settlement house. At Oxford, “the apostle Arnold,” as he was affectionately called, did much to combat laissez-faire doctrine among both undergraduates and dons.

The Industrial Revolution (1884), published posthumously, was Toynbee’s single book. As his nephew, the historian Arnold J. Toynbee, has said of its detailed findings, “Toynbee’s work has been superseded long ago.” Nevertheless, Toynbee invented the term itself and supplied the argument for considering the industrial revolution as a “single great historical event.” The younger Toynbee’s judgment, in his preface to the 1956 edition of the book, is just: “As a masterly first reconnaissance of a very important field of historical study, this pioneer work by a young man is still as much alive as ever it was” ([1884] 1956, p. ix).

The volume has a second significance. In it Toynbee challenged the dominant economics of his time, allied himself with Walter Bagehot and T. E. Cliffe Leslie in the formulation of an alternative technique, and assisted in the development of an English version of the German arguments over the relative claims of history and analysis (the Methodenstreit). Never an extremist in this controversy, always willing to concede that deductive economics had its place, he nevertheless criticized a “wrong use of deduction … a neglect on the part of those employing it to examine closely their assumptions and to bring their conclusions to the test of fact.” No wonder the deductive theorists produced such “absolutely untrue” doctrines as the wages fund. Historical method, on the other hand, was capable not only of tracing the “actual causes of economic development” but of identifying the “stages of economic development,” comparing them with “those which have obtained in other countries and times,” and ultimately evolving “laws of universal application.” As an example of good historical method, Toynbee cited approvingly Maine’s researches on the evolution of contract.

Toynbee believed economic policies should be related to historical circumstances. Hence, the relative merits of laissez-faire and state action cannot be judged a priori. Although Toynbee’s socialism was not of the collectivist variety, he favored extensive social legislation, relied heavily on the type of municipal socialism with which the Fabians were to be identified, and held high hopes for such voluntary workers’ associations as trade unions, cooperatives, and friendly societies.

Toynbee neither won nor lost the methodological argument. As the contemporary historian of economic thought T. W. Hutchison has said, “the inquiries of Bagehot, Toynbee, and Leslie …were scarcely followed up in subsequent decades” (1953, p. 429). Alfred Marshall, England’s leading economist between 1890 and 1920, incorporated just enough historical material in his work to blunt the edge of controversy between marginalists and historians. But the methodological issues were discussed only casually and were scarcely settled convincingly by either Marshall or his followers.

Toynbee died suddenly of a “brain fever” in his thirty-first year. His widow, Charlotte, survived him by nearly a half century.

[For the historical context of Toynbee’s work, seeeconomic thought, article onthe historical SCHOOL and the biographies ofbagehot leslie maine. Do discussion of the subsequent development of Toynbee’s ideas, seeindustrialization.]


Arnold Toynbee, Who Charted Civilizations’

Arnold Toynbee, the historian of the rise and fall of civilizations, died yesterday at a nursing home in York, England. He was 86 years old and had been incapacitated for the last 14 months as a result of stroke.

Few works of history had such a precise and romantic origin as Arnold Joseph Toynlbee's “A Study of History.” ten

3½‐million word, 12‐volume Istory of mankind, which took 40 years to complete, was begun on Saturday, Sept. 17, 1921, when the author was traveling west from Istanbul on the fabled Orient Express. He had ,spent the day watching the awesome Thracian, countryside slip by and pondering the region's glorious and gory past.

“That evening I was still, standing at the window, overwhelmed by the beauty of the Bela Palanka Gorge in the light of the full moon, as our train bore down upon Nish,” he recalled, adding:

“If I had been cross‐examined on my activities during that day, I should have sworn that my attention had been wholly absorbed by the entrancing scenes that were passing continually before my outward eye. Yet, before I went to sleep that night, I found that I had put down on half a sheet of notepaper a list of topics which, in its contents and their order, was substantially identical with the plan of this book as it now stands.”

Mr. Toynbee's idea germinated for about six years, for real work on “A Study of History” was not undertaken until 192728, when he elaborated his outline into detailed notes. After journey around Asia in 1929, he applied himself to the task of writing, and the first three volumes were published in 1934. By 1939 he had issued Volume VI, and Volumes VII‐X came off the press in 1954. Volume XI, chiefly an atlas and gazetteer, followed in 1959. The final volume, entitled “Reconsiderations,” was published in 1961.

Volume XII was occasioned by the clangorous disputation that was set off by “A Study of History” virtually from the outset, for Mr. Toynbee had ventured what few historians dared: an interpretation of history as well as a chronicling of it. He had, moreover, sought to recount the events of thousands of years in an unconventional fashion.

A Panoramic View

Instead of narrating episodes or telling the story of this or that nation or people, Mr. Toynbee ranged over all recorded history in dazzlingly erudite detail. Taking a panoramic view, he was fascinated by the rise and fall of civilizations, of which he counted 26 from ancient times to the present. He, once explained his approach to history this way:

“The histories of all the civilizations that have now , come to light cannot be arranged in a single series leading up to the present state of any one living civilization or any one living, nation.

“Instead of the beanstalk pattern of history, we have to draw for ourselves a tree pattern, in which the civilizations rise, like so many branches, side by side,1 and this pattern is suggested by, the most important feature in the history of the Modern Age. In this age our Western Civilization has collided with all the other surviving civilizations all over the face of the planet—with the Islamic civilization,’ with the Hindu, with the Chinese, with the Aztec and so on —and we can take a comparative view of the effects of these simultaneous collisions upon the parties to them.

“This comparative treatment can be extended to the whole of history.”

Applying the view that cornparison of civilizations, or societies, was the way to write meaningful history, Mr. Toynbee devoted the first six volumes of his study to searching out the pattern of genesis, growth and breakdown of civ

ilizations since the emergence

of man. In the process he realized’ that some of his civilizations

had developed uhiversal churches and universal political structures and that they had also been obliged, in their heroic’ ages, to meet barbarian threats.’ These phenomena were treated in great detail in succeeding volumes.

He suggested that spiritual rather than material forces controlled the course of history and that individuals played a creative (or destructive) role in the unfolding of events. Rejecting “the dogma that ‘life is just one damned thing after another,'” Mr. Toynbee argued that the end of history is the Kingdom of God and that history is “God revealing Himself.”

He did not, however, regard God as the province of any one religion, but as a force or feeling that “wells up from a deeper level of the psyche.” In this sense, he wrote about a dream he once had of himself. (The dream was in Latin,but it could well have been in Greek, for he dreamed fluently in these languages as well as in English.)

In the vision, the historian saw himself holding on to crucifix above the altar of a Benedictine abbey in Yorkshire as a voice cried out, “Amplexus expecta [Cling and wait]!”

The dream demonstrated, according to Mr. Toynbee, the intimate relationship of God and man, the psychic nature of religious feeling.

Few modern historians professed to find Divinity in human affairs, and this contentention, subtly argued, further served to set Mr. Toynbee off from others in his craft. His vast erudition also put him apart. He wrote and conversed about little‐known aspects of history with the same assuredness that he displayed in dealing with more widely known developments.

In the later years of his life, when his renown was estab fished and when he was much in demand as a lecturer and television panelist, the world saw a pale, lean and distinguished‐looking man with white hair, slightly impaired hearing and jittery but graceful hands.

A Gregarious Man

Although he was capable of losing his temper and shouting when crossed, he was generally a model of sweet reasonableness and charm. His manner was offhand rather than professoinal, which often astonished those who expected him to be oracular. His amiability was such that be was willing to engage almost anyone in conversation.

Once, in the basement barbershop of a Chicago hotel, friend noticed that he was “talking and talking” with the barber. The friend said afterward, “You were having quite a discussion.” “Yes,” Mr. Toynbee replied, “we were discussing international affairs. He has some very sound views.” I This gregariousness was part of Mr. Toynbee's heritage and upbringing. He was born in London on April 14, 1889, the son of Harry Toynbee, a social worker, and Sarah Marshall Toynbee, one of the first women in Britain to receive a college degree.

He was named for an uncle, a social reformer and economist who gave his name to Toynbee Hall, a London settle

ment house where university students could learn firsthand about the poor. Brought up in an atmosphere at once bookish and practical, young Arnold was introduced to history through his childhood reading about Greece and Rome. He was sent to Winchester and then to Balliol College, Oxford, a citadel of intellectualism, where he received a thoroughgoing classical education, which he extended with further studies in Greece.

Toured Greek Ruins

His Greek sojourn included both training at the British Archeological School in Athens and walking tours among the ruins of classical Greece and Crete. Contemplating the death Of these civilizations, he began to ponder their relationship to his own times.

Returning to Britain in 1912, he became a fellow and tutor in ancient history at Balliol for three years. At the same time he began to write on the contemporary British and world scene, contributing articles to The Nation, a London periodical, and publishing two books, “Nationality and the War” and “The New Europe.” Neither was regarded as remarkable.

Realizing that politics is history's present tense, Mr. Toynbee left Balliol in 1915 to work in the Political Intelligence Department of the Foreign Office and then, in 1919, to serve in the Middle Eastern section of the British delegation to the Paris Peace Conference. His fluency in five languages. his scholarly knowledge of the Middle East and his acquisitive intellect combined to make him a model (if selfeffacing) civil servant. His true interest, however, was not Government service, but the gathering and dispensing of historical knowledge.

Thus, in 1919, he went to the University of London, where he taught Byzantine and modern Greek history and literature and, later, international history. Whenever he could, he traveled, for he liked to see for himself the actual sites of historical events.

He was in Turkey in 1921 as a correspondent for The Manchester Guardian, reportinr,'’ the Greco‐Turkish War, and back there two years afterward to write articles for the magazine Asia.

Edited Yearbook Series

A writer of extraordinary energy, from whose fountain pen words flowed easily, Mr. Toynbee undertook to edit a series of international year. hooks for the Royal Institute l of International Affairs. He produced these from 1923 to 1946, and the income helped support him as he researched and wrote the initial volumes of “A Study of History.” He also wrote articles for magazines in Britain and the United States and a book describing his travels in China in 1929.

Mr. Toynbee interrupted his scholarly pursuits in World War Il to return to Government service as director of the Research Department of the Foreign Office and as a member of the British delegation to the peace talks in Paris in 1946.

By the time the war broke out. he had achieved his first burst of fame for his mas terwork, six volumes of which had been published by 1939. Oddly, that fame began in the United States, for Mr. Toynbee was virtually ignored by professional historians in Britain. Indeed, The English Historical Review, the major journal, did not review “A Study of History” until 1956.

One explanation for that coolness was the author's attack on parochial histories and on the prestigious “Cambridge Modern History,” a joint Work of Many specialists. A further explanation was that Mr. Toynbee's one‐man attempt at a historical synthesis was thought presumptuous.

Review Stirred Interest

In this country, on the other hand, Charles A. Beard, then among the most eminent of American historians, reviewed the first three volumes of “A Study of History” promptly in 1935 in The American Historical Review. Although Mr. Beard objected to Mr. Toynbee's comparative method, the review created popular interest in the work, which was subsequently analyzed in some detail by Time magazine.

Some of the most extravagant encomiums appeared there. The work was described in one article as “the most provocative work on historical itheory written in England since Karl Marx's ‘Capital.'”

Years later, during the cold war, Time scored Mr. Toynbee for his less than hostile attitudes toward the Soviet Union.

“Toynbee shares the widespread and dangerously simple view that Soviet Russia is continuation of old‐style imperialism on the world scene, only ‘cloaked’ by Communism,” the magazine said in 1954. It added that the Briton, “an eminent historian when dealing with the distant past,” was “just another minor pundit when dealing with the present.”

Although Mr. Toynbee won readership, his style did not make for easy going.

Abridged by Somervell

Partly to simplify intellectual mastication of the original and partly to meet the demand for a physically comfortable book, two abridgements of “A Study of History” were prepared by D. C. Somervell with Mr. Toynbee's cooperation. One condensed the first six volumes and the second shrank Volumes VII through X. (Volumes XI and XII have not been abridged.)

The first abridgement, issued here in 1947, was a Book‐ofthe‐Month Club selection and was on the best‐seller list for many weeks. The second was also widely sold.

Although Mr. Toynbee had some complimentary things to say about the Soviet Union as a great power, Marxists condemned his conception of historical development because he rejected materialist and economic determinism and stressed the role of religion in civilization.

Influence ‘Inescapable’

Mr. Toynbee was also the subject of much probing in the United States. His influnce, according to Prof. Ashley Montagu of Princeton, “is inescapable.” Two major collections of appraisal were issued here, one thy Professor Montagu and another by Prof. Edward T. Garigan of Loyola. Both included essays by ranking historians as well as remarks by Mr. Toynbee.

Virtually all these critics agreed on the sweep of his vision and the earnestness of his convictions, although many disputed his specific findings.

Defending himself and his views on his 75th birthday in 1964, he said:

“I have never made the choice between being a historian of politics, economics, religion, the arts, science and tech nology: my conscious and deliberate aim has been to be student of human affairs stud ied as a whole, instead of their being partitionea into the socalled‐ ‘disciplines.’

“In taking this line, I hope I have jumped clear out of the 18th century into the 21st without having got my feet tangled in the 19th or in the 20th. I feel confident that the tradition of the past is also ‘the wave of the future.’

“We are now moving into chapter in human history in which our choice is going to be, not between a whole world and a shredded‐up world, but between one world and no world. I believe that the human race is going to choose life and good, not death and evil.

View of Next Century

“I therefore believe in the imminence of one world, and believe that, in the 21st century, human life is going to be a unity again in all its aspects and activities. I believe that, in the field of religion, sectarianism is going to be subordinated to ecumenicalism that, in the field of politics, nationalism is going to be subordinated to world government and that, in the field of study, specialization is going to be subordinated to a comprehensive ‘view of human affairs.”

When Mr. Toynbee retired from the Royal Institute of International Affairs in 1955, he was freed for new rounds of travel, lectures and books. He visited the United States frequently, teaching at, among other institutions, the University of Denver, New Mexico State University and Mills College in California. He also lectured on television here and wrote “America and the World Revolution.”

Among his later books were “Change and Habit” and “Acquaintances,” recollections of such public figures as Field Marshal Jan Smuts, Col. T. E. Lawrence, Jawaharlal Nehru and Adolf Hitler. In a somewhat lighter vein, he also wrote of his travels in “Between Niger and Nile,” in which he was, in effect, a historical guide to that section of Africa. Others were “Between Oxus and Jurnna” and “East to West: A Journey Round the World.”

Among books on his eariy specialty, classical history, some of the most important were “Greek Historical Thought,” an annotated anthology published in 1924 “Greek Civilisation and Character” (1924), and the twovolume “Hannibal's Legacy,” describing the rise of Rome (1965).

Two years ago, he published “Constantine Porphyrogenitus and His World,” a study of the reign of. the 10th‐century Byzantine emperor. His final book, “Mankind and Mother Earth,” is scheduled for publication here next spring, according to Oxford University Press.

Mr. Toynbee married twice. His first wife was Rosalind Murray, the daughter of Gilbert Murray, the celebrated classical scholar. They were married in 1913 and divorced in 1946. The same year Mr. Toynbee married Veronica Boulter, his longtime secretary and researcher.

His wife survives him, as do two sons by his first marriage, Philip Toynbee, the war correspondent and novelist, and Lawence, a painter. Some Toynbee Reflection

Some thoughts of Arnold Toynbee:

History in the objective meaning of the word, is the process of change in the subjective meaning, it is the study of how and why one situation changes into another.

America is very unwilling to admit that the earthly paradise has tragedy, you see, and if America has tragedy, she can't be the earthly paradise—she has got to uproot her original dream of being the earthly paradise.

While we are lowering the age of sexual awareness—and frequently the age of sexual experience, too—to veritably Hindu degree, we are at the same time prolonging the length of education.

We force our boys and girls to become sex‐conscious at 12 or 13, and then we ask them to prolong their post:graduate studies till they are nearly 30. How are they expected to give tneir minds to education during those last 16 or 17 sex‐haunted years?

Technology is, of course, only a long Greek name for a bag of tools and we have to ask ourselves: What are the tools that count in this competition in the use of tools as means to power?

The would‐be saviour of a disintegrating society necessarily a saviour with a sword, but the sword may either drawn or sheathed.

Machinery perplexes and dismays me, and I have been born into the Western machine age. Why was I not born in third‐century B.C. Syria or seventh‐century A.D. China? I should not then haVe been harassed by machinery as am in the contemporary West. I heartily dislike this side contemporary Western life, and, in the eyes of the rest the world, mechanization is what the contemporary West stands for.

It is a paradoxical but profoundly true and important principle of life that the most likely way to reach a goal is to be aiming not at that goal itself but at some more ambitious goal behind it.

The most obvious way of reconciling oneself to death is to make sure of enjoying life before death snatches from us. The New York Times/Denis Cameron Arnold Toynbee during an interview in London in 1969


Philosophy of History Part XX: Arnold Toynbee and the Challenge of Civilization

Arnold J. Toynbee (1889–1975) was a British historian and philosopher who is best remembered for his monumental Study of History, released in twelve volumes between 1934 and 1961. In this work he traced the rise and fall of twenty-one civilizations, which he defined as the self-contained political and cultural product of a creative minority.

In the early days of their ascent, they win power and prestige by responding creatively and successfully to external challenges—war, natural disaster, encounters with other cultures, etc.—and their superior position is the just reward of that accomplishment. So, in the early days of Rome, the Roman Senators (to take an example) produced Coriolanus and Brutus, Scipio and Fabius, and won the admiring obedience of the whole of Roman society.

However, when these elites cease to respond creatively to changing circumstances, and simply mimic an idealized past, they lose their legitimacy as elites. So Caesar and Pompey, though great in their own right, responded less creatively and more oppressively to the challenges of their own day than their predecessors, and later on Constantine and Justinian continued the trend. When once-inspiring leadership degenerates into oppression in the name of a remote and irrelevant mythology, the elite loses its legitimacy, and the civilization becomes internally divided. Then it becomes easy prey to disasters, like the plague, or foreign enemies, like the Germanic tribes. “Civilizations die from suicide,” Toynbee said, “not from murder.”

When this happens the elite declare a “universal state,” the imagined universality of which seems to compensate for their diminishing power in the real world. Similarly, the people declare a “universal church,” which preserves their values in the face of internal and external oppression. So both the Emperors and Patriarchs of Constantinople continued to declare the universality of their institutions even as their actual sphere of influence diminished with every generation, until at last the Sultan marched into Constantinople and put an end to their pretensions. According to legend, the last Roman Emperor, Constantine XI, was turned into a statue and whisked away at the last moment by an angel. “The marble emperor” was then hidden in a cave, there to sleep away the ages until Rome should rise again. So the story of the decline and fall of the Empire could well be told, according to Toynbee, as the transformation of an actual into a dreamlike power, which it continues to exercise to this day.

Toynbee was an immensely popular and influential historian in his time. The full twelve volume set has sold over seven thousand copies, and the abridgement over three hundred thousand. He was featured in Czasopismo and the BBC, and came as close to being a celebrity as a modern historian is likely to get. His reception among other historians was much cooler. He was frequently criticized for making sweeping generalizations, and his taxonomy of pre-civilizations, full civilizations, fossil civilizations, etc., appeared to many both arbitrary and unilluminating. Civilization studies in general have been rejected for just this reason, and also because they seem to imply that some societies are intrinsically better (i.e., “more civilized”) than others—an assumption with which modern historians, living as they do in a post-imperial age, are no longer comfortable. Instead, they usually prefer to reject all such world-historical schemes, and work on tightly focused monographs that treat a manageable amount of evidence.

However, world history has survived the abandonment of the “study of civilizations” approach epitomized by Toynbee’s Study of History, and continues to make substantial contributions to our knowledge of the past. Toynbee remains, in that sense, an important figure in the history of history.

This post is the twentieth is a series on the philosophy of history the previous article in the series is here the next one is here.

Daniel Halverson is a graduate student studying the history of Science and Technology of nineteenth-century Germany. He is also a regular contributor to the PEL Facebook page.


Arnold Toynbee - History

Arnold Toynbee (1852-1881) died before the age of thirty but nevertheless in his short life as a scholar his thinking did much to change how education could be developed through work in the poorer parts of Britain’s cities. He lectured in economic history at Oxford University where he was very critical of the effects of the industrial revolution which he saw emerging all around him. Toynbee observed that: “The effects of the industrial revolution prove that free competition may produce wealth without producing well-being". Large-scale poverty was becoming concentrated in urban slums and he could not remain indifferent to its consequences. He therefore urged his students to show some real engagement in working with the growing population of poor people.
Using the ideas of Edward Denison (1840-1970), Toynbee proposed schemes for ‘university extension’, a form of outreach and supplementary learning by which students working in the most deprived communities would apply and ‘extend’ their course material through voluntary work. Students would become more aware of daily living conditions and this confrontation with the harsh reality of social inequality would not only sharpen their sense of social responsibility, but also bridge class divisions. This idea was later labelled Practical Socialism (1888) by Toynbee’s ideological ally, the Anglican priest Samuel Barnett. The model received plenty of support in the colleges of Oxford and Cambridge, from where it gained international recognition.

After Toynbee’s death, Barnett continued to promote the concept of university extension through the establishment of university settlements. These provided accommodation so that students would not only work to enhance the living conditions of the poor, they could also live among them for at least a year. The aim was that this arrangement would strengthen the links between scholars and the residents of urban slums, and achieve better results in terms of social improvement and mutual learning. In 1884 Toynbee Hall opened in East London. Graduate students came to live on the premises, while often working elsewhere. They contributed to local life by studying the lives of their working class neighbours and organising activities that contributed to community building, (informal) education and social solidarity. Studenci mieszkający w osiedlach pracowali nad poprawą systemu zasiłków dla ubogich, zapewnieniem lepszych praw emerytalnych i ogólną poprawą warunków życia. Wśród nich był filantrop Charles Booth, dla którego Toynbee Hall służył jako baza podczas pracy nad Życiem i pracą ludu w Londynie (1889). To badanie mapowało ubóstwo w Londynie pod koniec XIX wieku i miało wpływ zarówno na badania społeczne, jak i walkę z ubóstwem przez dziesięciolecia później.

Toynbee Hall szybko stała się inspirującym przykładem rozwoju społeczności zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak iw Europie. Jane Addams odwiedziła Toynbee Hall w 1888 roku i stała się tak entuzjastyczna, że ​​wyeksportowała pomysł do Ameryki Północnej.

Na początku XX wieku jedną z osób, które przez krótki czas mieszkały i pracowały w Toynbee Hall, był William Beveridge, a po nim wielu studentów, którzy stali się wybitnymi teoretykami społecznymi i politykami.

Arnold Toynbee jest również przodkiem Polly Toynbee, obecnie czołowej dziennikarki często piszącej na tematy społeczne w The Guardian. Jej książka Ciężka praca (2003) opierała się na bezpośrednim doświadczeniu życia z ubóstwa i wniosła imponujący wkład w opis trudności, z jakimi na co dzień borykają się ludzie na dole drabiny społecznej, przedstawiając prawdziwe życie i (nie)ludzkość stojącą za statystykami. .

Ten tekst został napisany przez Jana Steyaerta na podstawie holenderskiej wersji Wima Verzelena
Data pierwszej publikacji: 12-2010
Data ostatniej aktualizacji: 04-2013


Obejrzyj wideo: Arnold Toynbee interview 1955


Uwagi:

  1. Wilmot

    Moim zdaniem się mylisz. Wejdź, omówimy.

  2. Dudal

    very valuable piece



Napisać wiadomość